X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Radio Chopin

Fortepian Chopina – Krzysztof Książek

Ostatnia aktualizacja: 20.06.2018 17:00
Ten pomysł mógł wydawać się już pewną ekstrawagancją, może nawet przesadą – a jednak otworzył przed nami zupełnie nowe perspektywy, dał wgląd w zagadnienia, które wcześniej mogliśmy jedynie teoretycznie przeczuwać. I pozwolił nie tylko stawiać pytania, ale nawet próbować na nie odpowiadać. W tym roku kolekcja fortepianów Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina wzbogaciła się o rekonstrukcję pierwszego fortepianu Chopina – instrumentu, na którym powstały m.in. Koncerty fortepianowe. I który zabrzmiał pod palcami kompozytora w marcu 1830 roku, gdy po raz pierwszy zaprezentował publiczności Koncert f-moll (opublikowany jako drugi, ale powstały jako pierwszy).
Chopins Piano - Fortepian Chopina CD. Krzysztof Książek
Chopin's Piano - Fortepian Chopina CD. Krzysztof KsiążekFoto: NIFC

Koncert f-moll zabrzmiał też w marcu tego roku na uroczystej inauguracji instrumentu, którego rekonstrukcji podjął się nadzwyczajny mistrz budowy historycznych fortepianów, Paul McNulty. Fortepian Chopina nie należał do żadnej z szeroko znanych marek – w XIX wieku zresztą każde większe miasto miało swoich własnych niezależnych budowniczych fortepianów. Nie brakło ich także w Warszawie, gdzie silną pozycję miał Fryderyk Buchholtz. Produkował on fortepiany w stylu wiedeńskim, zasadniczo oparte na klasycznych instrumentach Grafa. Za wzór przy rekonstrukcji posłużył egzemplarz buchholtza odnaleziony w Krzemieńcu (obecnie Ukraina) – jedyny dziś znany, a jednocześnie niezbędny, gdyż nie zachowały się żadne plany konstrukcyjne tych instrumentów. McNulty przeprowadził drobiazgową analizę i rekonstrukcję każdego elementu; jedynym odstępstwem od oryginału jest przedłużenie klawiatury przez dodanie kilku dźwięków w basie, dzięki którym można grać na tym fortepianie nieco późniejsze utwory Chopina, a także – jak można domniemywać – staranniejsze i bardziej precyzyjne wykonanie całości, niż w warszawskiej manufakturze.

Inaugurację, która miała miejsce w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, poprzedziło jednak nagranie płyty. I przyznam, że bez niej obraz instrumentu mielibyśmy znacznie uboższy. Myślelibyśmy przede wszystkim, że potwierdziły się relacje prasowe z 1830, narzekające na zbyt nikły dźwięk instrumentu Fryderyka – buchholtz był jednak fortepianem domowym, nie koncertowym. Zwłaszcza w zderzeniu z orkiestrą (Collegium 1704 pod dyr. Vaclava Luksa) instrument niknął (przynajmniej w nastym rzędzie parteru). Płyta wydobywa więc z niego nie tylko to, co najlepsze, ale przede wszystkim pozwala przyjrzeć się jego charakterowi. A na dodatek oferuje zróżnicowany repertuar, z jednej strony niezwykle ciekawy, z drugiej – eksplorujący możliwości instrumentu.

Urocza, dość popisowa Fuga Karola Kurpińskiego na temat Mazurka Dąbrowskiego jest jakby stworzona dla tego typu instrumentu, o jasnym, subtelnym dźwięku – znacznie bardziej, niż którykolwiek z utworów Chopina (choć na nim powstawały). Dlaczego? Zacznijmy od głównego punktu płyty, czyli Koncertu f-moll – tym razem, co jest wielkim atutem, w wersji solowej, bez orkiestry. To świetny wybór, bo Chopin zapewne właśnie w tej postaci  obok wersji na dwa fortepiany  najczęściej grywał swoje Koncerty (a dokładniej Koncert e-moll, do którego chętnie wracał, prędko zarzucił natomiast wykonywanie Koncertu f-moll) – i odżegnuje się od swego rodzaju, mówiąc wprost: potworka, jakim są stworzone sztucznie na początku kryzysowych lat 1990. wersje kameralne, gdzie orkiestrę zastępuje kwintet smyczków. Tak, to prawda, Chopin zorganizował tego typu przesłuchanie utworu w salonie, przed wykonaniem publicznym z pełną orkiestrą, ale miało ono charakter czysto warsztatowy – młody, niedoświadczony kompozytor, na ile było to możliwe chciał sprawdzić czy w utworach wszystko zostało prawidłowo napisane i czy zamierzone przezeń efekty w ogóle działają. Nie była to żadna propozycja koncertowa, a jedynie robocze torso. Wbrew pozorom więc właśnie ta jedna postać Koncertów nie ma żadnego uzasadnienia historycznego – ani też estetycznego, gdyż przeciwstawienie bogactwa fortepianu rachitycznemu tutaj kwintetowi, bo pozbawionemu siły i bogactwa barw orkiestry (cóż to za allegro maestoso?), wnosi przede wszystkim wartości… komiczne. Jedyną zaletą jest cena – to znacznie tańsze wykonanie, niż z użyciem całego zespołu. Ale oto przed nami naprawdę dobra nowina: Koncerty Chopina można grać solowo! Tak, jak zrobił to Krzysztof Książek na płycie z fortepianem buchholtza. Albo przed stu laty – Józef Hofmann, dokonując jednej ze swych rejestracji pianolowych (Koncertu e-moll). I w takiej postaci faktycznie Koncerty zaczynają mówić innym, nowym głosem.

W Koncercie f-moll zadziwiająco przesuwają się więc składowe części utworu: np. pierwsze wejście fortepianu brzmi jak logiczne zakończenie poprzedzającej je ekspozycji (już nie orkiestrowej), a nie jak nowe otwarcie. Może mogłoby być zresztą inaczej, gdyby nie… buchholtz. I w przebiegu Koncertu, i zwłaszcza w II Balladzie F-dur – utworze znacznie późniejszym, który nie ma już nic wspólnego z fortepianami warszawskimi – instrument ujawnia szereg swych głębokich ograniczeń wyrazowych: niemożność osiągnięcia wyższego poziomu dynamiki, słabsze rejestry basowe (nawet na prawym pedale), wbrew pozorom pewien brak rozmaitości barwowej, mimo czterech pedałów (z dodatkowymi dwoma moderatorami; mnogość pedałów i registrów bywała cechą typową dla instrumentów z początku XIX wieku, którą dziedziczyły po fortepianach XVIII-wiecznych – te zaś po klawesynach). Także – co sugeruje ostrożne wykonanie gwałtownych fragmentów Ballady – zapewne mechanika instrumentu nie należy do szybkich i responsywnych (co nie dziwi w instrumencie z mechaniką wiedeńską, i to z początku XIX wieku). Wszystko to zaś w efekcie utrudnia, a może wręcz uniemożliwia (co okaże się, gdy do fortepianu zasiądą i inni pianiści), ukazywanie złożoności Chopinowskiej konstrukcji, w tym budowanie kulminacji. Muzyka z buchholtza wytaczać się może gładko i ładnie, ale zanika jej architektura, czyli także podział na ustępy i części, które mogą odznaczać się innym – zróżnicowanym – charakterem. Na buchholtzu, o ile ślicznie brzmi prosty utwór Kurpińskiego – złożony Chopin okazuje się monotonny i znacznie uboższy, niż oczekujemy. Najlepiej wypadły Mazurki z op. 7 – właśnie z powodu swojej względnej prostoty – lecz pod względem brzmienia i one utemperowały swój charakter, łagodząc basowe burdony i swój dziarski charakter (pod tym względem i one okazują się stawiać bardzo wysokie wymagania!). Dodajmy, że Krzysztof Książek, który zabłysnął niedocenionym talentem podczas ostatniego Konkursu Chopinowskiego, podchodzi do instrumentu bez onieśmielających kompleksów, wyraźnie starając się wyzyskać w interpretacji najróżniejsze potencjalnie mocne strony fortepianu. W rezultacie można zdecydowanie pochwalić jego kreacje za klarowny i żywy przebieg – brzmią interesująco, aż do granicy, którą, co wyraźnie słychać, w pewnym momencie wyznacza samo narzędzie – pierwszy instrument Chopina.

Co w takim razie mówi nam o Chopinie i jego muzyce fortepian buchholtz? Głównie to, że kompozytor, choć lubił swój „pantalion” (jak o nim z czułością mówił), tworzył muzykę uniwersalną, wykraczającą poza możliwości instrumentu, na którym powstawała. Dlatego łatwo mógł niebawem przesiąść się na znacznie wyższej klasy pleyele i erardy – mając już w zanadrzu nie tylko pomysły na wykorzystanie ich możliwości, ale wręcz parę opracowanych utworów. Do Paryża przecież kompozytor przywiózł – rozpoczęte jeszcze w Warszawie, jak pisał, „moim jedynym sposobem” – Etiudy. Gdy zostały opublikowane jako op. 10 – zmieniły świat pianistyki.

Jakub Puchalski