Radio Chopin

Gautier Capuçon, Yuja Wang – Chopin i Franck: Sonaty na fortepian i wiolonczelę

Ostatnia aktualizacja: 31.03.2020 10:05
Yuja Wang jest dziś – choć już nie od dziś – jedną z najciekawszych postaci obecnych na muzycznych estradach. Fortepian zdaje się nie stawiać jej żadnego oporu, błyskotliwa technika powoduje, że pojęcie trudności wykonawczych zdaje się dla niej nie istnieć. Mimo tych wirtuozowskich warunków, jak większość dojrzałych muzyków, chińsko-amerykańska artystka z upodobaniem oddaje się kameralistyce. Nie zawsze jej partnerzy znajdują się wprawdzie na tym samym co ona poziomie, ale Gautier Capuçon jest muzykiem równym pianistce pod każdym względem.
Okładka płyty  Wang, Capucon
Okładka płyty / Wang, Capucon Foto: ERATO

Z francuskim wiolonczelistą Yuja Wang tworzy znakomite duo już od kilku lat, płyta z Sonatami Chopina i Cesara Francka (A-dur w transkrypcji na wiolonczelę) nie jest więc nowym doświadczeniem dla muzyków. A jednak jest w niej coś, czego dotąd nie słyszałem w ich występach. Element kalkulacji, ograniczenie spontaniczności? Poszukiwanie tego, co dotąd chwytali w lot – intuicyjnie?

Dwie romantyczne sonaty, które wybrali do nagrania, należą do szczególnie trudnych pozycji repertuarowych: nie technicznie, lecz interpretacyjnie. Sonata Francka zdaje się może oczywista, ale na wiolonczeli niemal nie sposób osiągnąć wdzięku właściwego dla jej oryginalnej wersji skrzypcowej, z kolei Sonata Chopina to jedno z bardziej skomplikowanych koncepcyjnie dzieł epoki, w którym kompozytor dokonuje przemian w swym stylu, szuka dla siebie nowych dróg – wykonawcy mierzą się tu z nowymi zadaniami, i to pozostającymi in statu nascendi. W obu więc konieczne jest przeniknięcie struktury i natury muzyki, by znaleźć w ich głębiach ideę podstawową, sposób na ukazanie istoty utworu. Czy komukolwiek się to udaje? Mówiąc najkrócej: nie przypominam sobie takiego przypadku. Nie słyszałem wykonania, które nie pozostawiałoby pewnego niedosytu. Czy tym razem jest inaczej?

Nie. Mam wrażenie, że wśród pięknie brzmiących, błyskotliwych i logicznych gestów, które świetnie przedstawiają formalny kształt tej muzyki, nie sięgamy jednak kwintesencji, wciąż pływamy po powierzchni. Choć samo w sobie pływanie to odbywa się w znakomitym stylu, jest efektowne, nastrojowe i refleksyjne. Nie brak niczego: świetna pianistyka łączy się ze zrozumieniem fraz, te zaś z powodzeniem podejmuje i przejmuje wiolonczela, dialog artystów jest doskonały. W ten sposób zwycięsko mogłaby wyjść Sonata Francka, niemniej wersja wiolonczelowa nawet w takiej interpretacji znowu nie jest w stanie konkurować z naturalną ekspresją i lekką gracją skrzypiec, dla których przeznaczona była ruchliwa śpiewność tej muzyki. Jeszcze trudniej jest z Chopinem, w którym powierzchnia – ukształtowana wprawdzie świetnie pod każdym względem (posłuchajmy np. charakteru akordów staccato w Scherzu!) – co najwyżej pozwala się domyślać ukrytego pod nią dramatu. Przebojem na płycie pozostaną więc dwa utwory quasi-taneczne i całkiem popisowe: Introdukcja i Polonez brillante C-dur, op. 3 młodziutkiego Chopina (całkowite przeciwieństwo Sonaty g-moll, tutaj w wersji odpowiednio błyskotliwej i wdzięcznej), a także Grand tango Astora Piazzolli, które odgrywa na tej płycie chyba rolę bisu – należałoby poprzedzić je długimi oklaskami. Zasłużonymi, gdyż stworzenie tak interesujących przecież kreacji wielkich i wymagających utworów, nawet jeżeli nie osiąga idealnej (niemożliwej?) doskonałości, pozostaje wybitnym osiągnięciem.


Jakub Puchalski