Radio Chopin

Szostakowicz: Koncerty skrzypcowe – Alina Ibragimova, State Academic Symphony Orchestra of Russia, dyr. Vladimir Jurowski

Ostatnia aktualizacja: 29.06.2020 12:00
Ibragimowa odznacza się niecodziennym sposobem gry – właściwie nie śpiewa na skrzypcach, lecz deklamuje. Jej gra ma w sobie siłę prozodii, zarazem jakby pozostawiając na boku potęgę meliki.
Okładka płyty
Okładka płyty Foto: hyperion

Nie tak dawne są jeszcze czasy, w których dwa koncerty skrzypcowe Dymitra Szostakowicza należały do „muzyki współczesnej” i nie grano ich na co dzień podczas wieczorów filharmonicznych. Artystów, którzy mieli je w repertuarze – a gdy mówi się o Koncertach Szostakowicza, ma się na myśli przede wszystkim wielki I Koncert a-moll (należy on do najbardziej wstrząsających utworów w dziejach, podczas Drugi mógłby w zasadzie nie istnieć) – można było policzyć na palcach. I, paradoksalnie, muszę powiedzieć, że było to całkiem dobre dla tego utworu.

Dziś grają go i nagrywają prawie wszyscy soliści, jest nawet mordowany podczas konkursów wiolinistycznych. I mało kto w ogóle podejrzewa, jakiej kategorii jest to dzieło. Nawet zaś jeśli ktoś ma o tym pojęcie (jak Veriko Tchumburidze, która wygrała nim Konkurs Wieniawskiego), to kto może dorównać dziś tragicznej wenie Dawida Ojstracha (zwłaszcza jeśli na podium stał Mrawiński!), albo patetycznemu monumentalizmowi Leonida Kogana? I do tego zachować jakość ich wiolinistyki!

A może nie jest to konieczne? Może Pierwszy Koncert Szostakowicza można ukazać od innej strony – i zamiast wygrywać nuty bez treści (jak to zazwyczaj ma miejsce w tej chwili, w którą by stronę nie spojrzeć), da się stworzyć z niego nowe niemal arcydzieło? Traumatyczna noc stalinizmu, z której wyrasta ten utwór, minęła, nie jest już konieczne wsłuchiwanie się nad ranem w kroki na klatce schodowej. I Alina Ibragimova już się nimi nie interesuje. Przeciwnie – właśnie pierwsza część utworu, która jest owym obrazem głuchego oczekiwania na najgorsze, ów początkowy Nokturn (bo część ta taki właśnie ironiczny tytuł nosi) gada, opowiada swoją historię... W jego wąskim ambitusie skrzypaczka odkrywa bogactwo znaczeń. Cały Koncert to jednak jeszcze trzy dalsze części i gigantyczna, niesamowita kadencja solowa – i na nie skrzypaczce nie starcza już mocy. Oczywiście, jeżeli porówna się ją z Koganem lub Ojstrachem, nie z którąś młodą, ambitną Koreanką. Groteska w drugiej części (Burleska), albo w finale nie ma aż tak radykalnej ostrości, nie zderza się też z tragicznym, a strzelistym patosem, jakiego oczekuje się w Passacaglii i następującej po niej Kadencji. Ibragimova i tu nie porzuca jednak swych ideałów – dalej snuje opowiadanie, prowadząc słuchacza przez zakamarki muzyki, na które dotąd nikt nie zwracał uwagi. Nie odkrywa jej podstawowego przesłania – skrajności tragizmu i sarkazmu – ale daje coś w zamian. Coś wyjątkowego.

Skrzypaczkę wspiera w tej podróży – i jest to zapewne jedna z najlepszych współczesnych możliwości – Vladimir Jurowski, dyrygując Rosyjską Orkiestrą Akademicką im. Jewgienija Swietłanowa. Dodajmy na marginesie, że patron zespołu brał udział w jednej z najbardziej wstrząsających kreacji tego samego dzieła. https://www.youtube.com/watch?v=1wXEzutgUuw

Nieszczęśliwie składa się, że Szostakowicz napisał jeszcze Drugi Koncert – przez to w naturalny sposób powstaje zestaw płytowy złożony z dwóch nieprzystających do siebie utworów. Ten Koncert również dedykowany był Dawidowi Ojstrachowi również i otrzymał odeń – przy konsultacjach z kompozytorem, które nawet zostały zarejestrowane w formie rozmowy telefonicznej – idealną wersję (w nagraniu z Kiryłłem Kondraszynem). Ibragimova także tutaj potrafi odnaleźć jednak nowe brzmienia – choć tym razem orkiestra trochę przesadnie dociąża muzykę. Paradoksalnie, ostatecznie nie ma to to jednak szczególnego znaczenia – gdyż i tak istotą płyty pozostaje Koncert Pierwszy. Płyty dla koneserów twórczości Szostakowicza, którzy dobrze wiedzą, co można w niej odnaleźć – mogą więc z radością skorzystać z ciekawej odmiany.

Jakub Puchalski