X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Radio Chopin

Witold Lutosławski

Ostatnia aktualizacja: 06.02.2019 18:40
Ćwierć wieku temu domknęła się spuścizna jednego z tych kompozytorów, którzy zadecydowali o znaczeniu muzyki polskiej na mapie światowej sztuki – 7 lutego 1994 roku zmarł Witold Lutosławski.
Witold Lutosławski w swoim domu
Witold Lutosławski w swoim domuFoto: Jan Styczyński

Pisanie o jego muzyce nie jest rzeczą łatwą, jeśli pamięta się opinię sformułowaną przez niego w prywatnych notatkach w marcu roku 1966:

„Ludzie mówiący i piszący o sztuce z tytułu swego zawodu (krytycy, komentatorzy, historycy, teoretycy etc.) mogą oczywiście spełnić bardzo pożyteczne i ważne misje. Jednocześnie przedstawiają oni dla sztuki pewne niebezpieczeństwo: zagłuszają ją słowami i przytłaczają towarzyszącymi jej myślami. Dzieła sztuki w wydaniach krytycznych, w komentowanych koncertach, antologiach itd. są zamazane, przygniecione, zagłuszone nawałem słów. Komentatorzy nie dają przemówić samej sztuce, wtłaczają się pomiędzy dzieło i odbiorcę, zagadują czytelnika, każą milczeć autorowi [podkreślenie A. Ch.] i przeczekiwać ich gadanie.”

Ta kąśliwa uwaga (tak niepodobna do stylu oficjalnych wypowiedzi Lutosławskiego) szczęśliwie nie charakteryzuje jego postawy wobec własnego dzieła, bowiem kompozytor pozostawił wiele różnorodnych wypowiedzi o muzyce, które w części odnoszą się również do jego utworów. Jako przykład można tu przywołać autorskie omówienie jednego z dzieł zajmujących osobne miejsce w spuściźnie Lutosławskiego, to jest Preludiów i fugi na 13 instrumentów smyczkowych, jedynego prawdopodobnie przypadku aleatoryzmu odniesionego do formy dzieła. Kompozytor w dość drobiazgowej analizie, przedstawionej zresztą na konferencji naukowej poświęconej jego twórczości, tłumaczy swoją koncepcję gatunku fugi i specyficzny sposób realizacji jej formy w tym dziele. W owym obszernym tekście pojawia się na wstępie wątek historyczny (co oczywiście w przypadku fugi nie może dziwić) i jest to jeden z wielu momentów w jego refleksji o muzyce, kiedy mówi o swoim stosunku do muzycznej przeszłości. Do tego kluczowego dla niego zagadnienia powrócił również w rozmowie z Iriną Nikolską:

„Jestem bardzo silnie związany z tradycją. […] Nie chcę zrywać kontaktu z wielkimi duchami przeszłości, a wszystkie ewentualne aluzje do przeszłości w mojej muzyce są wyrazem bardzo głębokiej potrzeby, nie zaś poszukiwaniem nowości czy oryginalności. Uważam, że zbankrutowana szkoła darmsztadzka […] wyrządziła dużą szkodę młodemu pokoleniu przez to, że usiłowała z tą tradycją zerwać, zacząć muzykę od Schönberga, a nawet Weberna. To jest fałsz, kompletnie obca mi idea.”

Fragment ten pokazuje również, jak głęboko emocjonalnie reagował na zjawisko, które można by nazwać „tyranią” awangardy. W jego tekstach wielokrotnie można także napotkać sformułowania mówiące o potrzebie przyjemności wynikającej z tworzenia i obcowania z dziełem muzycznym. W roku 1965 pisał:

„[…] od dłuższego już czasu staram się eliminować z pisanej przez mnie muzyki wszystko, co nie służy bezpośrednio i wyłącznie mej prywatnej, osobistej przyjemności. Naturalnie słowo «przyjemność» użyte jest tu dla zastąpienia całego bogato rozbudowanego świata przeżyć i nie ma bynajmniej oznaczać hedonistycznej postawy wobec życia i sztuki!”. Kolejną kwestią intensywnie ogniskującą jego wyobraźnię twórczą było brzmienie mogące poruszyć, przyciągnąć uwagę słuchacza. Podkreślał, że wiele wysiłku wkłada w empiryczne poszukiwania takich jakości. Kompozycją należącą do ostatniej fazy twórczości, znakomicie poświadczającą skupienie Lutosławskiego na osiągnięciu takiego właśnie efektu są Chantefleurs et chantefables, cykl dziewięciu pieśni na sopran i orkiestrę do słów Roberta Desnosa z 1990 roku. Kompozytor porzuca wówczas te rozwiązania warsztatowe, które przez wiele lat budowały jego styl indywidualny i zdaje się ogniskować uwagę wyłącznie na budowaniu brzmień tak skutecznie „powołujących do życia” umuzyczniane przez niego zjawiska. Sam odniósł się jedynie lakonicznie do tych pieśni:

„Przetłumaczenie tytułu mego niedawno ukończonego utworu […] wydaje się niemożliwe, jako że słowa, jakich użył tu Robert Desnos do nazwania swej ostatniej książki, zostały przez niego wymyślone. Książka zawiera 80 krótkich wierszy o kwiatach, zwierzętach, ptakach i owadach. Wiersze przeznaczone są dla dzieci. Nie mogę tego samego powiedzieć o muzyce mojego cyklu […], jakkolwiek ich «dziecięcy» charakter ma swoje odbicie w napisanej przez mnie muzyce.” 

Słowa kompozytora znakomicie ukazują jego subtelne poczucie humoru, które w tym dziele dochodzi do głosu z całą siłą. Niemal hipnotyzująco działa zwłaszcza finałowe ogniwo cyklu, które w warstwie muzycznej przynosi apokaliptyczny obraz inwazji milionów motyli na senne, francuskie miasteczko. Wydaje się, iż kompozycja ta pozwoliła Lutosławskiemu w późnej fazie twórczości włączyć do głównego nurtu również doświadczenia zdobywane we wcześniejszych latach w procesie tworzenia muzyki filmowej i teatralnej, która mogła mu z powodzeniem rekompensować brak dzieła scenicznego w jego bogatej przecież pod względem gatunkowym spuściźnie.

Agnieszka Chwiłek