Radio Chopin

Konkurs Szymanowskiego. Skrzypce

Ostatnia aktualizacja: 25.09.2018 12:20
Skrzypce zajmują specjalne miejsce w twórczości Szymanowskiego. „Mity” i I Koncert należą do jego najwyżej cenionych utworów – nieprzerwanie od czasu skomponowania. Wiolinistyczny idiom muzyki polskiego modernisty – w znacznej mierze wypracowany przy udziale wielkiego skrzypka, Pawła Kochańskiego – jest czymś wyjątkowym w literaturze, poszerzając sposób rozumienia instrumentu i wpływając na zmianę jego roli w muzyce XX wieku. Stulecie to miało okazać się epoką skrzypiec – tak jak wiek XIX był epoką fortepianu. Szymanowski, choć tworzył równie wybitne dzieła na fortepian, miał w tym przewartościowaniu swój wyraźny udział. (JP)
Maja Horvat - faworytka od początku Konkursu, w finale III nagroda oraz nagroda za najlepsze wykonanie utworu patrona Konkursu.
Maja Horvat - faworytka od początku Konkursu, w finale III nagroda oraz nagroda za najlepsze wykonanie utworu patrona Konkursu.Foto: Bartek Barczyk

O ile fortepianom towarzyszyłam wiernie przez wszystkie trzy konkursowe etapy, o tyle po raz pierwszy skrzypków usłyszałam w finale, posiłkując się opiniami przyjaciół, fachowców i przyjaciół-fachowców dzielnie siedzących na wszystkich przesłuchaniach. Rywalizacja skrzypków z pewnością przyniosła znacznie większe emocje niż zmagania pianistów, z dwóch prostych powodów. Po pierwsze już na starcie było ich więcej: wyselekcjonowanie dwunastki z szesnastu a dwunastki z ponad trzydziestu to sytuacje bez porównania. Po drugie, w czym chyba wszyscy recenzenci okazali się w miarę zgodni, generalny poziom kandydatów do tytułu najlepszego skrzypka I Międzynarodowego Konkursu Muzycznego im. Karola Szymanowskiego był znacznie wyższy niż w pierwszej opisywanej przeze mnie kategorii. Los niedopuszczonego do finału pianisty Wsiewołoda Brygidy podzielił ukraiński skrzypek Wasyl Zacicha [Заціха – Zatsikha; skrzypek dał się zauważyć podczas Konkursu Wieniawskiego w 2016 r., gdzie jednak także nie znalazł się w gronie laureatów – red.], wobec czego III etap rozegrał się w ściśle damskim gronie. Zanim słowo o finałowych prezentacjach, na chwilę zostanę adwokatem finalistek. Skrzypaczki włożyły znacznie więcej wysiłku w swoje ostatnie występy: pianiści grali bowiem po jednym, wybranym koncercie, natomiast skrzypaczki – po dwa: obowiązkowo jeden z Koncertów Szymanowskiego plus jeden wybrany z regulaminowej puli (statystyki: dwie panie – Sibelius, aż trzy – Drugi Prokofiewa, jedna – Pierwszy Szostakowicza). W tej sytuacji finał – jako jedyny we wszystkich kategoriach – rozłożony był aż na dwa dni. Czemu tak? Nie wiadomo. Tak samo dziwił udział w finale Marty Gidaszewskiej – nie chcę pochopnie oceniać, bo jak wspominałam nie dane było mi wysłuchać I i II etapu, jednak w finale zdecydowanie odstawała od swoich rywalek pod względem techniki i interpretacji (wyróżniały ją natomiast barwne kreacje...). Poza tym – szczerze nie zazdroszczę konieczności podjęcia decyzji jurorom pod przewodnictwem Bartłomieja Nizioła, a obrady musiały być burzliwie – wyniki poznaliśmy z prawie godzinnym opóźnieniem, o godz. 23.45. Przyznam, że inaczej wyobrażałam sobie miejsca na podium, choć – z przyczyny wcześniej wzmiankowanej nieobecności – zapewne było to wyobrażenie nieco mgliste. Prawdą też jest, że chyba żadna z uczestniczek nie zagrała na tym samym, równym poziomie obydwu koncertów. Pierwszą nagrodę otrzymała Sławomira Wilga, wykonująca I koncert Szymanowskiego oraz Prokofiewa (g-moll op. 63). To skrzypaczka, której głęboka emocjonalność, dynamika gry, nasycony dźwięk oraz intensywna wibracja w moim odczuciu znakomicie sprawdzają się w muzyce romantycznej i późnoromantycznej. O ile w Prokofiewie taka gra pełna zaangażowania i żywej ekspresji mi się podobała, o tyle w Szymanowskim zdecydowanie mniej. Swoją drogą to, jak zabrzmiał Szymanowski, udowadnia charyzmę tej niezwykle obiecującej skrzypaczki (jeśli otworzy się na nowe możliwości stylistyczne, a jestem pewna, że ku temu niedaleka droga): pociągnęła za sobą orkiestrę, w wyniku czego Szymanowska „Noc Majowa” zabrzmiała nawet pół-Straussowsko, pół-Wagnerowsko. Trzeba przyznać, że to umiejętność dana nielicznym – tak porwać za sobą tłumy...

Dar ten posiada niewątpliwie Maja Horvat, która zdobyła III nagrodę oraz nagrodę specjalną za najlepsze wykonanie utworów Szymanowskiego: warto tutaj zaznaczyć, że to uczestniczka od samego początku będąca faworytką Konkursu. Nic dziwnego: piękny dźwięk (mało nośny, ale być może to kwestia instrumentu), bezgraniczna, niosąca ją jak na skrzydłach muzykalność i wrodzona charyzma, o technice nie wspominając. Choć w Prokofiewie pojawiło się kilka technicznych wpadek, była to zdecydowanie najpiękniejsza jego postać podczas finałowych wykonań: o rysach to lirycznych, to zadziornych, to pełnych dramatyzmu, to charakterystycznej dla Prokofiewa ironicznej figlarności. Horvat to niezwykle silna osobowość, w dodatku od razu zjednująca sobie publiczność i współwykonawców swoją bezpretensjonalnością i naturalnością: towarzyszący jej muzycy niejednokrotnie mówili o przyjemności współpracy z młodą Słowenką. II nagroda przypadła w udziale Roksanie Kwaśnikowskiej (Polki spotkały się już na podium w zeszłym roku, podczas XI Międzynarodowego Konkursu Muzycznego im. Michała Spisaka w Dąbrowie Górniczej – wtedy to Kwaśnikowska była najlepsza, Wilga na III miejscu). Kwaśnikowska zapisała się w pamięci zwłaszcza pierwszym finałowym występem: jako jedyna wybrała I Koncert skrzypcowy a-moll op. 77 Dymitra Szostakowicza, dzieło monumentalne, niezwykle wymagające technicznie i kondycyjnie (trwa blisko 40-minut), o ogromnym ładunku ekspresyjnym, trudnym, ale niezwykle efektownym w motywicznej wymianie pomiędzy solistą a poszczególnymi sekcjami orkiestry. Od pierwszych taktów skrzypaczki nie dało się wprost zatrzymać! Taka wykonawcza energia! A skoro o energii mowa, po zakończeniu Konkursu należy śledzić kolejne kroki artystycznej kariery Mayi Levy – jestem pewna, że o tej 21-letniej reprezentantce Belgii jeszcze usłyszymy. To prawdziwy „belgijski ogień”: niesamowita wręcz żywiołowość gry i wykonawcza brawura charakteryzująca tylko najbardziej pewnych siebie muzyków – Levy wchodzi na scenę z miną godną pokerzystki, która w najmniej spodziewanym momencie odkrywa wszystkie karty. Jako jedyna wybrała II Koncert skrzypcowy Szymanowskiego, zagrany z pasją i wręcz pierwotnym żywiołem, prawdziwie „wykrzesany” koncert! Jeśli pozostajemy jednak w kręgu metafor, Levy niestety doszczętnie „spaliła” III część Koncertu d-moll Sibeliusa, co podejrzewam ostatecznie pogrzebało jej szanse na nagrodę: pomijam błędy tekstowe i dramatyczne chwytanie się gestów dyrygenta, ale również dosyć brutalnie zaatakowany dźwięk. A szkoda, bo jej instrument miał dźwięk bodaj najpiękniejszy ze wszystkich: Maya Levy gra na skrzypcach Enrico Cerrutiego (Cremona) z 1851 r.


Agnieszka Nowok-Zych