X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Radio Chopin

Paura e meraviglia

Ostatnia aktualizacja: 27.04.2019 01:06
Wielki Tydzień i Święta minęły w klimacie południowowłoskim. Przynajmniej w Krakowie, gdzie kuratorem festiwalu Misteria Paschalia był w tym roku Antonio Florio.
Pino de Vittorio i Laboratorio 600
Pino de Vittorio i Laboratorio '600Foto: materiały prasowe

Florio jest sławnym specjalistą od repertuaru neapolitańskiego, który wciąż pozostaje niezgłębioną kopalnią – parę lat temu, zresztą przy okazji swojego występu w Gdańsku na Actus Humanus, założyciel i szef zespołu Cappella della Pietà de' Turchini mówił mi, że obok archiwów, z których wydobył już ogrom muzyki, zapoznając z nią światową publiczność, znajduje się też w mieście wielka biblioteka, w barokowym pałacu, od niepamiętnych czasów zamknięta – po prostu nie ma do niej dostępu. Jakie skarby spoczywają za jej drzwiami? Zważywszy na wszechobecność muzyki w dawnym Neapolu, można spodziewać się, że nie zabraknie nieznanych utworów. Embarras de richesse? W naszym kraju, w którym wydarzeniem jest odkrycie pojedynczego głosu z jakiejś barokowej kompozycji (czyli ledwie jednej jej warstwy, niemożliwej do wykonania), a i tak dopiero od niedawna eksploruje się zbiory klasztorne, i to tak istotne jak jasnogórskie, powinniśmy to zrozumieć bez specjalnych wyjaśnień – jednak warto uświadomić sobie, że Neapol, przez stulecia będąc po Paryżu największym miastem Europy, od XVI wieku posiadał cztery konserwatoria, a w muzyce na poziomie profesjonalnym kształcili się nie tylko osieroceni chłopcy i szukający dróg kariery mieszczanie, lecz i szlachta, która w ten sposób programowo odciągana była przez panującą dynastię od potencjalnie bardziej niebezpiecznych zajęć żołnierskich. Muzyczna kariera Gesualda, księcia Venosy, nie była więc niczym niezwykłym – choć jego muzyka, pełna chromatycznych odcieni i szokujących kontrastów – do dziś pozostaje zjawiskiem wyjątkowym.

Na Misteriach Paschaliach muzyka miasta pod Wezuwiuszem (oraz innych ośrodków włoskich) obecna jest już wszakże od wielu lat, w tym roku więc mniej interesowały mnie mniej lub bardziej znane utwory oratoryjne (w szerokim rozumieniu tego terminu), nawet takie jak poruszająca Pasja Giachesa de Werta (XVI w.) lub Gaetana Veneziano (koniec XVII w.), podobnie nawet koncert mojego szczególnie ulubionego zespołu muzyki średniowiecznej (Micrologus), natomiast zależało mi na występie innego śpiewaka tradycji śródziemnomorskiej, Pino de Vittorio. Cenię go niezwykle nie tylko z powodu zakorzenionego w lokalnych tradycjach wykonawstwa, ale w nie mniejszym stopniu dla jego pracy badawczej – czy może zbieraczej – dzięki której liczne pieśni południowych Włoch, a przede wszystkim Neapolu, otrzymały nowe życie – autentyczne, a zarazem atrakcyjne dla słuchaczy początku XXI wieku. Podobny program przywiózł na krakowski festiwal, a konkretnie do podziemnej sali w kopalni w Wieliczce, gdzie wystąpił tradycyjnie w Wielką Sobotę.

Nie była to pierwsza wizyta Pina de Vittorio na Misteriach Paschaliach, dotąd jednak słyszałem go wyłącznie w krótkim Stabat Mater zaśpiewanym w kościele św. Katarzyny wspólnie z Patrizią Bovi – była to jedna z zimnych Wielkanocy i pamiętam go otulającego się szalikiem w wirydarzu, w oczekiwaniu na swój występ. Tym razem – wraz z zespołem Franco Pavana Laboratorio '600, z którym współpracuje – dysponował całym wieczorem, zatytułowanym z neapolitańska: Lu cuntu de la Passiuni – Pieśni pasyjne. Pieśni tradycji ustnej, ludowej – rozprzestrzeniające się zwłaszcza w dobie kontrreformacyjnego czy może raczej jezuicko-teatralnego baroku (bo trudno mówić o kontrreformacji w mieście bez reformacji), pieśni bardzo różne i w bardzo różnej stylistyce utrzymane. Zaczynaliśmy i kończyliśmy tarantellami – bardzo znanymi i popularnymi, choć tu ze zmienionymi tekstami religijnymi: Pino jest mistrzem tego efektownego gatunku, musiał więc wzbudzić zachwyt. Podobnie świetnie prezentuje wszelkie utwory wymagające dramatycznego, wręcz aktorskiego zaangażowania – czyli właściwie wszystkie składające się na program koncertu. A jednak... jednak wrażenie, że choć trochę zbliżyłem się do nienasyconego i namiętnego południa Włoch chwyciło mnie dopiero w dwóch bisach (kolejna tarantella, tym razem apulijska, di San Michele, oraz kołysanka). Czy dlatego, że jak często bywa, atmosfera uległa niezauważalnemu rozluźnieniu? A może dlatego, że wreszcie mieliśmy do czynienia z bardziej autentycznym, tradycyjnym repertuarem, lepiej też leżącym śpiewakowi? Znakomita większość programu robiła wrażenie starannie przygotowanego – zbyt starannie! – wraz z akompaniamentem rozpisanym na teorbę, lutnię i harfę: świetnie brzmiącym, ale raczej nieszczególnie naturalnym w tym repertuarze, zwłaszcza że z napięciem odczytywanym z nut. Skutek? – wrażenie obcowania z bardzo miłą, często atrakcyjną (choć nie w każdym momencie, bo znalazły się i pieśni, które w innym wykonaniu byłyby po prostu rodzajem sacrosongów), ale jednak cepelią. I okazało się, że najlepsza pod każdym względem cepelia... mimo wszystko pozostaje cepelią. Niech Pino de Vittorio śpiewa tarantelle czy wstrząsające Stabat Mater, w których odnajduje naturalną ekspresję, w których nie musi nadwerężać swojego aktorstwa. Wówczas znowu z radością pobiegnę na jego występ.


Jakub Puchalski