X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Radio Chopin

Zgubić się w Wenecji

Ostatnia aktualizacja: 04.07.2019 00:44
W Bazylice św. Marka w Wenecji szczególnie warto przyjrzeć się zawieszonym u podstaw kopuł emporom. Na rozpiętych w powietrzu lekkich galeryjkach narodziła się wenecka szkoła kompozycji – a poprzez nią, rozpoczął się w muzyce barok. Na wycieczkę do tego miejsca i czasu zapraszam Państwa w najbliższym Uchu nienasyconym.
Bazylika św. Marka w Wenecji
Bazylika św. Marka w WenecjiFoto: Scirocco340 / Shutterstock.com

Jak zwykle w sobotę, między godz. 10 a 13 – ale zarazem wyjątkowo, bo wakacyjnie, a w wakacje Ucho nienasycone podróżuje. Najbliższy wyjazd natomiast zabierze nas do Serenissimy, Najjaśniejszej Republiki Wenecji. Wśród fasad gotyckich i barokowych pałaców, których weneckie (nomen omen) okna odbijają się w zwierciadłach kanałów, dojdziemy najpierw do miejsca najbardziej magicznego ze wszystkich: do San Marco. Zgłębimy tu tajniki muzyki, jaka narodziła się w tej i z tej właśnie bazyliki pod koniec XVI stulecia. Słuchać będziemy głównie wspaniałego Giovanniego Gabrielego, lecz w specjalnym wydaniu: w rekonstrukcji obrządków, dla których jego muzyka powstawała, wraz z utworami, jakie z samego założenia miały jej towarzyszyć. Przy okazji poznamy kilka innych tajemnic wyjątkowej Bazyliki, jedynej takiej na świecie - przynajmniej od kilku stuleci. Zachwyci nas też smyczkowe mistrzostwo XVII-wiecznych Wenecjan, rozwijających autonomiczną muzykę instrumentalną, a przede wszystkim rozkwit muzycznego dramatu pod piórem Monteverdiego. Tego ostatniego posłuchamy nie tylko w poetyckich madrygałach, ale i w wielkiej scenie z poematu Tassa, Walka Tankreda z Kloryndą (cały wykorzystany przez kompozytora tekst, w tłumaczeniu Piotra Kochanowskiego, poniżej), przebiegniemy też skrótem przez wielką i niesamowitą operę Koronacja Poppei. Oprowadzanie po labiryncie miasta na Lagunie: Jakub Puchalski.

Torquato Tasso: Il combattimento di Tancredi e Clorinda

Tasso: Walka Tankreda z Kloryndą (tłum. Piotra Kochanowskiego)

Tancredi che Clorinda un uomo stima                      

vuol ne l’armi provarla al paragone.
Va girando colei l’alpestre cima
ver altra porta, ove d’entrar dispone.
Segue egli impetuoso, onde assai prima
che giunga, in guisa avvien che d’armi suone
ch’ella si volge e grida: – O tu, che porti,
correndo sì? – Rispose: – E guerra e morte.

Mniema, że to mąż jaki doświadczony,                      

Nie myśląc, aby białą płcią być miała.                      

Chce się z nią spatrzyć, a ta – z jednej strony    

Obbiegszy – w miasto drugą bramą chciała.                  

I niż jej Tankred dognał zapędzony,                              

Na chrzęst się jego zbroje obejrzała:                          

Co – prawi – niesiesz?” On jej na to powie:                  

I śmierć, i wojnę”. Ona zaś odpowie:

Guerra e morte avrai: – disse – io non rifiuto
darlati, se la cerchi e fermo attende. –
Ne vuol Tancredi, ch’ebbe a piè veduto
il suo nemico, usar cavallo, e scende.
E impugna l’un e l’altro il ferro acuto,
ed aguzza l’orgoglio e l’ira accende;
e vansi incontro a passi tardi e lenti
quai due tori gelosi e d’ira ardenti.

Jeśli chcesz śmierci, i ta cię nacieszy,                      

Dam ci ją wnetże”. Wtem stanęła w kroku.                        

On widząc, że beł nieprzyjaciel pieszy,                  

Zarazem z siodła w prętkiem wypadł skoku.                    

Tak – zbywszy konia – do niej się pospieszy                  

I oboje szli po miecze do boku                              

[chodząc dokoła, wolne i ciężkie mierząc kroki]            

I tak się zwarli, jako srodzy bycy                                        

Przy swej się lubej bodą jałowicy.

Notte, che nel profondo oscuro seno
chiudesti e nell’oblio fatto sì grande,
degne d’un chiaro sol, degne d’un pieno
teatro
, opre sarian sì memorande.
Piacciati ch’indi il tragga e’n bel sereno
a le future età lo spieghi e mande.
Viva la fama lor, e tra lor gloria
splenda dal fosco tuo l’alta memoria.

Jasnego słońca godne to czynienie                            

Wasze tam beło, o rycerze wzięci!                                      

A ty, o nocy, coś na nie swe cienie                                     

I płaszcz z zawistnej kładła niepamięci,                

Dopuść mi – proszę – i daj pozwolenie,                        

Aby mem piórem beli z niej wyjęci.                            

Niechaj trwa wiecznie sława ich dzielności                      

I niech się święci pamięć twej ciemności.

Non schivar, non parar, non pur ritrarsi
voglion costor, ne qui destrezza ha parte.
Non danno i colpi or finti, or pieni, or scarsi:
toglie l’ombra e’l furor l’uso de l’arte.
Odi le spade orribilmente urtarsi
a mezzo il ferro; e’l piè d’orma non parte:
sempre il piè fermo e la man sempre in moto,
né scende taglio in van, ne punta a voto.

Nie dybią na się, ani się składają,                                  

Nic jem szermierskie sztuki nie pomogą;                

Pełne-li razy, skąpe-li być mają,                                      

W cieniu i w gniewie rozeznać nie mogą.              

Słyszeć, że miecze straszny dźwięk dawają,                  

A żaden kroku nie ustąpi nogą:                                      

Ta stoi w miejscu, a ręką pracuje,                              

Coraz nowy sztych i cięcie znajduje.

L’onta irrita lo sdegno a la vendetta,
e la vendetta poi l’onta rinova:
onde sempre al ferir, sempre a la fretta
stimol novo s’aggiunge e piaga nova.
D’or in or più si mesce e più ristretta
si fa la pugna, e spada oprar non giova:
dansi con pomi, e infelloniti e crudi
cozzan con gli elmi insieme e con gli scudi.

Obelżenie gniew do pomsty podwodzi,              

Pomsta przydawa potem obelżenia;                      

Stądże jem zawżdy do nowych przychodzi            

Przyczyn do cięcia, bojców do kwapienia.                

Mięsza się bitwa, coraz cieśniej chodzi,                        

Już jem nie służą miecze do czynienia:                        

Biją się srodze wzajem głowicami,                              

Tłuką się hełmy, tłuką się tarczami.

Tre volte il cavalier la donna stringe
con le robuste braccia, e altrettante
poi da quei nodi tenaci ella si scinge,
nodi di fier nemico e non d’amante.
Tornano al ferro, e l’un e l’altro il tinge
di molto sangue: e stanco e anelante
e questi e quegli al fin pur si ritira,
e dopo lungo faticar respira.

Trzykroć ją ścisnął, trzykroć także ona                

Wydarła mu się z węzła tak mocnego,                           Którym nie beła z miłości ściśniona,                          

Lecz z nieprzyjaźni i gniewu wielkiego.                  

Znowu do mieczów poszli. Już raniona                            

I ona, i on, już i tchu samego                                  

Ledwie jem staje. Potem się cofnęli,                          

Aby po wielkiej pracej odpocznęli.

L’un l’altro guarda, e del suo corpo essangue
su’l pomo de la spada appoggia il peso.
Già de l’ultima stella il raggio langue
sul primo albor ch’è in oriente acceso.
Vede Tancredi in maggior copia il sangue
del suo nemico e se non tanto offeso,
ne gode e in superbisce. Oh nostra folle
mente ch’ogn’aura di fortuna estolle!

Tak na mieczowej wsparszy się głowicy                    

Patrzali na się – ta z tej, ow z tej strony,                

Kiedy Apollo swojemu woźnicy                                

Nieść kazał na świat dzień światłem pleciony.          

Widzi krwie siła Tankred na dziewicy,                    

Cieszy się hardy, że mniej obrażony.                            

O ludzkie myśli, głupie to czynicie,                                  

Że się za lada szczęściem unosicie!

Misero, di che godi? Oh quanto mesti
siano i trionfi e infelice il vanto!
Gli occhi tuoi pagheran (s’in vita resti)
di quel sangue ogni stilla un mar di pianto.
Così tacendo e rimirando, questi
sanguinosi guerrier cessaro alquanto.
Ruppe il silenzio al fin Tancredi e disse,
perchè il suo nome l’un l’altro scoprisse:

Z czego się cieszysz, o Tankredzie? Czemu        

Chełpisz się, szczęściem omylnym pijany?          

Wrychle zwycięstwu nierad będziesz swemu                  

I będziesz płakał tej krwie i tej rany!

Chwilę się milcząc – on jej, ona jemu        

Przypatrowali sobie na przemiany,                                

Na koniec Tankred ozwał się z swą mową          

Pytając, kto beł i jako go zowią:

Nostra sventura è ben che qui s’impieghi
tanto valor, dove silenzio il copra.
Ma poi che sorte rea vien che ci nieghi
e lode e testimon degni de l’opra,
pregoti (se fra l’armi han loco i preghi)
che’l tuo nome e’l tuo stato a me tu scopra,
acciò ch’io sappia, o vinto o vincitore,
chi la mia morte o vittoria onore. –

Spolne to – prawi – nieszczęście sprawuje,                

Że naszę dzielność pokrywa milczeniem;                      

A iż nam zły los sławę odejmuje                                

Słusznie nabytą tak mężnem czynieniem,            

Proszę cię (jeśli gniew prośbę przyjmuje),          

Powiedz mi twój stan z twem własnem imieniem.  

Niech wiem – lub przegram, lub wezmę zwycięstwo –

Kto śmierć ozdobi albo moje męstwo”.

Rispose la feroce: – Indarno chiedi
quel c’ho per uso di non far palese.
Ma chiunque io mi sia, tu innanzi vedi
un di quei due che la gran torre accese. –
Arse di sdegno a quel parlar Tancredi
e: – In mal punto il dicesti; (indi riprese)
e’l tuo dir e’l tacer di par m’alletta,
barbaro discortese, a la vendetta.

Ona mu na to: „Imienia mojego                                    

Nie będziesz wiedział, już cię to omyli;                    

Dosyć masz na tem, że widzisz jednego                          

Z tych dwu, co wielką wieżę zapalili”.                            

Harda odpowiedź rycerza zacnego                                

Tak uraziła barzo w onej chwili,                                      

Że do niej znowu wielkiem pędem skoczył,                  

Aby się zemścił i miecz niej omoczył.                             

[W złym momencie toś rzekł! – na to odpowie – I twa  

mowa, i twe milczenie tak samo mnie, gburze,  

zagrzewa do zemsty!]

Torna l’ira ne’ cori e li trasporta,
benchè deboli, in guerra a fiera pugna!
Ù’l’arte in bando, ù’già la forza è morta,
ove, in vece, d’entrambi il furor pugna!
O che sanguigna e spaziosa porta
fa l’una e l’altra spada, ovunque giugna
ne l’armi e ne le carni! e se la vita
non esce, sdegno tienla al petto unita.

Wraca się jem gniew w serca rozjątrzone,                  

Choć się każdy z nich barzo słabem czuje;            

Nauka za nic, siły już zemdlone,                                      

A na ich miejsce wściekłość następuje.                        

O, jako wielkie i niewymowione                                

Rany miecz czyni, gdzie jedno zajmuje                          

W zbroi i w ciele – a że żywot jeszcze                            

Nie wyszedł, gniew mu w sercu czyni miejsce.

Ma ecco omai l’ora fatal è giunta
che’l viver di Clorinda al suo fin deve.
Spinge egli il ferro nel bel sen di punta
che vi s’immerge e’l sangue avido beve;
e la veste che d’or vago trapunta
le mammelle stringea tenere e lieve,
l’empiè d’un caldo fiume. Ella già sente
morirsi, e’l piè le manca egro e languente.

Ale już przędzę Parka nieużytą                    

Kloryndzinego żywota zwijała:                                

Pchnął ją w zanadrze Tankred i obfitą                      

Miecz utopiony krew wytoczył z ciała                              

I zmoczył złotem koszulę wyszytą,                              

Którą panieńskie piersi sznurowała.                            

Czuje, że ją już noga ledwie wspiera,                                  

I że już mdleje, i że już umiera.

Segue egli la vittoria, e la trafitta
vergine minacciando incalza e preme.
Ella, mentre cadea, la voce afflitta
movendo, disse le parole estreme:
parole 
ch’a lei novo spirto addita,
spirto di fè, di carità, di speme,
virtù che Dio le infonde, e se rubella
in vita fu, la vuole in morte ancella.

Idzie za szczęściem zwycięzca surowy                              

I sztych śmiertelny pędzi między kości;                          

Ona – konając – rzekła temi słowy,                               

Zwykłej na twarzy nie tracąc śmiałości,                            

Którą znać, że w niej duch sprawował nowy,                

Duch skruchy, wiary i świętej dufności –                          

Że choć poganką za żywota była,                                  

Umierając się ato nawróciła:

Amico, hai vinto: io ti perdon… perdona
tu ancora, 
al corpo no, che nulla pave,
a l’alma sì:
 deh! per lei prega, e dona
battesmo a me ch’ogni mia colpa lave. –
In queste voci languide risuona
un non so che di flebile e soave
ch’al cor gli scende ed ogni sdegno ammorza,
e gli occhi a lagrimar invoglia e sforza.

Odpuść ci, Boże, ato masz zwygraną,                            

A ty też, proszę, odpuść mojej duszy,                        

[nie ciału, co nic nie znaczy, lecz duszy – tak:]        

Proś Boga za nię i grzechem spluskaną                    

Oczyść krztem świętem i zbroń od pokusy”.                

Tą żałościwą, tą niespodziewaną                          

Prośbą jej Tankred zarazem się ruszy                              

I wewnątrz żalem okrutnym dotkniony,              

Umarza gniewy i płacze zmiękczony.

Poco quindi lontan nel sen d’un monte
scaturia mormorando un picciol rio.
Egli v’accorse e l’elmo empiè nel fonte,
e tornò mesto al grande ufficio e pio.
Tremar sentì la man, mentre la fronte
non conosciuta ancor sciolse e scoprio.
La vide e la conobbe: e restò senza
e voce e moto. Ahi vista! ahi conoscenza!

Do przezroczystej pobieżał krynice,                        

Która z przyległej góry wynikała                                        

I w hełm porwawszy wody – do dziewice                

Wracał się, która już dokonywała.                            

Kiedy jej dotąd nie poznane lice                              

Odkrył z szyszaka, ręka mu zadrżała:                            

Pozna ją zaraz i jako słup stanie –                                  

O nieszczęśliwe i przykre poznanie!                        

[Och, co za widok! Co za rozpoznanie!]

Non morì già, ché sue virtuti accolse
tutte in quel punto e in guardia al cor le mise,
e premendo il suo affanno a dar si volse
vita con l’acqua a chi col ferro uccise
.
Mentre egli il suon de’ sacri detti sciolse,
colei di gioia trasmutossi, e rise:
e in atto di morir lieta e vivace
dir parea: „S’apre il ciel: io vado in pace”.

Nie umarł zaraz, bo wszystkie swe mocy              

Zebrane, serca pilnować wyprawił                                    

I dusząc w sobie żal [zwrócił się, by dać życie przez wodę, które żelazem zabił], koło pomocy            

Świętej się wszystek na on czas zabawił.            

Śmiech wdzięczny piękne wydawały oczy,                

Skoro krzest święty cny rycerz odprawił;                        

I tak się zdało, jakoby mówiła:                                

Niebo-m osięgła, nieba-m dostąpiła”.