X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Radio Chopin

Żar Południa we wrześniu

Ostatnia aktualizacja: 18.09.2019 12:40
„Sud, sud” – chciałoby się powtórzyć za tytułem jednego z koncertów: mit Południa we współczesnej kulturze był tematem przewodnim zakończonego właśnie 54. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego.
Wratislavia Cantans  plakat
Wratislavia Cantans / plakat Foto: mat. pras.

„Każdy ma własną wizję Południa” – mówi Giovanni Antonini, flecista i dyrygent, dyrektor artystyczny festiwalu. Południowe motto Wratislavii Cantans kryło w sobie pułapkę muzycznej powierzchowności i banału, ale Antonini jest zbyt wytrawnym i mądrym artystą, aby takie niebezpieczeństwo mu groziło. Tegoroczna „Wratislavia” swoją barwnością i zawrotnym poziomem wykonawczym przypomniała najwyższe wzloty w historii wrocławskiego festiwalu, te z lat dyrekcji Tadeusza Strugały czy Paula McCreesha.

Świadomie przywołuję wybitną dyrekcję Tadeusza Strugały z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, choć oczywiście za jego czasów Wratislavia Cantans działała w zupełnie innych warunkach. Publiczność była na co dzień odcięta od artystów, płyt i koncertów z Zachodu, a organizatorom mogła pomagać zasada „głód jest najlepszym kucharzem”. Tłumy oblegały miejsca występów (głównie kościoły wrocławskie), słuchacze wiedzieli, że idą na najlepsze koncerty. Dzisiaj nie ma już (na szczęście!) tego muzycznego głodu światowych nowości, świetnych festiwali jest dużo, jeździmy też na nie za granicę. Wyróżnić się jest trudniej nawet najlepszym imprezom europejskim (zdarzało mi się już z rozczarowaniem przeglądać repertuar BBC Proms). I w tych warunkach przesytu i twardej konkurencji Giovanni Antonini i jego wrocławskie grono współpracowników z Andrzejem Kosendiakiem na czele postawili po prostu na jakość i mądry program. Tutaj właśnie Antonini spotyka się ze Strugałą. Jakość jest najlepszym przepisem!

Muzycznych wątków Południa było podczas dziesięciu dni bardzo wiele. Od czego zacząć? Wypada od wspaniałego seniora: Zubin Mehta poprowadził w Sali głównej NFM Israel Philharmonic Orchestra w „III Symfonii” Gustava Mahlera. Był to popis orkiestry, szlachetnej, muzykalnej, precyzyjnej, orkiestry, która śpiewa i maluje, nigdy nie obraża uszu, nie zna pojęcia hałasu. Z dyrygentem zespół stanowił jedność, czuło się ich już półwieczną więź. 83-letni Zubin Mehta stuminutową symfonią dyrygował z pamięci. Stworzył interpretację klasycyzującą, Apollińską, momentami idylliczną, wspaniale klarowną i plastyczną. Dramaturgia była wyrazista, konstrukcja opierała się na zewnętrznych, kulminacyjnych filarach części skrajnych. Napięcie nie spadało, wszystko wiodło logicznie do metafizycznego Adagia, poprzez kolejne etapy opowieści, pełnej pięknych detali, zachwycających fraz Mahlera. To podobno pożegnalne tournée dyrygenta przed artystyczną emeryturą i myślę, że jego wybór dzieła okazał się znaczący. To było wyznanie miłości do świata, do Mahlera i do muzyki. W każdym razie: emerytura zdecydowanie przedwczesna.

Ważnym nurtem było średniowiecze: różne tradycje chorału i późna wielogłosowość. Zachwyciły hymny Kościoła koptyjskiego w wykonaniu Coptic Orthodox Church Choir of Sacred Music pod kierunkiem Michaela Ghattasa. Koncert doskonałych koptyjskich śpiewaków z towarzyszeniem ud (arabskiego pierwowzoru lutni) łączył mistycyzm z powiewem gorącego wiatru pustyni. W pełnych pulsującej energii melizmatach odczuwało się radość i element zmysłowej taneczności, swoisty „wschodni” wdzięk, zespół oczarował słuchaczy. Podobnie słynny Ensemble Organum pod kierunkiem Marcela Pérèsa, który tym razem przygotował projekt, łączący duchowość chrześcijańską (chorał mozarabski) z tradycją „Samaa” (śpiew islamskich bractw sufickich). Mimo pewnych cech muzycznego „multikulti” Ensemble Organum jak zawsze wprost hipnotyzował zjawiskowymi głosami śpiewaków i wibrującymi emocjami raz łacińskich, raz arabskich śpiewów. Marcel Pérès okazał się raz jeszcze szlachetnym wizjonerem, prorokiem pokoju międzywyznaniowego.

Z kolei bardziej stonowany i surowy w porównaniu do Koptów styl wykonawczy chorału bizantyjskiego zaprezentował Greek Byzantine Choir pod dyrekcją Georgiosa Konstantinou. Grecki zespół z mistrzostwem przedstawił odmienny, ale równie fascynujący wzorzec religijnej głębi. Średniowieczny rozdział festiwalu wzbogacił też występ zespołu „Mala Punica”. Jego kierownik artystyczny Pedro Memelsdorff ułożył program poświęcony późnemu średniowieczu (Johannes Ciconia i utwory anonimowe). Była to typowa dla tej grupy artystów sugestywna i jedyna w swoim rodzaju, nieco kontrowersyjna wizja sztuki tego okresu. W tym ujęciu średniowiecze to muzyka gorąca, a przy tym uduchowiona, prawie niematerialna. Delikatne głosy śpiewaków i instrumentalistów przywodzą na myśl osypujące się płatki kwiatów, tak kruche i niedotykalne. A przy tym wyraziste w każdym detalu, bo Memelsdorff nie poprzestaje na „odkurzeniu” muzycznego zabytku: on go reżyseruje, dyryguje nim tak, jak się dyryguje symfonią Schuberta czy Mahlera. Najmniejszy motyw, każde słowo czy pauza otrzymują życie i barwę, instrumentaliści mają swoje „solówki”. Wszystko drga w niesamowicie zróżnicowanych rytmach późnego średniowiecza, rezultatem jest ekspresja i skupiony mistycyzm. Efekt fascynujący, choć nie dla każdego.

Nie zabrakło baroku, poczynając od opery „Ptolemeusz i Aleksander” Domenica Scarlattiego w interesującym wykonaniu uczestników 44. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, którym towarzyszyła grająca z roku na rok coraz lepiej Wrocławska Orkiestra Barokowa pod kierunkiem Jarosława Thiela. Były też „Dzieła odnalezione” Alessandra Scarlattiego i ich doskonali wykonawcy: włoski zespół „Odhecaton” i dyrygent – muzykolog Paolo Da Col. Utwory ukazały mniej znane oblicze Alessandra Scarlattiego, bliskiego momentami stylowi renesansu, mistycznego, niezwykle skupionego, oszczędnego w ekspresji. Momentem kulminacyjnym dla wielbicieli baroku okazała się jednak porywająca interpretacja oratorium „Judyta triumfująca” Antonia Vivaldiego. Zagrali ją i zaśpiewali: zespół Il Giardino Armonico, międzynarodowe grono wybitnych solistek oraz Chór NFM, całość poprowadził jako dyrygent (a w pewnym momencie flecista) Giovanni Antonini. Było to wykonanie zachwycające, pełne detali oddanych z pietyzmem (jak przykładowo aria z towarzyszeniem mandolinistki Anny Schivazappy czy cudowny dialog ze śpiewaczką grającego na chalumeau Tindaro Capuano). Orkiestra pod kierunkiem Antoniniego plastycznie i precyzyjnie wydobyła z partytury każdy niuans. Ciężar wokalny wzięły na siebie wybitne śpiewaczki, takie jak Sonia Prina (Judyta) czy śpiewająca z nieprawdopodobną wirtuozerią mistrzyni koloratury Julia Lezhneva. Publiczność zgotowała długą owację. W barokowym nurcie znalazł się także bardzo udany koncert Wrocław Baroque Ensemble pod kierunkiem Andrzeja Kosendiaka z utworami Mikołaja Zieleńskiego (którego Magnificat w 1966 roku rozpoczął historię festiwalu „Wratislavia Cantans”).

Na szczególną uwagę zasługiwał również koncert włoskiego wiolonczelisty Giovanniego Sollimy. Z niesamowitym temperamentem i wyobraźnią muzyczną przedstawił utwory różnych epok, składające się na „podróż z Rzymu za Morze Śródziemne” (m.in. „Kottos” Xenakisa). Na zakończenie festiwalu nie zabrakło Południa Stanów Zjednoczonych, gdzie toczy się akcja opery „Porgy and Bess” Gershwina. Zabrzmiała wersja koncertowa dzieła w udanej interpretacji solistów, NFM Filharmonia Wrocławska i znakomitego Hertfordshire Chorus, całość pod dyrekcją Wayne’a Marshalla. Partię Bess kreowała Indira Mahajan, doskonały aktorsko i wokalnie był tenor Ronald Samm.

Gdy kilka miesięcy temu nad organizującym festiwal Narodowym Forum Muzyki pojawiło się widmo zmniejszenia dotacji publicznej, dyrektor Andrzej Kosendiak komentował: „To chory i groźny pomysł. Gramy w Eurolidze, a zostaniemy zepchnięci do klasy okręgowej”. Trudno się nie zgodzić z tymi słowami. Tegoroczna Wratislavia Cantans pokazała bowiem, że gramy w światowej lidze. Oby festiwal grał w niej jak najdłużej, bo wszyscy na to zasługujemy.


Artur Bielecki