Radio Chopin

Etap II: Skandal w przedbiegach

Ostatnia aktualizacja: 06.02.2020 15:00
Tego, co stało się na Ogólnopolskim Konkursie Pianistycznym (edycja 2020), jeszcze długo nie zrozumiem. Jury z pełną świadomością postanowiło wykluczyć z gry nie tylko jednego z największych indywidualistów młodej generacji (Robert Maciejowski), lecz także artystkę, która dzięki swojej muzycznej ogładzie, przynajmniej w teorii powinna zadowolić jurorskie gusta (Joanna Goranko). Dla mnie na dobrą sprawę konkursowe zmagania skończyły się po zapoznaniu z tym werdyktem. Wszak typowanemu przeze mnie do I nagrody artyście już podziękowano.
Klawiatura fortepianu
Klawiatura fortepianu Foto: pixaby,.com

Robert Maciejowski grając recital w II etapie kolejny raz udowodnił, że jego pianistyczna wyobraźnia jest niemal nieograniczona.  Otwierająca występ  Etiuda cis-moll op. 25 nr 7 odczytana została na sposób polifoniczny, a każdy głos pełnił w niej autonomiczną rolę. Z kolei we wszystkich Mazurkach op. 59 artysta nieustannie zaskakiwał zarówno ogromną wyobraźnią agogiczną, jak i rzadką w tak młodym wieku umiejętnością budowania narracji opartej o polifoniczne i akcentacyjne niuanse. W Sonacie b-moll op. 35 poszedł jeszcze dalej, tworząc wciągającą opowieść, pełną czytelnie eksponowanych fakturalnych planów, jak i dramaturgicznych zwrotów akcji. Choć artyście zdarzyło się kilka poważnych wpadek pamięciowych, wizja jaką zaproponował powinna być doceniona przez jury. Słuchając gry pianisty przypomniały mi się słowa Erwina Nyiregyhaziego, entuzjastycznie wspominającego koncert Ignacego Jana Paderewskiego: „Słyszałem go, jak grał II Rapsodię Liszta w 1923 roku i to było przygniatające. Nietrafione dźwięki -  cóż to szkodziło? Zmieniłem moje pojęcie o tym utworze, a to prawie nigdy mi się nie zdarzało." I tak właśnie czułem się po wysłuchaniu Sonaty b-moll w ujęciu brutalnie wyproszonego za drzwi Konkursu Roberta Maciejowskiego.

Joanna Goranko jest artystką obdarzoną dużą wrażliwością i temperamentem. Choć jej występ w I etapie (z uwagi na jego nieco akademicką proweniencję) częściowo budził moje zastrzeżenia, w półfinale pianistka niespodziewanie się otworzyła, prezentując klasyczne, choć przy tym pełne energii i dużej kultury dźwięku interpretacje.

Adam Kałduński (jego na szczęście jury dopuściło do finałowych zmagań) kolejny raz udowodnił swoją muzyczną inteligencję podpartą pastelowym, wyróżniającym się w konkursowej stawce dźwiękiem. Z jego występu w pamięci najbardziej utkwiła mi pełna patosu interpretacja Poloneza As-dur op. 53 oraz fragmenty Sonaty b-moll op. 35 (w Dusznikach artysta zagrał ją jeszcze ciekawiej).

Tak jak w przypadku wcześniejszego etapu, z uwagi na moją wieloletnią przyjaźń z Piotrem Alexewiczem - nie chcąc popaść w subiektywne dywagacje - do jego występu nie będę się odnosił.

Również występ Tomasza Maruta spełnił moje oczekiwania. Choć pianista nie zaoferował tak skrajnie indywidualistycznej koncepcji jak Maciejowski, jego recital odznaczał się dużą kulturą dźwięku i dbałością o fakturalno-harmoniczne detale, co zaskoczyło na plus zwłaszcza w odniesieniu do kody Ballady F-dur oraz całej Sonaty b-moll op. 35.

Zuzanna Pietrzak także udowodniła swój artyzm i pianistyczną wyobraźnię. Okazuje się, że ta artystka potrafi sprostać niemal wszystkim chopinowskim wyzwaniom i przekonać zarówno do swojej koncepcji Sonaty, jak i mazurków i polonezów. To jedna z poważniejszych kandydatek październikowego Konkursu Chopinowskiego.

Niestety, do finału dostało się trzech artystów, z których podczas trwania II etapu zwłaszcza dwóch wzbudziło moją skrajną irytację. Grę Macieja Woty (finalista!) najdelikatniej mówiąc można określić mianem masywnej i brutalnej. Jak widać pianiście wielką frajdę sprawia bezmyślne walenie w klawiaturę i wyżywanie się na instrumencie. A szkoda. Chwilami (zwłaszcza w mazurkach) słychać było, że Wota potrafi grać w sposób subtelny i kontrolowany.

Viet Trung Nguyen (finalista!) nie powinien grać już w II etapie. Trudno mi w tym miejscu powiedzieć cokolwiek nowego na temat jego gry. Artysta, gdyby tylko zechciał, mógłby stać się jednym z najlepszych muzyków młodej generacji. Jego dźwięk i aparat gry przynajmniej w teorii nie powinny budzić zastrzeżeń. Problem w tym, że Nguyen nie potrafi się kontrolować. Jak mu coś wyjdzie, to świetnie, a jak nie, to gęsta pedalizacja i markowanie niedogranych dźwięków załatwią sprawę, pozostawiając w miarę korzystne wrażenie. Jeżeli jury nie dopuściło do finału Roberta Maciejowskiego z uwagi na kilka jego pianistycznych wpadek, Wietnamczyk z miejsca powinien być zdyskwalifikowany za to samo.

Piotr Pawlak (finalista!) także nie wypadł na miarę swoich możliwości. Odniosłem nawet wrażenie, że 5 lat temu na XVII Konkursie Chopinowskim zaprezentował się zdecydowanie korzystniej. Artysta na dobrą sprawę częściowo zainteresował mnie wyłącznie grając dwie części Sonaty b-moll. Reszta repertuaru, z uwagi na dość mocno dysonującą z wydźwiękiem poszczególnych utworów szorstkością brzmienia, nie była udana.

Cieszę się, że jury postanowiło dać szansę Mateuszowi Tomicy. Muzyk ten być może nie jest jeszcze w pełni ukształtowany pianistycznie, co nie zmienia faktu, że jego wrażliwość na modelowanie dźwięku i frazowanie jest niezaprzeczalna.


Dariusz Marciniszyn 

Orlen - Mecenas Kultury