Radio Chopin

Nie tylko karykatura

Ostatnia aktualizacja: 08.02.2020 02:00
Legendarne i skrajnie różne interpretacje Beethovena, ale także Brahmsa i Liszta wypełnią sobotnie Ucho nienasycone.
Beethoven, popiersie
Beethoven, popiersie Foto: pixaby.com

Jak rodził się sposób grania – i słuchania Beethovena – jaki obowiązuje współcześnie? Jeżeli sięgniemy po nagradzane nagrania, np. komplet Sonat fortepianowych podpisany przez Igora Levitta, albo Symfonii zarejestrowanych przez Adama Fischera, znajdziemy energiczne, szybkie, rozwijające się w stałych tempach i bardzo regularnym ruchu, a zarazem bardzo wstrzemięźliwe w emocjach kreacje. Nowym pomysłem są tu może intensywne i krótko artykułowane sforzata – podstawowe „klasyczne” zasady tych interpretacji mają jednak długą historię. Dłuższą niż się wydaje, sięga ona bowiem przynajmniej w czasy późnego romantyzmu. Do pierwszych nagrań Symfonii Beethovena, których dokonywał klasyk z początku XX wieku, wielki konkurent Toscaniniego, Felix von Weingartner. A jednak Weingartner był też człowiekiem swojej epoki. Tylko wówczas mógł narodzić się pomysł, by zorkiestrować w pełni fortepianową – co nawet stoi w jej tytule – Sonatę Hammerklavier. Powstało kuriozum, którego trudno wysłuchać – dlatego też w Uchu nienasyconym wysłuchamy zaledwie jego ułamka. Zabrzmi też jednak Hammerklavier w całości, wywołana w ten sposób do tablicy, lecz w pięknej, poetyckiej i szlachetnej interpretacji Wilhelma Kempffa.

Legendarnego Weingartnera nie można wszakże ubierać wyłącznie w szatki karykaturzysty – sprawiedliwość odda mu znakomita kreacja I Symfonii Brahmsa, a także I Koncertu fortepianowego Es-dur Liszta, w którym solistą będzie uczeń Liszta, Emil von Sauer. W takim wykonaniu muzyka ta okazuje się mocno odbiegać od hałaśliwych wyścigów, do których przyzwyczaiło nas tak wielu wirtuozów...

Jeżeli zaś szukamy większych kontrowersji – ale przede wszystkim większych emocji – mamy też dla Państwa jedno z najbardziej przejmujących wykonań Beethovenowskiej Eroiki. Trzecia Symfonia zabrzmi pod batutą Willema Mengelberga – dyrygenta, do którego nieustannie wracamy na początku naszej opowieści o różnych sposobach grania Beethovena. Jesteśmy w tej drodze w dobrym towarzystwie: wracał do niego także Mahler, ufając mu całkowicie, gdy powierzał mu wykonywanie swych dzieł.

(jp)

Orlen - Mecenas Kultury