Radio Chopin

Beczała i Sokołow

Ostatnia aktualizacja: 15.05.2020 12:30
Co mają ze sobą wspólnego Piotr Beczała i Grigorij Sokołow? Obaj znajdą się w najbliższym „Uchu nienasyconym”. Obaj też opublikowali właśnie nowe płyty, które trzeba odnotować.
Piotr Beczała
Piotr BeczałaFoto: Wojciech Kusiński/PR

Każde nagranie Grigorija Sokołowa jest wydarzeniem, także dlatego, że wielki pianista dokonuje ich bardzo niewiele. Wszystkie powstają z jego koncertów granych na żywo – wyłącznie w Europie, gdyż nie lubi zmian stref czasowych – i odznaczają się właściwą dla tego typu nagrań spontanicznością. Do ich elementów należy więc także klimat akustyczny wnętrza, nawet, jeżeli jest trudny – co na nowym zestawie krążków (w sumie bowiem w pudełku czekają na nas dwa CD i jedno DVD) jest wyraźnie słyszalne. Sonatę C-dur Beethovena, op. 2 nr 3, Sokołow nagrał jednak w doskonałej sali w Saragossie – nic więc nie przeszkadza w rozkoszowaniu się muzyką.

Wrócimy też do sztuki rosyjskiego pianisty przed 30 laty, sięgając – dla porównania – po ówczesną rejestrację Preludiów Chopina. Paryż w roku 1990 usłyszał chyba jeszcze bardziej wyjątkową kreację, niż Salzburg w roku 2008 (kiedy to powstało drugie nagranie), choć wspomnienie występu w Krakowie budzi jeszcze większe emocje...

Cofając się w czasie dalej, sięgniemy aż do roku 1965, kiedy to w Budapeszcie wszystkie Scherza Chopina grał Światosław Richter. Intrygujące byłoby porównanie ówczesnego wykonania z późniejszą, klasyczną rejestracją płytową – znajdą się elementy, w których kreacja live będzie górowała nad dopracowaną wersją studyjną.

Piotr Beczała również opublikował właśnie nową płytę, wkraczając w nią w świat repertuaru werystycznego, czy raczej – jak należałoby powiedzieć – opery włoskiej przełomu XIX i XX wieku. To czas największych, a zarazem ostatnich sukcesów włoskich kompozytorów piszących dla sceny: m.in. czas Toski i Turandot Pucciniego. Właśnie arie z tych dwóch oper wzbogacą rozmowę, którą specjalnie dla Państwa przeprowadził z polskim śpiewakiem Marcin Majchrowski. A do tego... niespodzianka. Z roku 1961.

Zapraszamy w sobotę, o godz. 10.

(jp)