Radio Chopin

Roustem Saïtkoulov gra Chopina

Ostatnia aktualizacja: 09.02.2021 21:54
Ile może zdziałać promocja? Nawet nienachalna, tylko delikatna, taka, która budzi sympatię? Z pewnością bardzo wiele. Do napisania tej recenzji skłoniły mnie – jestem o tym przekonany – właśnie jej efekty.
okładka płyty
okładka płytyFoto: Ad Vitam Records

Po raz kolejny, i znowu ze znużeniem, słucham płyty Roustema Saïtkoulova – i nie znajduję żadnego powodu, dla którego została ona opatrzona tyloma wyróżnieniami. Przecieram oczy: Diapason 5, Choc de Classica... Czytam kolejne opinie: mnóstwo okrągłych, pełnych zachwytów przymiotników – konkret w sumie jeden tylko: pełnia dźwięku, świetnie uchwyconego przez realizatorów. Z tym mogę się zgodzić, choć świetność nie wyklucza tu niestety hałaśliwości. Ale czy czymkolwiek jeszcze, poza dobrą realizacją, odznacza się nowa płyta skądinąd bardzo atrakcyjnie prezentującej się oficyny Ad Vitam, umiejętnie znajdującej dla siebie miejsce, zwłaszcza w świecie francuskim?
Otóż nagranie nie wyróżnia się niczym spośród setek, jeżeli nie tysięcy nagrań Ballad i paru drobnych utworów Chopina (konkretnie: Trois nouvelles etudes, Preludium op. 45 oraz Berceuse). Na ich tle nie jest ani złe, ani dobre – jest całkowicie przeciętne. Miewa jakieś plusy – a to gest zrobiony w kadencji, a to podkreślona gamka. Ma też wszelkie typowe od dekad minusy: grane jest ciężko i niemal na ciągłym na pedale, który ma za zadanie tworzyć „nastrój” i udawać śpiewność, będąc jedyną nadzieją na wymagane legato. Momenty, w których stosowany jest oszczędniej – wybrane gamki i pasaże – od razu zwracają na siebie uwagę, sporadycznie odzywając się jako jedyne wyróżniki tych interpretacji. Poza nimi elementem kształtującym bieg muzyki pozostaje wyłącznie tempo. Standardowe. Pianista nie dostrzega kulminacji, w płaskich frazach nic się nie dzieje – co w utworach noszących tytuł „ballady” mogłoby mimo wszystko mieć miejsce. Niezauważone przechodzą głosy wewnętrzne, faktura nie wskazuje na istnienie jakichkolwiek planów. W Balladzie F-dur ustęp powolny, Andantino, nie jest ani dialogiem, ani chorałem, ani sycylianą – po prostu nijako przesuwa się do przodu. W mozolnej tu Balladzie As-dur nie pozostał nawet ślad taneczności. Zadziwiające, że nagle – dwugłosowo! – brzmi prawa ręka w pierwszym takcie Ballady f-moll. Zarys obietnicy? Już się z niej wycofujemy – dalej nie wydarzy się nic więcej, utwór brnie do przodu bez wspomnienia jakiejkolwiek polifonii.
Słucham więc nagrania, przypominającego I etap Konkursu Chopinowskiego (no, w szczytowych momentach II etap), doszukując się pozytywów: może ta wydobyta na wierzch figuracja (Ballada As-dur)? Wprawdzie bas, a w nim linia melodyczna, całkowicie zamazane, brak jakiejkolwiek konsekwencji wyciągniętej z chwilowego pomysłu. No to może gustowne wycofanie w sekcji piano pianissimo w Balladzie f-moll? Wreszcie klarownie, choć nieśmiało brzmi temat w lewej ręce... cóż, skoro zaraz wszystko ginie w hałaśliwym chaosie.
Co więc jest potrzebne dzisiaj, by zdobywać całe naręcza wręcz entuzjastycznych recenzji? Najmniej ważna jest pianistyka. A najbardziej porusza świadomość, że płyta francuskiego Rosjanina bynajmniej nie jest ani jedynym, ani radykalnym tego zjawiska przykładem.

Jakub Puchalski