Radio Chopin

Weryfikacja

Ostatnia aktualizacja: 28.10.2021 09:52
Jury dokonało swoich wyborów, teraz przyszła kolej na organizatorów i słuchaczy. Jako pierwsza – po zakończonych koncertach laureatów, w których nie wzięła udziału – wystąpiła więc przed polską publicznością odrzucona w finale Eva Gevorgyan. Jej półrecital wypełnił pierwszą część wieczoru w NOSPR (26 X), na którym prezentowany był także zwycięzca - Bruce Liu.
Bruce (Xiaoyu) Liu i Eva Gevorgyan
Bruce (Xiaoyu) Liu i Eva GevorgyanFoto: D. Golik / NIFC

Tradycją Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach jest pierwsza prezentacja zwycięzcy Konkursu Chopinowskiego. Gra on wykonywany przez siebie w finale turnieju Koncert fortepianowy. Wieczór dopełniany jest występem innego laureata. Tym razem NOSPR zdecydowała się na samodzielną ocenę pianistycznego „menu”, jakie zaproponowało jury Konkursu, póki co odkładając na bok zdobywców dalszych nagród. Wieczór rozpoczęła Eva Gevorgyan, której występ określił skalę kompromitującej porażki jurorów pod przewodnictwem prof. Katarzyny Popowej-Zydroń (trudno znaleźć eufemizmy). Zabrzmiały wyłącznie utwory z III etapu Konkursu: Fantazja f-moll, Mazurki op. 17 i II Sonata b-moll. Lepsze warunki akustyczne przyniosły wyklarowane i jeszcze bardziej wyraziste kreacje: rysunek dramatyczny Sonaty stał się bardziej jeszcze zniewalający (Scherzo nabrało wręcz cech demonicznych), szczytem wyrafinowania – zarówno pianistycznego, jak i interpretacyjnego – okazały się natomiast liryczne mazurki. Zachowując wyrazisty taneczny rys, każdy z utworów stanowił odmienną w charakterze i w barwie miniaturę, idealną w najdrobniejszych szczegółach, lecz kipiącą życiem. Nie bez zaskoczenia skonstatowałem, że był to chyba najlepszy występ pianistyczny, jakiego słuchałem w ciągu ostatnich kilku lat – przynajmniej od czasu Grigorija Sokołowa w ubiegłej dekadzie.

Po wyśpiewanej mezzo voce, „wygadanej” – jak chciał Chopin – poincie Sonaty, czyli niesamowitym finałowym Presto po Marszu żałobnym, pianistka otrzymała owację, z którą dwutysięczna publiczność w napięciu czekała do ostatniego utworu. Po bisie – Walcu F-dur z op. 34 (również z programu konkursowego) – cała sala podniosła się z miejsc. Nie był to jednak skutek porwania słuchaczy zewnętrzną efektownością (Walc był rodzajem pożegnalnego ukłonu): był to wyraz szacunku i podziwu za zupełnie niezwykłe przeżycie muzyki. Stan, który sami słuchacze musieli w sobie zrozumieć, zanim mu ulegli. Muzyka może być i dramatyczna, i mądra – i nadzwyczajny talent Evy Gevorgyan tak właśnie ją przedstawia.

Również stojącym aplauzem, ale entuzjastycznym i wybuchającym bezpośrednio na ostatnich dźwiękach Koncertu fortepianowego e-moll, zakończył się występ Bruce'a Liu. Dobrze jednak, że utwór ten posiada to efektowne zakończenie, w którym kanadyjski pianista czuje się jak ryba w wodzie, bo wcześniejsze części okazały się dla niego zaskakująco ciężką przeprawą – oczywiście w skali oczekiwań, jakie mamy już wobec jego znakomitości. Zdaję sobie sprawę, że Liu od paru dni gra ten utwór każdego wieczoru (z jednodniową przerwą) – i może to zarówno zmęczyć fizycznie, jak i znużyć. A jednak z niespodziewanym wysiłkiem szukałem zwłaszcza w I części tych fontann radosnej i spektakularnej pianistyki, które znałem z finału Konkursu. Jeszcze w trakcie przerwy od przyjaciół usłyszałem przepowiednię: „Ewa skradła show.” Odparłem: „Nie nie, w tym Koncercie Bruce będzie błyszczał!” – Jak trudnym jednak okazało się to zadaniem! Po pierwsze zapewne z powodu repertuaru: możemy kochać Koncerty fortepianowe Chopina, ale pod względem potęgi dramatycznej w żaden sposób nie mogą stawać obok Sonaty b-moll. Po drugie z powodu współpracy z orkiestrą: dźwięk fortepianu (konkursowy Fazioli) musiał mierzyć się z całym zespołem (w miarę sprawnie prowadzonym przez Victoriena Vanoostena) i zaskakująco przy nim bladł, miejscami niemal niknąc. Po trzecie jednak: Bruce Liu chyba nie był w stanie wykrzesać z siebie tego samego ognia, jaki pamiętaliśmy z Konkursu. Nie brakowało świetnych momentów, ukazanych tu i tam perełek, liryczna Romanza II części miejscami znowu była wysmakowana, prawdziwych rumieńców Koncert e-moll nabrał jednak w finałowym Rondo. Gdybym nie słyszał podczas Konkursu, jak Bruce Liu potrafi zinterpretować i Koncert (gdzie, skądinąd, także Rondo błyszczało najbardziej), i Sonatę b-moll, zacząłbym się o niego martwić. Na szczęście przypomniał o swej prawdziwej jakości grając bis: znowu przejmującą miniaturę, mieniącego się barwami i precyzyjnie, a pomysłowo wyśpiewanego Mazurka h-moll op. 33/4. Owacja była oczywistością.

Następnego dnia Eva Gevorgyan zagrała pełny recital w Filharmonii Krakowskiej. Bruce Liu rozpoczął natomiast w ten sposób trasę koncertową, która trwać będzie praktycznie do końca roku, prowadząc triumfatora turnieju po Polsce, a następnie przez kilka kontynentów.

Jakub Puchalski