Radio Chopin

Serce nad Bosforem

Ostatnia aktualizacja: 06.11.2021 13:51
Czerwona czasza przy pl. Taksim mieści w sobie salę operową, która adaptowana może być na koncerty symfoniczne. Mieliśmy okazję wysłuchać obu. Radio Chopin uczestniczyło w pierwszych wydarzeniach muzycznych w odbudowanym Atatürk Kültür Merkezi – nowym sercu kultury Stambułu.
Sala Atatrk Kltr Merkezi w Stambule
Sala Atatürk Kültür Merkezi w StambuleFoto: AKM - materiały prasowe

AKM znaczy Centrum Kultury im. Atatürka i bynajmniej nie jest instytucją nową – podobnie jak jego siedziba przy pl. Taksim, czyli w samym centrum Stambułu, w miejscu republikańskim, które nabrało swej tożsamości zwłaszcza po rewolucji kemalistowskiej. Przez długich przynajmniej kilkanaście lat ośrodek popadał jednak w ruinę: uszkodzony trzęsieniami ziemi i pożarami, budynek niszczał, opuszczony. Odbudowę, ogromnym nakładem środków, podjęto w 2019 r. i ukończono w dwa i pół roku. Zadziwiająco krótki czas – zważywszy na wielkość założenia, mieszczącego w sobie obok sali koncertowej na ponad 2 tys. miejsc, także salę teatralną (802 fotele), kinową, bibliotekę i kilka innych przestrzeni, które mają służyć najróżniejszym aktywnościom kulturalnym, przede wszystkim wystawom i edukacji (nie licząc studia nagraniowego, sal prób, restauracji itp.). Tak wyposażone AKM staje się kluczowym obiektem służącym kulturalnemu ożywieniu dzielnicy Beyoğlu: mieszczańskiej dzielnicy z przełomu XIX i XX wieku, która stała się samym centrum wielobarwnego i wielowątkowego, a przy tym kipiącego energią życia megamiasta nad Bosforem.

Obłożona czerwonymi i uformowanymi w kryształki płytkami, czasza sali koncertowo-operowej ukryta jest – jak sercu przystoi – w środku budynku. Sama sala jest nową ideą, budynek jednak zachował swą elegancką, modernistyczną architekturę z lat 1960. (oddany do użytku w 1969): dwie smukłe żelbetowe ściany boczne otwierają się na plac ogromnym przeszkleniem, o subtelnych podziałach. (Chciałoby się, żeby np. wrocławski budynek NFM miał w sobie okruch tej klasy). Przeszklenie to ukazuje wewnątrz to, co najważniejsze: salę koncertową. Pudełko w pudełku? Tak się wydaje, bo to rozwiązanie znamy z najlepszych nowych sal koncertowych w Polsce. A jednak pojawia się problem. W Katowicach i we Wrocławiu projektanci wyszli od założeń akustycznych. Celem było opakowanie architekturą sali o właściwych parametrach brzmieniowych. Tutaj wydaje się, że o tej funkcji zapomniano. Czy z powodu zbyt wielkiego pośpiechu? Na pewno nie z powodu braku pieniędzy: centrum kosztowało 2 mld lirów, czyli ok. 820 mln zł. Miejmy nadzieję, że dołoży się do tej kwoty jeszcze jej ułamek – i wprowadzi jakiś system paneli akustycznych, by głos śpiewaków na scenie nie ginął w kulisach i sznurowni, a i z proscenium by miał się od czego odbijać i wzmacniać (podobnie jak brzmienie orkiestry w kanale). Akustyka jest tak sucha, że siedząc w ósmym rzędzie miałem wrażenie, że słucham fortepianu (w Koncercie Mozarta ustawionego na proscenium) z rzędu 20. – ale też słyszałem go precyzyjnie. Gorzej ze świetnym drewnem London Philharmonic Orchestra – muzycy siedzieli po przekątnej, więc zanikające głosy ich instrumentów bywały tłumione przez te, które znajdowały się bliżej mnie. Gdy zaś odezwały się siedzące naprzeciw mojego miejsca – choć w oddaleniu – puzony, nikło wszystko inne. Sporo problemów trzeba więc jeszcze rozwiązać, co skądinąd zawsze było zwykłą sprawą przy oddawaniu do użytku nowych sal koncertowych. Wspomnijmy choćby fatalną akustykę sali Filharmonii Nowojorskiej w Lincoln Center, poprawianą po trochu, acz z mizernym skutkiem, od dziesięcioleci – teraz wreszcie zdecydowano się wyburzyć jej wnętrze i zbudować je na nowo, wg współczesnej wiedzy akustycznej. W AKM trzeba będzie skupić się na korektach – i oby przyniosły skutek.

Pierwszym wydarzeniem, włączonym w ceremonię otwarcia Centrum, była prapremiera opery Sinan: opery tureckiego kompozytora Hasana Uçarsu, do tureckiego libretta Bertana Rony (bez tłumaczenia czy choćby streszczenia) i na z gruntu turecki temat (opowiadała, o ile wiem z wyjaśnień, o jakichś problemach wielkiego architekta z czasów Sulejmana Wspaniałego – tytułowego bohatera Sinana – podczas wznoszenia dwóch najważniejszych meczetów w Stambule, z niemożliwym do spełnienia romansem w tle). Dzieło powstało na zamówienie prezydenta kraju, Recepa Erdoğana, a skomponowane zostało w stylistyce krążącej gdzieś pomiędzy Puccinimi a Carlem Orffem. Miałem nadzieję na obecność muzyki tureckiej – wprawdzie nie znamy muzyki osmańskiej z XVI wieku, ale już z następnego owszem, dzięki Ali Ufkiemu, tutaj jednak Orient przerodził się w orientalizm, przebrany w stylizacje rodem z Rimskiego-Korsakowa. Gdyby chociaż dobarwiał orkiestrę jakiś charakterystyczny instrument, qanun albo np. solo neyu... Siła dramatyczna także nie była mocną stroną tej muzyki, aczkolwiek być może libretto wcale jej nie wymagało. Skądinąd nie brakowało uroczego niekiedy gestu melodycznego, choć raczej niezbyt zapadającego w pamięć. Opera zabrzmiała ostrzeżeniem: czym w dzisiejszych czasach może stać się sztuka, gdy pozostaje w związku z polityką.

Drugi koncert – symfoniczny – przeniósł nas do innego świata. London Philharmonic Orchestra poprowadził Robin Ticciati, przy fortepianie w Koncercie fortepianowym d-moll Mozarta zasiadł Francesco Piemontesi. Wykonawcy z bardzo wysokiej współczesnej półki wywiązali się z powodzeniem ze swych ról, choć prawdziwym wydarzeniem (zwłaszcza w odniesieniu do wcześniejszej opery) był tym razem inny utwór turecki: zwięzły a dynamiczny i barwny Haydar Haydar, autorstwa Özkana Manava (zapewne poemat symfoniczny, a może rodzaj uwertury koncertowej – znowu brakowało choćby pojedynczej kartki z opisem, w dowolnym języku; problem braku drukowanego programu organizatorzy też powinni rozwiązać w najbliższej przyszłości). Dziełko – przy równie komunikatywnym języku – miało w sobie wszystko to, czego brakowało operze: charakterystyczne, wschodnie ale brzmiące autentycznie motywy, barwną, śmiałą orkiestrację, żywiołową energię. Sukces u wszystkich słuchaczy!

Mozart pokazał nowocześnie klasyczną twarz zarówno dyrygenta, jak i solisty: orkiestra grała bardzo krótkimi, przejrzystymi frazami, towarzysząc jednak pianiście z wyczuciem; ten zaś, w bardzo przejrzystej fakturze ograniczając zakres swej dynamiki, zdawał się przywoływać świadomość wręcz klawesynowego pochodzenia koncertów fortepianowych Mozarta. Wykonanie, o wyrazistych rysach (krótka artykulacja), było jednak bardzo rześkie i świeże, przy tym zaś niepozbawione dramatycznego gestu – choć daleko było mu do zgłębiania tajemnych misteriów tej szczególnej kompozycji, jaką jest d-mollowy Koncert KV 466.

Ciekawie zabrzmiała IV Symfonia Brahmsa. Dyrygent zaproponował pewne przesunięcie akcentów: początkowy gest melodyczny w kolejnych tematach zdawał się mało istotny, ciężar przesuwał się na ich dalszą część. Interpretacja odznaczała się dość szybkim tempem, a przy tym nie tylko bardzo klarowną fakturą (tym bardziej, że w tak suchej akustyce każdy głos widoczny był jak na dłoni), lecz i nasyceniem detalami. Jak znakomicie, z wyczuciem znaczenia każdego kolejnego dźwięku, potrafiło zabrzmieć solo fletu w finale utworu – zamieniające się wręcz w recytatyw! Niestety, ponieważ nie dało się ukryć żadnej niepewności, nie można powiedzieć, by bezbłędnie wypadły rogi. Swoją drogą zastanawiałem się, czy na szerokiej estradzie, której tylna część umieszczona jest na scenie otoczonej kulisami, muzycy poszczególnych sekcji orkiestry w ogóle byli w stanie słyszeć się nawzajem. Nawet jeżeli nie, włosko-brytyjski dyrygent potrafił poprowadzić ich pewną ręką.

AKM jest tylko jedną z nowych lokalnych propozycji kulturalnych Stambułu dla milionów turystów i mieszkańców. Dotąd zwłaszcza ci pierwsi wędrowali głównie po starym mieście, dawnym Konstantynopolu, na drugą stronę Złotego Rogu przenosząc się może głównie dla spędzenia wieczoru w pubie. Beyoğlu Culture Road ma szansę to zmienić. W różnych przestrzeniach, od zabytkowych już, okazałych kamienic przy głównym deptaku, Istiklal Caddesi, po miejsca nieledwie postindustrialne, a wreszcie w całym kompleksie nowych budynków w Galataport urządzane są muzea i wystawy: sztuki współczesnej, samej kreacji tej sztuki (można przyglądać się pracy artystów, pochodzących z całego świata), pomysłowe ekspozycje dotyczące tureckiej kinematografii itp. Spacerując wzdłuż wybrzeża na jakiejś estradzie usłyszałem też próbę muzyków przed koncertem: lutnia ud, qanun itd. – gromadziła się typowa tradycyjna turecka kapela. Jej członkowie prawdopodobnie zresztą kształcili się na lokalnej akademii muzycznej, bo muzyka etniczna i historyczna od dawna traktowana jest w Turcji bardzo poważnie. Tak, Beyoğlu ma się czym chwalić – czy w ramach Culture Road, czy poza nią.

Jakub Puchalski