Historia

Goralenvolk – górale Hitlera

Ostatnia aktualizacja: 22.11.2020 05:50
Kenkartę z literą "G", oznaczającą przynależność do wymyślonego przez Niemców "narodu góralskiego", wydano co piątemu mieszkańcowi Podhala. Akcja Goralenvolk stanowiła największy przykład zorganizowanej germanizacji na terenie okupowanej Polski.
Gubernator Hans Frank podczas rozmowy z Wacławem Krzeptowskim
Gubernator Hans Frank podczas rozmowy z Wacławem KrzeptowskimFoto: NAC

74 lata temu, 22 listopada 1946, zostały ogłoszone wyroki na działaczy Goralenvolku – nazistowskiej akcji germanizacyjnej na Podhalu.

Goci pod wierchami

- Z naszego reportażu wynika, że górale zostali niejako "zepsuci" nadmierną manierą wychwalania ich w dobie Młodej Polski – wyjaśniał Bartłomiej Kuraś współautor książki "Krzyżyk niespodziany" w audycji Aldony Łaniewskiej-Wołłk z cyklu "O wszystkim z kulturą".

Młodopolscy intelektualiści, pochłonięci romantyczną chłopomanią, uważali Podhale, jako teren niedostępny i oddzielony od reszty kraju barierami naturalnymi, za rezerwat polskości - nieskażony germanizacją i rusyfikacją dziewiczy teren, na którym polska kultura przetrwała w sposób nienaruszony.

Górale chętnie przyjęli tę narrację o własnej wyjątkowości. Tę podatność wykorzystali jeszcze przed wojną niemieccy agenci, których celem była infiltracja podhalańskiego środowiska i werbunek postaci liczących się w góralskim środowisku. Naziści odwoływali się do swojego ulubionego mitu – hierarchii ras.

- Było to motywowane teoriami rasowymi, wedle których ludność góralska pochodziła od Gotów - wyjaśniał historyk Tomasz Leszkowicz, gość audycji z 2017 roku. - Jedno z plemion Gotów miało zapuścić się w teren Podhala.


Posłuchaj
30:16 czas goralenvolk.mp3 "Czas Goralenvolk" audycja Aldony Łaniewskiej-Wołłk z cyklu "O wszystkim z kulturą". (PR, 18.05.2017)

 

Hołd na Wawelu

Niemcom udało się zwerbować część wpływowych działaczy góralskich. Główną rolę odegrali Wacław Krzeptowski i Henryk Szatkowski.

- Henryk Szatkowski przed wojną organizował budowę kolejki na Kasprowy Wierch. Gdyby nie fatalna karta okupacyjna, pewnie ofiarowano by mu tablicę pamiątkową przy dolnej stacji kolejki – wyjaśniał Bartłomiej Kuraś. – To był człowiek zafascynowany Niemcami. Przed wojną odwiedzał Austrię i Niemcy. Najprawdopodobniej był też przed wojną niemieckim agentem i rozpoczął akcję kolaboracyjną na Podhalu.

Funkcja niemieckiej marionetki przypadła Wacławowi Krzeptowskiemu, liderowi społeczności góralskiej, działaczowi Związku Górali i Stronnictwa Ludowego, który stanął na czele Goralenvolk. Już 7 listopada 1939 roku Krzeptowski w asyście kilku innych górali oddał na Wawelu hołd generalnemu gubernatorowi Hansowi Frankowi. "Przez 20 lat jęczeliśmy pod polskim zaborem, a teraz wracamy pod wielkie skrzydła państwa niemieckiego" pisał w liście do niemieckiego oficjela.

Kenkarta z literą "G"

Niemcy szybko zabrali się do ustrukturyzowania idei Goralenvolk. Najważniejszym narzędziem akcji germanizacyjnej była kenkarta z literą "G", która potwierdzała przynależność do "ludu góralskiego". Dokument chronił przed wywózką na roboty do Niemiec i innymi represjami. Rozdano blisko 30 tys. kenkart, przy czym odsetek osób, które przyjęły góralską narodowość, był różny w zależności od miejscowości i wahał się od kilku do 90 proc.  

- Przy ocenie decyzji o przyjęciu góralskiej narodowości trzeba wziąć pod uwagę okoliczności. Podczas okupacji Zakopane zostało terenem zamkniętym. Niemcy zrobili z tego terenu jeden wielki kurort. Szpitale i sanatoria wykorzystywane były jako miejsca dla rekonwalescentów. Rabka miała zostać miasteczkiem Hitlerjugend – wyliczał Tomasz Leszkowicz.

Podhalanie decydowali się na przyjęcie dokumentu wiedzeni strachem przed represjami, ale też troską o możliwość kontynuowania dotychczasowego zajęcia – już przed wojną górale czerpali zyski głównie z usług świadczonych polskim turystom. Przyjęcie "góralskiej narodowości" mogło ułatwić prowadzenie interesu w realiach niemieckiej okupacji.

Góralski Legion

- Niemcy, tak naprawdę, nie podjęli dużej próby kolaboracji z góralami. Ta akcja zakończyła się w pewnym sensie w pół drogi – podkreślał Tomasz Leszkowicz.

Sami górale też nie wydawali się zainteresowani czynną kolaboracją z okupantem. Najlepszym tego dowodem jest fiasko planów utworzenia Legionu Góralskiego SS, który miałby – podobnie jak jego ukraiński, łotewski czy estoński odpowiednik – bić się ramię w ramię z Niemcami. Plan nie powiódł się ze względu na brak chętnych górali.

Tatrzański ruch oporu

Przypięcie łatki kolaborantów większości mieszkańców Podhala byłoby rażącą niesprawiedliwością. Wielu górali sprzeciwiało się – w bierny lub czynny sposób – akcji germanizacyjnej. W 1941 roku powstała Konfederacja Tatrzańska, zbrojna organizacja ruchu oporu. W szczytowym okresie liczyła około 400 członków. To z niej wywodził się późniejszy dowódca oddziału AK i BCh Józef Kuraś "Ogień".

Niebagatelny przykład bohaterstwa stanowiły działania tatrzańskich kurierów. Ci ludzie gór, znakomicie zaznajomieni z niedostępnymi szlakami, tworzyli żywe linie komunikacyjne między strukturami polskiego podziemia i rządem na uchodźstwie. Szmuglowali nie tylko informacje, ale także pieniądze i ludzi. Kurierami byli m.in. wybitni przedwojenni sportowcy - małżeństwo Helena i Stanisław Marusarzowie.

Stosunek do władz okupacyjnych podzielił nawet członków góralskich rodzin. Jaskrawym przykładem jest rodzina Krzeptowskich. Jeden z jej przedstawicieli, wspomniany wyżej Wacław Krzeptowski, został twarzą góralskich kolaborantów, inny – Józef – został tatrzańskim kurierem.

- Józek Krzeptowski powiedział, że musi zmyć hańbę z nazwiska i będzie tyle razy przechodził przez Tatry, aż tę hańbę zmaże - podkreślał Bartłomiej Kuraś.

Koniec "ludu góralskiego"

Akcja germanizacyjna okazała się porażką, a gwoździem do jej trumny stało się fiasko organizacji Legionu Góralskiego SS. Niepowodzenie to skompromitowało członków Komitetu Góralskiego - namiastki kolaboracyjnego góralskiego rządu - w oczach Niemców. W końcu okupanci wydali nawet nakaz aresztowania Wacława Krzeptowskiego. Na wieść o tym przywódca Goralenvolk ukrył się w górach, gdzie wyśledzili go żołnierze AK. Kolaborant zawisł na sośnie 20 stycznia 1945 roku, zgodnie z wyrokiem sądu Polskiego Państwa Podziemnego. 

Józef Cukier, prawa ręka Krzeptowskiego, został w procesie, który odbył się w 1946 roku, skazany na 15 lat więzienia. Po wyjściu na wolność zmienił nazwisko. Dwaj pozostali przywódcy Goralenvolku - Henryk Szatkowski i Witalis Wieder - uniknęli odpowiedzialności. Uciekli razem z wycofującymi się oddziałami niemieckimi i słuch po nich zaginął. 

bm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Stanisław Marusarz - gdyby nie uprawiał sportu, nie przeżyłby wojny

Ostatnia aktualizacja: 29.10.2020 05:45
- Na zawodach w Niemczech w 1954 roku za wszelką cenę chciałem im pokazać, że żyję, istnieję - wspominał legendarny skoczek narciarski, Stanisław Marusarz w archiwalnym nagraniu Polskiego Radia.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Stanisław Marusarz – król nart, czterokrotny olimpijczyk, łącznik i kurier tatrzański

Ostatnia aktualizacja: 28.08.2019 17:17
Był znakomitym polskim skoczkiem, alpejczykiem, ale też bohaterem najsławniejszej ucieczki z hitlerowskiego więzienia na Montelupich w Krakowie
rozwiń zwiń

Czytaj także

75 lat temu rozpoczął się proces zbrodniarzy wojennych w Norymberdze

Ostatnia aktualizacja: 20.11.2020 05:58
Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze sądził najważniejsze osoby w III Rzeszy, oskarżone o popełnienie czterech rodzajów zbrodni: uczestnictwo w spisku w celu popełnienia zbrodni międzynarodowej, zbrodni przeciwko pokojowi, zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości. 
rozwiń zwiń