Historia

Operacja "Zima" i bitwa pod Dyneburgiem. Jak Polacy i Łotysze obronili łotewską niepodległość

Ostatnia aktualizacja: 03.01.2020 05:50
Łotyszom kampania dyneburska pozwoliła zachować niepodległość. Dla Polski oznaczała kluczowe skrócenie frontu w przyszłej rozprawie z bolszewikami.
Audio
  • Polska a niepodległość Łotwy - audycja Andrzeja Sowy z cyklu "Dźwiękowy przewodnik po historii najnowszej - Łotwa". (PR, 16.02.1999)
  • Audycja Doroty Truszczak z cyklu "Historia żywa" poświęcona polskiej polityce zagranicznej na przełomie 1919 i 1920 roku. (PR 17.11.2018)
Polskie czołgi pod Dyneburgiem
Polskie czołgi pod DyneburgiemFoto: Wikimedia Commons/dp

3 stycznia 1920 roku wojska polsko-łotewskie wyparły bolszewików z Dyneburga. Dzięki temu Łotwa zachowała niepodległość.

Bolszewicka polityka wobec państw bałtyckich

Koncepcja "rewolucji światowej" zakładała, że po zwycięstwie w Rosji, bolszewicy rozpoczną tryumfalny marsz na Zachód, by wspomóc "masy robotniczo-chłopskie" w ich rewolucjach. Tryumfalny pochód musiał, siłą rzeczy, przejść "po trupie Polski". W 1919 roku bolszewików nie stać było jeszcze na taki wysiłek. Ich wojska rozrzucone były po wielu frontach. Wschodnie pogranicze polsko-rosyjskie stało w ogniu, kształtu granic nie przewidywał żaden traktat kończący I wojnę światową. W głębi Rosji zagrożeniem były wojska tzw. "Białych" – Rosjan przeciwnych bolszewikom. Ich przywódca Aleksander Kołczak zajął zauralską część Rosji. Zagrożenie bolszewickiej agresji było jednak realne.

- W tych okolicznościach Józef Piłsudski próbował prowadzić negocjacje z sąsiadami, którzy mogli, podobnie jak Polska, odczuwać zagrożenie potencjalną sowiecką agresją, a więc z nowoutworzonymi krajami bałtyckimi: Łotwą, Estonią, Finlandią – mówił prof. Andrzej Nowak w audycji Doroty Truszczak z cyklu "Historia żywa".

Te nowoutworzone państwa doświadczyły już bolszewickiej agresji. Zarówno Łotwa, jak i Estonia zdołały wyprzeć bolszewików ze swojego terytorium na przełomie 1918 i 1919 roku – pierwsza zrobiła to dzięki wsparciu niemieckich wojsk, wycofujących się z Rosji, drugiej pomocy udzieliła Wielka Brytania. Po tej klęsce bolszewicy zmienili sposób działania: lew przyodział się w skórę lisa.

- Bolszewicy nie mieli zamiaru oddawać pola w tej dyplomatycznej rozgrywce. Lenin uważał, że należy zaproponować republikom bałtyckim pokój, bo będzie to wizytówka propagandy pokojowej państwa bolszewickiego. A połknięcie tych małych krajów nastąpi, kiedy tylko bolszewicy zechcą. Ta polityka odniosła sukces wobec Estonii, która podpisała układ pokojowy z Rosją bolszewicką 2 lutego 1920  – wyjaśniał prof. Andrzej Nowak.

Łotewskie problemy

Koncepcja Piłsudskiego napotkała na ciepłe przyjęcie u narodowego rządu łotewskiego pod wodzą Kārlisa Ulmanisa. Państwo już w chwili odrodzenia stało nad przepaścią. Gabinet ten kontrolował wówczas północną część kraju. Wschodnią część kraju – Łatgalię – okupowali bolszewicy. Południe znajdowało się w rękach łotewskich Niemców i sprzymierzonych z nimi "Białych" pod dowództwem Pawła Bermondta-Awałowa. Ich celem było utworzenie rosyjsko-niemieckiej Rosji Zachodniej. Taki sojusz byłych zaborców spędzał sen z powiek Polakom.

- Zigfrīds Meierovics, pierwszy minister spraw zagranicznych Łotwy, zacznie zabiegać o wsparcie ze strony polskiej. Wykorzystanie oddziałów polskich przeciwko Bermondtowi. Z inicjatywą wykorzystania oddziałów polskich wystąpią Brytyjczycy – wyjaśniał dr Tomasz Paluszyński w audycji Andrzeja Sowy z cyklu "Dźwiękowy przewodnik po historii najnowszej - Łotwa".

Wzmocnione nieoficjalnym dyplomatycznym sojuszem i polską amunicją oraz dysponujące wsparciem brytyjskiej floty oddziały wierne Ulmanisowi rozgromiły armię Rosji Zachodniej. Do bezpośredniej konfrontacji polsko-rosyjsko-niemieckiej co prawda nie doszło, ale sprawa znacznie zbliżyła Polskę i Łotwę.

Obopólna korzyść

30 grudnia 1919 oba państwa zawarły sojusz wojskowy. Rozpoczęło się planowanie antybolszewickiej ofensywy, której celem było wyparcie bolszewików z Łotwy. Operacja otrzymała kryptonim "Zima". Sojusz regulował na korzyść Łotyszy kwestię Łatgalii, w której mieszkało wielu Polaków i która przez rozbiorami należała do Rzeczpospolitej.

Dla Polski priorytetem wówczas była walka z bolszewikami i wyeliminowanie zagrożenia ataku Armii Czerwonej od północy. Nie chodziło tylko o zaledwie 100 kilometrowy odcinek przyszłej polsko-łotewskiej granicy. Warszawa przewidywała, że Armia Czerwona może przemaszerować – za zgodą władz w Kownie – przez terytorium litewskie.

- Konflikt polsko-litewski był bardzo zażarty. Litwa była gotowa sprzymierzyć się z samym diabłem, byleby tylko odzyskać zajętą przez Polaków Wileńszczyznę – obrazowo podkreślał prof. Andrzej Nowak.

W grę wchodziła jeszcze jedna kwestia. Polacy liczyli, że pomoc w utrzymaniu niepodległości przez Łotwę pozwoli im wynegocjować dostęp do łotewskich portów.

- Warto zwrócić uwagę, że w tamtym czasie nie były jeszcze ustalone kwestie przynależności Pomorza Gdańskiego i w ogóle dostępu Polski do morza – podkreślał dr Tomasz Paluszyński.

Bitwa o Dyneburg

Polsko-łotewskim wojskiem dowodził gen. Edward Rydz-Śmigły, który toczył wcześniej boje z bolszewikami na terenie Polesia. Polacy stanowili trzy czwarte czterdziestotysięcznych sił. 3 stycznia, w trzydziestostopniowym mrozie, polsko-łotewskie wojsko przekroczyło zamarzniętą Dźwinę i ruszyło na Dyneburg. Dały o sobie znać różnice w morale przeciwników. Cała kampania była właściwie powolnym pościgiem za wycofującym się przeciwnikiem. Po tygodniu cała Łatgalia była w rękach łotewskich.

Łotyszom kampania dyneburska pozwoliła zachować niepodległość. Państwo łotewskie przetrwało do 1940 roku, gdy kraj został zajęty przez Armię Czerwoną. Dla Polski operacja "Zima" oznaczała kluczowe skrócenie frontu w przyszłej rozprawie z bolszewikami. Ci, uporawszy się już z niedobitkami "Białych", przygotowywali się już do wdrożenia planu zaniesienia rewolucji na bagnetach do Europy Zachodniej. Już wkrótce miała ruszyć wielka ofensywa, zatrzymana dopiero w sierpniu, na przedpolach Warszawy.

Z punktu widzenia historii polskiej wojskowości, kampania dyneburska była istotna jeszcze z jednego powodu. To debiut operacyjny polskich wojsk pancernych. W walkach wzięło udział 25 maszyn Renault FT-17 z 1. Pułku Czołgów. Jak się okazało, działania polskich czołgów przyniosły większy skutek psychologiczny, niż realny. Wystrzelono zaledwie kilka salw w kierunku wroga. Bolszewicy, wśród których większość pierwszy raz w życiu widziała takie maszyny, nie podejmowali konfrontacji z przeciwnikiem i uciekali na sam widok zbliżających się pojazdów.

bm

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Bitwa nad Niemnem – decydujący cios zadany bolszewikom

Ostatnia aktualizacja: 20.09.2019 06:07
Armia Czerwona pod Warszawą została odepchnięta, ale nie zniszczona. Tuchaczewski zaczął odbudowywać siły nad Niemnem. Wojsko Polskie ponownie musiało stawić czoła zagrożeniu i ponownie uratowało kraj przed bolszewizmem. Tym razem armia, która miała zalać Europę czerwoną rewolucją, została zgnieciona.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Leopold Skulski – premier czasu wojny polsko-bolszewickiej

Ostatnia aktualizacja: 15.11.2019 06:00
15 listopada 1877 roku urodził się Leopold Skulski, polityk, premier II Rzeczpospolitej, prezes Polskiego Radia.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Rok 1921 - pierwszy rok bez wojen w Niepodległej Polsce

Ostatnia aktualizacja: 15.12.2018 14:54
Sukces czy porażka, a może zdrada wobec sojuszników, czy najważniejsza dla II RP polityczna umowa międzynarodowa? 
rozwiń zwiń