X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Historia

Zamach na Hansa Franka. Generalny Gubernator o ułamek sekundy od śmierci

Ostatnia aktualizacja: 29.01.2019 08:00
Mgnienie oka dzieliło najważniejszego dygnitarza III Rzeszy w okupowanej Polsce od śmierci z rąk Armii Krajowej. To mógł być najgłośniejszy zamach w Generalnym Gubernatorstwie, porównywalny tylko z akcją likwidacji Franza Kutschery. Partyzantom zabrakło jednak środków i szczęścia.
Hans Frank na paradzie w Krakowie.
Hans Frank na paradzie w Krakowie.Foto: fot. Wikipedia

75 lat temu, 29 stycznia 1944, w Grodkowicach (ob. Szarów) w Małopolsce żołnierze Armii Krajowej przeprowadzili zamach na generalnego gubernatora Hansa Franka.

Dla każdego nazisty koniec stycznia był ważną datą. To wówczas Niemcy powierzyli władzę Adolfowi Hitlerowi, który stanął 30 stycznia 1933 roku na czele rządu jako kanclerz. Dla niemieckich okupantów rocznica tego wydarzenia była świętem. Na ulicach okupowanych polskich miast o tej rocznicy przypominały plakaty, artykuły pojawiały się w prasie gadzinowej. Propaganda niemiecka działała pełną parą. Uciemiężona polska ludność potrzebowała symbolu oporu, który przełamałby przygnębienie spowodowane entuzjazmem okupantów. Tak zrodził się pomysł przeprowadzenia zamachu na ważnego niemieckiego oficjela.

Wybór wydawał się oczywisty. Generalny gubernator Hans Frank był najwyższym przedstawicielem III Rzeszy na terenach okupowanej Polski, ponosił też administracyjną odpowiedzialność za wszystkie przeprowadzone zbrodnie. Pochodzący z Karlsruhe w Badenii-Wirtembergii doktor praw był twórcą systemu prawnego III Rzeszy, za co cieszył się względami Hitlera. To zapewniło mu funkcję samowładcy Generalnego Gubernatorstwa. Dygnitarze III Rzeszy nazywali go z przekąsem "królem Polski" (Koenig von Polen) a podległe mu obszary — "Frankstaat" (państwo Franka).

Okazja nie do przegapienia

W połowie stycznia 1944 roku komendant Okręgu AK Kraków, cichociemny płk. Józef Spychalski "Luty" spotkał się z szefem okręgowego Kedywu płk. Stefanem Tarnawskim "Jaremą". Podczas spotkania Spychalski przekazał "Jaremie" informację o planowanej podróży Franka do Lwowa na obchody rocznicy objęcia władzy przez Hitlera i utworzenia Generalnego Gubernatorstwa.

Miejscem obchodów był znajdujący się na rubieżach Gubernatorstwa Lwów. Wybór miał być jasnym sygnałem, że Rzesza ma zamiar bronić swoich pretensji do "przestrzeni życiowej" na wschodzie. Takie demonstracje siły były szczególnie ważne wobec wieści z frontu. Dwa dni wcześniej Armia Czerwona przełamała trwające 900 dni oblężenie Leningradu, Włochy skapitulowały, a połowa Półwyspu Apenińskiego znajdowała się w rękach aliantów.

Szczegółowy plan

Frank miał wyjechać z Krakowa pociągiem pospiesznym 29 stycznia o godz. 23.00. Skład stanowiły trzy wagony, w tym dwie luksusowe salonki, w których podróżowali dygnitarze. Jedną zajmowali dr Hans Frank, szef prasowy Gassner, SS-Haupsturmführer Pfaffenroth (adiutant Franka), młodszy referent Mohr i Polizeimeister Nickl. W drugiej podróżowali SS-Obergruppenführer Wilhelm Koppe (dowódcę SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie), prezydent Adolf Gerteis (Generalna Dyrekcja Kolei Wschodniej), pułkownik Ludwig Fischer (gubernator dystryktu warszawskiego GG) i podpułkownik Dazur. Najgorsi z najgorszych, elita hitlerowskich okupantów na ziemiach polskich. W trzecim wagonie znajdowało się 25 żołnierzy obstawy.

Takiej okazji nie można było przegapić. Józef Spychalski rozkazał Stefanowi Tarnawskiemu zorganizowanie akcji likwidacji Franka. Dowódcą akcji miał być mjr Stanisław Więckowski "Wąsaczowi".

 Przygotowanie planu operacji powierzono cichociemnemu por. Ryszardowi Nuszkiewiczowi "Powolnemu". W akcję zaangażowany był jeszcze jeden cichociemny – ppor. Henryk Januszkiewicz "Spokojny". Po konsultacji, mężczyźni doszli do wniosku, że najlepszym miejscem na przeprowadzenie zasadzki jest teren Puszczy Niepołomickiej nieopodal stacji Grodkowice – linia kolejowa była tu otoczona przez las, co miało dawać atakującym partyzantom odpowiednią osłonę. Miejsce wybrano także ze względu na bliskość zbiornika wodnego.

Cichociemni-zobacz serwis specjalny

Plan opracowany przez Nuszkiewicza zakładał podział sił na trzy grupy. Pierwszą stanowił pięcioosobowy oddział minerski, którego zadaniem było podłożenie ładunku wybuchowego na torach i wykolejenie pociągu. Wtedy do akcji miała wkroczyć licząca 25 osób grupa uderzeniowa, której zadaniem było ostrzelanie składu i obrzucenie wagonów granatami. Obie grupy miały po akcji wycofać się na południe od miejsca wykolejenia pociągu. Zadaniem trzeciej grupy, która stacjonowała w położonych na północ od Grodkowic Niepołomicach było spuszczenie łodzi na Wisłę i oddanie kilku strzałów, co miało pozorować wycofywanie się pozostałych dwóch grup na północ.

Zbyt skromne siły

"Powolny" złożył zapotrzebowanie na trzy ręczne karabiny maszynowe, amunicję, sto granatów i plastyczne materiały wybuchowe. Zorganizowanie takiej ilości uzbrojenia przekraczało możliwości dowództwa krakowskiej Armii Krajowiej. Nie było karabinów, a zamiast plastiku trzeba było użyć trotylu, który z zasobów kopalni w Wieliczce zabrał ppor. Zygmunt Kawecki "Mars", który był tam zatrudniony jako technik.

Brak odpowiedniego wyposażenia wymusił zmniejszenie skali planu. Stanisław Więckowski "Wąsacz" – w chwili akcji ledwo zdolny do pełnienia funkcji dowódcy z powodu ostrej grypy – zdecydował o odwołaniu dwudziestopięcioosobowej grupy uderzeniowej. Niedostateczna ilość broni i amunicji oraz silne zagęszczenie niemieckich patroli w okolicy stwarzały zbyt wysokie ryzyko, że zasadzka zamieni się w krwawą jatkę, której ofiarami będą polscy partyzanci. Na miejscu został tylko patrol minerski i kilku żołnierzy, których zadaniem było osłanianie saperów i ostrzelanie pociągu.

Zamach

Skład nadjechał ok. 23.10. Niestety – ładunek wybuchowy eksplodował za wcześnie. Maszynista zdążył wyhamować skład, dzięki czemu udało mu się zmniejszyć skutki wybuchu. Pociąg wypadł z torów, a wagony złożyły w harmonijkę. Według innej wersji, bomba eksplodowała o ułamek sekundy za późno, tuż za salonką Hansa Franka.

"Wśród ogólnej ciszy jakby zamarłego pociągu podrywamy się do odskoku. Gdy przebiegamy drogę pod wiaduktem na stronę południową linii kolejowej, skrzywiony i zaszokowany przestrachem pociąg odzywa się gęstą kanonadą karabinów maszynowych swej ochrony i dobrze uzbrojonych pasażerów. Błysk licznych rakiet świetlnych i strzelanina godna niejednej bitwy - łamie sen puszczy. Sceneria ta towarzyszy nam przez długie kilometry odskoku"- wspominał Ryszard Nuszkiewicz.

Wobec przeważających sił nieprzyjaciela, Polacy byli zmuszeni się wycofać. Odwrót udało się przeprowadzić lepiej, niż pierwszą część akcji. Wszyscy, nawet znajdujący się na skraju wyczerpania chorobą "Wąsacz", zdołali się wycofać. Grupa pozorująca odskok w Niepołomicach wywiązała się wzorowo ze swojej części zadania.

Reperkusje

Hans Frank i pozostali dygnitarze podróżujący pociągiem wyszli bez szwanku z zamachu i wzięli udział we Lwowskich uroczystościach. Generalny gubernator nie odważył się wracać do Krakowa pociągiem – wrócił do Krakowa samolotem.

Żołnierze Armii Krajowej byli świadomi, że akcja poskutkuje represje wobec miejscowej ludności. Taka była bezwzględna polityka okupanta. Partyzanci zastosowali odpowiednią zasłonę dymną: w  Grodkowicach i okolicy rozrzucili rosyjskojęzyczne ulotki, które sugerowały, że odpowiedzialność za zamach leży po stronie sowieckiej partyzantki. Niestety, na niewiele się to zdało. W odwecie za akcję Niemcy rozstrzelali około 100 osób w Podłężu i Dębicy, w większości więźniów hitlerowskiego więzienia policyjnego w Krakowie przy ul. Montelupich.

Skazany za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości wojenne Hans Frank zawisł na szubienicy w norymberskim więzieniu 16 października 1946 roku.

Bartłomiej Makowski

Korzystałem z:

Ryszard Nuszkiewicz, Zamach na pociąg Hansa Franka 29 I 1944, Dynamit cz.2. Z dziejów Ruchu Oporu w Polsce Południowej, Wydawnictwo Literackie 1967

Wojciech Königsberg, AK 75, Brawurowe akcje Armii Krajowej, Wyd. Znak Horyzont 2017

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak