Historia

Sławomir Kulpowicz - grał z wielkimi, grał dla wielkich i wielcy go podziwiali

Ostatnia aktualizacja: 07.02.2020 05:45
"Trudno wyobrazić sobie świat muzyki bez niego" - tak o Sławku Kulpowiczu mówił Tomasz Tłuczkiewicz w pożegnaniu wieloletniego przyjaciela, w wywiadzie udzielonym kilka dni po jego śmierci. Ten niezwykle ceniony i znany na świecie pianista i kompozytor odszedł 12 lat temu, 7 lutego 2008 roku. 
Filharmonia Narodowa. Sławomir Kulpowicz na fortepianie towarzyszył podczas występu światowej gwiazdy sitaru z Indii Shujaata Hhana. Warszawa, 2006
Filharmonia Narodowa. Sławomir Kulpowicz na fortepianie towarzyszył podczas występu światowej gwiazdy sitaru z Indii Shujaata Hhana. Warszawa, 2006Foto: PAP/Andrzej Rybczyński

Dla wielu "przygodnych" słuchaczy był pianistą jazzowym, co nie całkiem oddaje charakter granej i komponowanej przez niego muzyki. Grał z wielkimi, grał dla wielkich i wielcy go podziwiali. Jego wielkością był zmysł muzyczny otwarty na wiele gatunków, wielkością był też klasyczny "kręgosłup" jego kompozycji, ale nade wszystko skromność i otwartość na ludzi.

Urodził się w Warszawie, w 1952 roku, w rodzinie z muzycznymi tradycjami. Od najmłodszych lat przejawiał niezwykłe zdolności, szczególnie w grze na pianinie. Uczył się w kolejnych szkołach muzycznych i w 1974 roku ukończył Akademię Muzyczną w Katowicach, bo tam właśnie znajdował się Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Jego profesorami byli między innymi słynni profesorowie Andrzej Jasiński, Anna i Jerzy Żurawlew. Jerzy Żurawlew był głównym inicjatorem Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Nauczycieli Kulpowicz miał najlepszych.

Pierwsza liga jazzu

Jak utrzymują jego przyjaciele i znawcy jazzu w Polsce, początkiem kariery było zaproszenie od Zbigniewa Namysłowskiego do pracy i gry w jego zespole. Rzecz działa się w drugiej połowie lat 60. Namysłowski już wtedy był uznanym muzykiem i takie zaproszenie niezwykle nobilitowało i świadczyło o dużym zaufaniu do umiejętności młodego muzyka. To wtedy, na trwałe w jego podświadomości, wpisał się schemat "muzykowania" w kwartecie – jako ten najdoskonalszy, najpełniejszy brzmieniowo, bez zbędnego przeładowania. Po kwartecie Namysłowskiego, mimo wielu występów w różnych liczebnie formacjach, założył własny zespół i nazwał go, nomen omen, "The Quartet".

Zdaniem wielu znawców polskiego jazzu, był to jeden z zaledwie kilku polskich zespołów jazzowych reprezentujący najwyższą, światową ligę. Zespół tworzyli: Sławomir Kulpowicz fortepian, Tomasz Szukalski saksofon, Paweł Jarzębski kontrabas i Janusz Stefański perkusja. Każdy z tych muzyków był "uznaną firmą" i każdy niósł bagaż ogromnych umiejętności i niemałych doświadczeń. Zespół, jak się wydawało, bez oczywistego lidera potrafił "dogadać się" co do każdej nuty, potrafił bez gwiazdorstwa poszczególnych wirtuozów być gwiazdą samą w sobie. Ich płyty są poszukiwane do teraz i wystarczy ich posłuchać, by wiedzieć, że nie jest to snobizm, lecz prawdziwy podziw.

Jego muzyka nie miała końca

Kulpowicz lubił także granie w duetach, nie obce były mu tria. Każdy, z kim występował czuł się zaszczycony, bo razem z nim wielkość stawała się faktem. Sam Kulpowicz traktował innych jako tych, od których może się wiele nauczyć..., a umysł muzyczny miał otwarty na wiele kierunków – w jego świecie, w zasadzie, trudno jest mówić o jakichkolwiek horyzontach, bo muzyka tworzona i grana przez niego nie miała granic, nie miała końca. Jeszcze w latach 60. pojechał pierwszy raz, wraz z Namysłowskim, do Indii. Zafascynowany ich kulturą i "brzmieniem" wracał tam wielokrotnie.

Kulpowicz z chęcią poznawał inne kultury muzyczne i łączył je, w swoich kompozycjach, z muzyką klasyczną, w której wzrastał w latach młodości i nauki. Także w jego kompozycjach jazzowych można usłyszeć wiele reminiscencji tych dalekowschodnich doznań. Będąc tam nie stronił od wspólnego grania z wirtuozami rodzimych instrumentów – jak choćby z mistrzem sitaru Shujaatem Khanem. Nie tylko kierunki wschodnie przyciągały Kulpowicza. W jazzie, jednym z jego największych guru był John Coltrane. Jako jedyny Polak trzy razy wystąpił solo na John Coltrane Festival w Los Angeles.

Myliłby się jednak ten, kto zamykałby Kulpowicza w muzyce jazzowej i klasycznej, wzbogaconymi o akcenty dalekowschodnie. Wielu muzyków estradowych, tych z szeroko pojętej muzyki popularnej, czy nawet rockowej, czerpało z jego talentu i wspólnie "muzykowało". Wymienić tu można choćby Niemena, Annę Marię Jopek, Johna Portera, Sojkę czy Mieczysława Szcześniaka. To jednak nie wszystko – Kulpowicz komponował także dla teatru i baletu i spotykały go za to nagrody i zaszczyty.

Tak, trudno wyobrazić sobie świat muzyki, polskiej muzyki, tej w drugiej połowie XX wieku, bez Niego... był na tyle skromny i wielki, że wykraczał poza swój czas i poza miejsce gdzie żył.

PP

Zobacz więcej na temat: Jazz
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Leopold Tyrmand: "Stodoła" warszawska pulsowała po prostu jazzem

Ostatnia aktualizacja: 18.09.2019 06:00
– Jazz Jamboree po dziś dzień ratuje honor Warszawy i całego środowiska jazzowego w Polsce – mówił Leopold Tyrmand w rozmowie udzielonej Polskiemu Radiu w 1963 roku.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Tomasz Konieczny: Gershwin zawsze do mnie bardzo przemawiał

Ostatnia aktualizacja: 05.01.2020 15:08
- Gershwin żył bardzo krótko, a szkoda, bo kiedy się słucha jego opery to ma się wrażenie, że mamy do czynienia z kolejnym Puccinim - mówił Tomasz Konieczny o operze "Porgy and Bess", która zabrzmiała podczas koncertu uczestników Programu Kształcenia Młodych Talentów w niedzielę 5 stycznia.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Janusz Muniak był sercem polskiego Jazzu

Ostatnia aktualizacja: 31.01.2020 05:56
Zawsze to smutne kiedy ktoś tak ważny odchodzi i pozostaje już jedynie pamięć o nim, zapisana w zdjęciach, filmach i nagraniach. Tym smutnym dniem jest 31 stycznia 2016 roku – 4 lata temu – bo odszedł od nas Janusz Muniak, zwany przez wielu "sercem polskiego jazzu".
rozwiń zwiń