Historia

Czesław Nowicki. Na pogodę "Wicherek"

Ostatnia aktualizacja: 29.02.2020 05:45
29 lutego 1992 roku zmarł Czesław Nowicki – polski "Wicherek" - dziennikarz, który jako pierwszy w polskiej telewizji prezentował prognozę pogody. Tak, 28 lat temu, odszedł człowiek kiedyś uwielbiany i znany w całej Polsce, jednak z początkiem lat 90. skrywający się w cieniu zapomnienia. Wielu Polaków pamiętało go jeszcze, wielu jeszcze teraz na dźwięk słowa "Wicherek" uśmiecha się i wie o kim mowa.
Irena Kwiatkowska i Czesław Nowicki - zdjęcie z serialu telewizyjnego Wojna domowa w reżyserii Jerzego Gruzy, 1965
Irena Kwiatkowska i Czesław Nowicki - zdjęcie z serialu telewizyjnego "Wojna domowa" w reżyserii Jerzego Gruzy, 1965Foto: INPLUS/East News

Zima 1992 roku była miejscami śnieżna, choć nie tak mroźna, jak to bywało we wcześniejszych latach. Ulice i chodniki pełne były chlapy i szybko topniejącego śniegu, a w niektóre dni trochę zimniej powiało, ot taki wicherek...

Kiedyś tak zwana "pogoda" w Dzienniku Telewizyjnym była najliczniej oglądanym informacyjnym programem telewizyjnym w PRL. Każdy chciał wiedzieć, jaka będzie "pogoda na jutro". Wiele starszych osób do teraz czeka właśnie na prognozę pogody. Ci młodsi, bardziej obeznani z nowszymi technologiami i korzystający z różnych multimedialnych urządzeń, znajdują prognozy pogody w Internecie, na różnych portalach. Wtedy takich możliwości nie było... , wtedy, czyli pod koniec lat 50. Informacje o pogodzie pojawiły się w Dzienniku Telewizyjnym dokładnie 2 stycznia 1958 roku, a pierwszym prezenterem był, zatrudniony jeszcze w 1957, Czesław Nowicki, nie od razu "Wicherek" - na to miano musiał sobie "zasłużyć".

"Wicherek" jako "pogodynek"

Wtedy wszystko wyglądało inaczej, inaczej działała telewizja, inne były dekoracje i inne były metody badawcze pozwalające na długoterminowe prognozy. Niektórzy teraz stwierdzają dowcipnie, że "tamte metody" były lepsze od obecnych, bo pogoda bardziej się sprawdzała. Urodzony w Wilnie, w 1928, "Wicherek" jako "pogodynka", czy raczej "pogodynek", nie miał właściwego wykształcenia w tym zakresie – nie był meteorologiem. Pewne jest, że skończył Liceum Ogólnokształcące im. J.I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej, zdanym egzaminem maturalnym. Bliscy znajomi twierdzą, że nie miał dalszego wykształcenia, jednak są dziennikarze, według których miał on dalsze wykształcenie prawnicze. Dla widzów nie miało to najmniejszego znaczenia.

W programie prowadzonym na żywo – tak wtedy emitowano (bo przecież nie kręcono) programy informacyjne – w jaskrawo oświetlonym studiu stała duża tablica z wymalowanym konturem Polski, a w późniejszym czasie druga z wymalowanym konturem Europy. Przed tą ciemną tablicą stał przystojny, w pierwszym okresie jeszcze dość szczupły, trzydziestolatek. Włosy miał ciemne, zaczesane do tyłu, a twarz pogodną i wzbudzającą zaufanie – bez tego nic by się nie udało. Z miejsca uczynił ze swojej części programu przyjazne widzom "show". Potrafił ciekawie mówić, z dowcipem, stosując różne, nierzadko śmieszne, porównania. Temperatury w pierwszym okresie wypisywał na tych tablicach kredą w trakcie prezentacji pogody. Później wiele danych pogodowych umieszczano przed emisją także tym samym sposobem – kredą, a jemu pozostawało już tylko wskazywać je niewielkim, cienkim wskaźnikiem – taką "różdżką dobrej pogody" (jak kiedyś sam to określił).

W eleganckim garniturze i w ciemnych okularach

Z biegiem lat przybierał na wadze i większym brzuchem coraz więcej zasłaniał zapisanych na tablicy informacji. Pojawiły się także ciemne okulary, które miały chronić jego oczy, nadwyrężone zbyt ostrym światłem w studiu. Dawniej takie były wymogi z uwagi na niezbyt duże zaawansowanie techniczne kamer – przy których te obecne są jakby "z kosmosu". Te okulary "przylgnęły" do niego także w życiu codziennym i prawie nigdzie się bez nich nie ruszał. Często też elegancki garnitur zamieniał na ubiór, który w nadchodzącym dniu, z racji warunków pogodowych, wydawał się najwłaściwszy. Dlatego też pojawiał się z parasolem, oczywiście rozłożonym, lub rozkładał go na wizji. Przychodził w kaloszach, płaszczach, a nawet sztormiaku. W cieplejsze pory roku potrafił ubrać się jak na letnisko i tak właśnie prezentować prognozę pogody.

Kącik osobliwości

Zasłynął także swoim "kącikiem osobliwości", w którym znajdowały się najbardziej niesamowite okazy roślin przysyłane mu przez widzów. Były to różne monstrualne warzywa, grzyby, znaleziska, które w genialny sposób czyniły z prognozy pogody jeden z najciekawszych programów w TVP. Władza była bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy i to mimo różnych słownych wpadek "Wicherka". Dla nich najważniejsze było to, że ludzie oglądali propagandowy Dziennik, niejako czekając na "pogodę", a przy okazji spektaklu robionego przez "Wicherka", można było tę władzę "ocieplić" i jeszcze dołożyć trochę propagandy.

Jak pisze Emilia Padoł: "Pod telewizyjne studio przyjeżdżają samochody pełne truskawek, metry ziemniaków, nawet skrzynki z kokosami. W zabawę angażują się także dygnitarze epoki. Władysław Gomułka nadsyła pastewną kukurydzę (pęk o długości 3,5 metra), oczywiście w celach propagandowych (promocja rolniczej gospodarki). Z kolei Józef Cyrankiewicz przekazuje do programu Wicherka monstrualny okaz grzyba".

"Wicherek", górale i "Chmurka"

"Wicherek" wprowadza także do swojego programu informacje o pogodzie lepiej trafiające do ludzi niż zwykłe suche dane – podpiera się "przepowiedniami górali", ... a wtedy (teraz też) wierzono w niespotykaną zdolność górali do odgadywania właściwej pogody na najbliższy okres. Mało kto wiedział, że te przepowiednie były prawdziwe i dostawał je od zaprzyjaźnionego z góralami Marka Różyckiego (seniora) – wieloletniego korespondenta "Życia Warszawy" w Zakopanem – informacje te były właściwie z pierwszej ręki. W roku 1963, do obsady programu, dołączono wyłonioną w konkursie, Elżbietę Sommer, popularnie zwaną "Chmurką".

W 1972 roku "Wicherek" odchodzi z telewizji – jak sam twierdzi – na znak protestu z powodu zamknięcia redakcji ochrony środowiska i zdrowia, którą kierował. Emilia Padoł tak to relacjonuje: "Według relacji Ireny Dziedzic poszło o reporterski materiał Wicherka do "Panoramy" - o bohaterskich wojskowych lotnikach, którzy w czasie nawałnicy przetransportowali do szpitala ciężko chorą kobietę, matkę kilkorga dzieci. Kobieta jednak zmarła, czego Nowicki nie sprawdził przed emisją programu".  Relacja Ireny Dziedzic pochodzi z jej książki – problematyczny jest jednak fakt, że wtedy jeszcze nie było "Panoramy" , która pojawiła się dopiero wiele lat później.

Niezależnie od faktów, "Wicherek" znika z telewizji, co zasmuca widzów. Pojawia się już tylko jako dziennikarz piszący dla "Słowa Polskiego",  "Życia Warszawy", w "Trybunie Ludu", "Zielonym Sztandarze" i w końcu kariery dla "Gazety Wyborczej". Jeździł po Polsce, uczestniczył w licznych spotkaniach, gdzie był przyjmowany niezmiernie ciepło. Bawił ludzi nawet własnym kabaretem pod nazwą "Barometr". Z początkiem lat 90. przygotowywał także prognozę pogody dla Radia "Solidarność". W całej swojej karierze pojawiał się także w wielu filmach: "Wojna domowa", "Kłopotliwy gość", "Nie lubię poniedziałku" czy "Dom".

i nie jest prawdą rozpowszechnione przekonanie, że z pracy wyrzucono go za stwierdzenie "wiatry ze wschodu nie przynoszą nic dobrego".

PP



Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak