Historia

Eugeniusz Kaszyński ps. Nurt - cichociemny, którego pokonał pokój

Ostatnia aktualizacja: 24.03.2020 05:53
W ciągu kilku lat odważnie stawiał czoło niemieckim okupantom jako zastępca Jana Piwnika "Ponurego", a następnie dowódca słynnych Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej. Nie został pokonany przez wroga, ale po zakończeniu wojny toczył jeszcze trudniejszą walkę z problemami psychicznymi.
Audio
  • - Rozpocząłem w Kielcach szkolenie dywersyjne. Po wstępnej zaprawie przeprowadziliśmy kilka udanych akcji - wspominał Eugeniusz Kaszyński w relacji odczytanej w audycji Jana Garlińskiego z cyklu "Walki i prace Armii Krajowej" (RWE, 30.09.1965)
Major Eugeniusz Kaszyński na tle żołnierzy Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej Ponury - Nurt zgromadzony na Wykusie
Major Eugeniusz Kaszyński na tle żołnierzy Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej "Ponury - Nurt" zgromadzony na WykusieFoto: Tadeusz Rylski "Ostoja"/Wikipedia Commons/CC BY-SA 4.0

44 lata temu, w wieku 67 lat zmarł mjr Eugeniusz Kaszyński ps. Nurt, Zygmunt, Mur. Był cichociemnym, który w latach 1943–1944 służył jako zastępca dowódcy, a następnie dowódca Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej "Ponury" - "Nurt" na Kielecczyźnie.

Cichociemni-zobacz serwis specjalny

Urodzony łodzianin

Eugeniusz Gedymin Kaszyński wychowywał się w Łodzi. Swoje drugie imię zawdzięczał litewskiemu pochodzeniu ojca. W młodości uprawiał lekkoatletykę w młodzieżowych drużynach, co mogło mieć wpływ na późniejszy wybór drogi wojskowego.

Po zdaniu matury w 1931 roku nie zdecydował się na pójcie na studia – na co mogły mieć wpływ nie najlepsze oceny na świadectwie – i został powołany do wojska. Służbę opuścił w 1935 roku w stopniu podporucznika. Dowódcy pozytywnie ocenili jego charakter i widzieli w Kaszyńskim zdolności do kierowania oddziałem.

Rozstanie z mundurem nie potrwało długo, ponieważ już w 1938 roku rozpoczął kurs na dowódcę oddziałów przeciwpancernych. 1 kwietnia 1939 roku został powołany do służby.

W obronie Polski

W sierpniu 1939 roku został skierowany do batalionu Obrony Narodowej "Stanisławów", z którym miał odbyć manewry letnie. Po wybuchu wojny we wrześniu został w niej do czasu zakończenia walk. Wraz z oddziałem bronił przedpola dawnej granicy ze Słowacją, ale pod naporem wojsk niemieckich oraz na wieść o wkroczeniu Sowietów 17 września 1939 roku, dostał rozkaz opuszczenia kraju. Podporucznik Kaszyński wraz ze swoim batalionem przekroczył granicę z Węgrami w nocy z 19 na 20 września.

Przebywał w internowaniu do końca 1939 roku, później w ramach tajnej operacji przedostał się do powstających we Francji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Wydostał się z Węgier dzięki pomocy Biura Ewakuacyjnego "Ewa", które działało przy polskim konsulacie w Budapeszcie.

Po kapitulacji Francji dotarł do Wielkiej Brytanii. Dołączył do kursu prowadzonego przez płk. Stanisława Sosabowskiego, który przygotowywał żołnierzy do pracy konspiracyjnej w Polsce. Poznał wtedy Jana Piwnika "Ponurego", z którym się zaprzyjaźnił.

W szeregach cichociemnych

Przeszedł morderczy kurs dla cichociemnych i w nocy z dnia 1 na 2 października 1942 roku został przerzucony do Polski. Wylądował w okolicach Mińska Mazowieckiego. Po krótkim okresie aklimatyzacji w Warszawie, wraz z kompanami, z którymi został zrzucony na spadochronie – ppor. Waldemarem Szwiecem "Robotem" oraz ppor. Antonim Jastrzębskim "Ugorem" – został skierowany do Związku Odwetu Komendy Okręgu Radomsko-Kieleckiego Armii Krajowej.

Waldemar_Szwiec 1200.jpg
Waldemar Szwiec ps. Robot – cichociemny, który zalazł Niemcom za skórę

 Rozpocząłem w Kielcach szkolenie dywersyjne. Po wstępnej zaprawie przeprowadziliśmy kilka udanych akcji. Władze Armii Krajowej doszły do przekonania, że Związek Odwetu nie wystarcza na wypełnianie coraz to poważniejszych bieżących zadań, że od sabotażu trzeba przejść do wzmożonej dywersji i akcji bojowych – wspominał Kaszyński w relacji odczytanej w audycji Jana Garlińskiego z cyklu "Walki i prace Armii Krajowej".

Wszedł w skład organizowanego przez Jana Piwnika "Ponurego" od przełomu maja i czerwca 1943 roku Zgrupowania Partyzanckiego AK "Ponury". Został zastępcą dowódcy i objął pod swoją komendę I Zgrupowanie. Zdobył zaufanie swoich ludzi dzięki dbałości o podwładnych i ochronie ludności cywilnej.

Zgrupowanie "Nurta" stacjonowało w okolicy słynnej partyzanckiej kryjówce na wzgórzu Wykus, nieopodal Wąchocka i brało czynny udział w licznych akcjach zbrojnych prowadzonych latem i jesienią 1943 roku przez Zgrupowanie Partyzanckiego "Ponurego".

Zgrupowanie "Nurta"

Na początku 1944 roku objął dowodzenie nad zgrupowaniem, w zastępstwie Piwnika "Ponurego", który został przeniesiony na Nowogródczyznę. Zgrupowanie zmieniło nazwę na Oddział Partyzancki 2 Pułku Piechoty Legionów AK i przeniosło się w rejon Opatowa i Sandomierza.

Przysięga_żołnierzy_Armii_Krajowej 663 ponury.jpg
Niemcy bali się Ponurego jak ognia

Aż do rozpoczęcia akcji "Burza" oddział gromadził zaopatrzenie i prowadził małe akcje zaczepne przeciwko Niemcom. Na uwagę zasługuje rozpoczęcie własnej produkcji pistoletów maszynowych KIS, zaprojektowanych przez partyzantów. Były produkowane nielegalnie przez zakonspirowanych pracowników warsztatów i fabryk w Opatowie, Ostrowcu Świętokrzyskim, Skarżysku-Kamiennej, Starachowicach i Wąchocku.

Latem 1944 roku oddział "Nurta" toczył coraz cięższe walki z Niemcami. W połowie sierpnia dotarł w okolice Nowej Słupi na północny-wschód od Kielc, gdzie zastał go rozkaz o formowaniu dużego zgrupowania Korpusu Kieleckiego AK w lasach przysuskich. Po kilku dniach zgromadziło się tam około sześć tysięcy partyzantów. Zgrupowanie miało wyruszyć na pomoc walczącej w powstaniu Warszawie, ale okazało się zbyt duże do poruszania się po terenie kontrolowanym przez Niemców i musiało zostać podzielone na mniejsze jednostki.

Oddział Kaszyńskiego przeszedł w okolice lasów koneckich, w których kontynuował walkę z Niemcami. Jesienią 1944 roku po wyjściu z okrążenia skierował się na wschód od Kielc, w okolice Włoszczowy.

Pod koniec października stoczył ciężkie walki z siłami niemieckimi. Największą bitwą oddziału "Nurta" było stracie pod Chotowem, do którego doszło 30 października 1944 roku. Partyzanci zdołali wówczas wyjść z okrążenia dzięki brawurowemu atakowi na przeważające siły wroga. 14 listopada 1944 roku na ostatnim apelu rozwiązał oddział i rozesłał żołnierzy do zimowych schronień. Jak miało się okazać, z dużą częścią z nich widział się już po raz ostatni.

Trudne losy powojenne

Rozwiązanie Armii Krajowej w styczniu 1945 roku przyjął w stopniu majora. W późniejszym czasie prawdopodobnie angażował się w tworzenie konspiracji antykomunistycznej.

W sierpniu 1945 roku wyjechał z Polski poprzez Czechosłowację. W Wielkiej Brytanii powrócił do szeregów 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Przejście do żmudnej pracy biurowej w sztabie źle wpłynęło na stan zdrowia Eugeniusza Kaszyńskiego.

W lipcu 1947 roku został zdemobilizowany. Zakończenie wojny nie przyniosło mu ukojenia. Już pod koniec roku trafił do szpitala w szkockim Inverness, w którym u Kaszyńskiego została zdiagnozowana schizofrenia.

– "Nurt", choć szczęśliwie przeżył wojnę i dotarł w roku 1945 do Wielkiej Brytanii, nie może stanąć przed mikrofonem. Od wielu lat przebywa poważnie chory w szpitalu pod Londynem. Podzielił się jednak ze mną swoimi wspomnieniami, z których wyłoniła się dosyć obszerna relacja – mówił w 1965 roku redaktor Józef Garliński na antenie Redakcji Polskiej Radia Wolna Europa w swojej audycji z cyklu "Walki i prace Armii Krajowej".

Do końca życia zmagał się z nawrotami choroby. Swoje późniejsze życie spędzał pomiędzy Londynem, w którym mieszkał w budynku Studium Polski Podziemnej i utrzymywał się z dorywczej pracy fizycznej, a szpitalem psychiatrycznym Mabledon Park, przeznaczonym dla polskich weteranów.

sa

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Brawurowa akcja oddziału AK "Jędrusie"

Ostatnia aktualizacja: 29.03.2020 05:55
- 29 marca 1943 roku nasza szesnastka wyruszyła na rowerach w kierunku Mielca. Broń i amunicję wieźliśmy na furmance pod dużą warstwą słomy. Lał nieustanny deszcz, ciężka glina lepiła się do kół, a do przeprawy mieliśmy 30 km – pisał jeden z członków "Jędrusiów".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Niemcy bali się Ponurego jak ognia

Ostatnia aktualizacja: 16.06.2019 06:10
Ponury rozgromił batalion SS, Ponury zdobył transport z amunicją, Ponury z pięćsetką partyzantów wyszedł cało z obławy w Kieleckiem – o poruczniku Janie Piwniku, dowódcy niewielkiego oddziału partyzanckiego AK krążyły legendy.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Elżbieta Zawacka: byłam jedyną cichociemną

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2020 05:50
Kiedy wylądowała w Polsce, oczekujący byli zszokowani, że spadochroniarzem jest kobieta. Elżbieta Zawacka zaskakiwała przez całe życie: odwagą, energią i niezwykłą pogodą ducha.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Cichociemni – "wywalcz Polsce wolność lub zgiń"

Ostatnia aktualizacja: 15.02.2020 08:30
Nazywano ich cichociemnymi. 316 doskonale wyszkolonych spadochroniarzy. Przybywali nocą i byli uczeni zabijać po cichu. Wysyłani do najbardziej niebezpiecznych zadań na terenie okupowanej przez Niemców Polski, postępowali zgodnie z maksymą: "Wywalcz Polsce wolność lub zgiń".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Waldemar Szwiec ps. Robot – cichociemny, który zalazł Niemcom za skórę

Ostatnia aktualizacja: 14.10.2019 06:30
Od zrzutu nad Polską do chwili jego śmierci minął nieco ponad rok, ale ten czas pozwolił "Robotowi" stać się jednym z najaktywniejszych partyzantów w Górach Świętokrzyskich. To m.in. dzięki jego akcjom niemieccy okupanci nazwali Końskie mianem "Banditenstadt" - miastem bandytów.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Marianna Cel – jedyna kobieta na szlaku "Hubala"

Ostatnia aktualizacja: 14.01.2020 05:45
Była wiejską dziewczyną, która wsławiła się jako łączniczka w oddziale legendarnego "Hubala". Jej późniejsze losy są owiane tajemnicą, a towarzysze broni wspominają ją jako żołnierza, który dorównywał odwagą męskim kolegom.
rozwiń zwiń