Historia

25 lat temu dostaliśmy w Warszawie kawałek metra

Ostatnia aktualizacja: 07.04.2020 05:45
Warszawiacy doczekali się i 7 kwietnia 1995 roku oddano do użytku pierwszy odcinek metra – z Kabat do Politechniki. Cały użytkowy trakt liczył nieco ponad 11 kilometrów i wraz ze stacjami początkową i końcową miał 11 przystanków.
Stacja metra Wierzbno
Stacja metra WierzbnoFoto: PolskieRadio.pl/Agnieszka Kamińska

Ten niedługi kawałek podziemnej kolejki był niesamowitym wydarzeniem w Warszawie, ale też i w całym kraju..., bo to pierwsze metro w Polsce. Opóźnienia epoki PRL nie pozwoliły na zbudowanie tego środka komunikacji znacznie wcześniej.

Warszawiacy wybierali się na przejażdżki, taki swoisty rekonesans, a na towarzyskich spotkaniach często padało pytanie – "Jechaliście już?" Całe rodziny wybierały się na weekendowe wycieczki..,. bo w dni powszednie mieszkańcy Ursynowa jechali z pracy i do pracy. Prawie każdy spoglądał wtedy na zegarek, liczył stacje, mierzył czas, wsłuchiwał się w głos nieznanego lektora oznajmiający nazwę obecnej stacji, a po ruszeniu nazwę kolejnej... "Następna stacja – Natolin" i tak aż do Politechniki. 18 minut, 11 stacji, z głowami zwróconymi w lewą stronę. Po drugiej stronie widać było tylko ścianę. Gwoli wyjaśnienia – głos Ksawerego Jasieńskiego pojawił się dopiero później. W pierwszym okresie działania lektor ostrzegał też, że drzwi się zamykają.

Oglądaliśmy stacje, niektórzy nawet wysiadali na każdej stacji, wychodzili "na powierzchnię", by zobaczyć, jak wkomponowuje się wejście do metra w okoliczną architekturę. Sprawdzaliśmy, jak długo trzeba czekać na kolejny pociąg i którego jego części są bardziej zatłoczone. W gazetach i telewizjach pojawiały się relacje porównawcze między naszym a innymi kolejkami metra na świecie. Widzieliśmy, że w większości miast tłoki były ogromne, a jazda mało interesująca. Porównywaliśmy stacje, ich wygląd i stopień komplikacji komunikacyjnych.

U nas wszystko było inaczej. Tłoku wielkiego nie było. Przejazd był zbyt krótki, by mógł znudzić pasażerów. Trudno było się pogubić w gąszczu linii – u nas było tylko jedna i to krótki kawałek..., nie było przesiadek i kluczenia podziemiami. Telefony komórkowe dopiero wtedy zaczynały się pojawiać w Europie, a w Polsce były prawdziwym ewenementem, więc nikt jeszcze nie sprawdzał, czy jest zasięg pod ziemią – na to trzeba było poczekać jeszcze kilka lat.

Wszyscy ocenialiśmy też pociągi kursujące na tej linii, a były to rosyjskie składy – takie dość "zwaliste", głośne i mało atrakcyjne wizualnie. Owszem, siedziska dość miękkie dawały pewien komfort jazdy, ale tylko osobom siedzącym. Miejsc siedzących było niewiele, bo to kolej komunikacji szybkiej, a jej podstawową funkcją był bezkolizyjny transport. Głośniki, przez które dowiadywaliśmy się o kolejnych stacjach, działały dość głośno i nieprzyjemnie, szczególnie w przypadku dźwięków ostrzegawczych przed zamknięciem drzwi i ruszeniem.

Niezależnie od tych wszystkich elementów chwila oddania tego pierwszego odcinka była wydarzeniem specjalnym i bardzo ważnym dla mieszkańców Warszawy. Jak pisze portal ursynowski, w artykule "Dzień, który zmienił wszystko", tak wyglądały te chwile:

"Piątek, piąteczek, piątunio. Na najważniejszy dzień w nowożytnej historii Ursynowa wybrano akurat piątek, 7 kwietnia 1995 roku. Jak co rano mieszkańcy Gminy Ursynów pojechali do pracy w tłoku przepełnionych Ikarusów. 505 wpadł w korek koło Alei Lotników i na Dworzec Centralny jechał 45 minut. 508 utknął koło Woronicza, na otwartym pół roku wcześniej odcinku Alei Niepodległości. Pasażerowie jednak humory mieli całkiem niezłe. Po pierwsze – jak wiemy – był piątek. Po drugie – całkiem ładny, wiosenny dzień. A po trzecie – po południu miał się spełnić cud. Komunikacyjny".

To prawda, Ursynów żył tą chwilą, bo dla mieszkańców tej pięknej dzielnicy, bynajmniej nie jedynie "sypialni", ta szybka łączność z centrum Warszawy obiecywała "ludzki" transport do pracy.

W dalszej części czytamy: "I cud się spełnił. 505 i 508 wracały prawie puste, a jadący po pracy Ursynowianie w domu byli już nie w tradycyjne czterdzieści, ale maksymalnie w dwadzieścia minut. No, może dwadzieścia pięć, bo pierwsze pociągi metra nieco dłużej musiały stać na stacjach – tylu było chętnych. Pierwszym składem (oczywiście z naklejonym wielkim numerem jeden) pojechali oficjele: prymas Józef Glemp, premier Józef Oleksy i prezydent Warszawy Marcin Święcicki".

Przeżycie było wielkie... i jeszcze trzy ciekawostki: pierwsze składy liczyły jedynie trzy wagony, pociągi na stacjach stały trochę dłużej, a przy wchodzeniu do metra nie było popularnych obecnie bramek, lecz zwykłe kasowniki, tak znane z innych środków komunikacji. Aż łza się kręci w oku...

PP

Zobacz więcej na temat: metro Warszawa
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Warszawa: szczątki mamuta znaleziono na budowie II linii metra

Ostatnia aktualizacja: 03.12.2018 14:35
Przy stacji metra C08 Płocka na Woli znaleziono kości prehistorycznego ssaka. Ich wiek datuje się wstępnie nawet na 100-120 tysięcy lat - poinformowało biuro prasowe warszawskiego metra.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Warszawa: II nitka metra ruszyła nowym odcinkiem. Na Pradze i Targówku

Ostatnia aktualizacja: 15.09.2019 16:19
Można przejechać już nowym odcinkiem drugiej lini metra w Warszawie. Przejazdy liną M2 są dziś bezpłatne.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Historia warszawskiego metra zaczęła się w dwudziestoleciu międzywojennym

Ostatnia aktualizacja: 14.12.2019 05:45
69 lat temu, 14 grudnia 1950 roku prezydium komunistycznego rządu podjęło uchwałę o wybudowaniu w Warszawie do 1956 roku linii metra.
rozwiń zwiń