Historia

"Znachor". Barwny obraz przedwojennej prowincji

Ostatnia aktualizacja: 12.04.2022 05:40
40 lat temu, 12 kwietnia 1982 roku miała miejsce premiera, opartego na powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, filmu "Znachor" w reżyserii Jerzego Hoffmana. 
Jerzy Bińczycki wykreował niezapomnianą rolę ZnachoraDoktora Wilczura
Jerzy Bińczycki wykreował niezapomnianą rolę Znachora/Doktora WilczuraFoto: East News

Film Hoffmana był już druga próbą podejścia do powieści popularnego w dwudziestoleciu międzywojennym pisarza. W 1937 roku, od razu po ukazaniu się powieści "Znachor", być może najważniejszy polski reżyser przedwojenny - Michał Waszyński, nakręcił jej pierwszą wersje filmową. Książka Dołęgi – Mostowicza była dobrym materiałem na film ponieważ łączyła dwie rzeczy. Po pierwsze dzięki rozbudowanemu wątkowi romansowemu gwarantowała dużą widownię, z drugiej strony opowieść wybitnym chirurgu, który stracił pamięć i błąka się najmując się do drobnych prac po całym kraju jako bezdomny nędzarz, dawała możliwość ukazania w jednym filmie przekroju Polski od najwyższych do najniższych warstw społecznych, od stolicy aż po kresy wschodnie.


Posłuchaj
15:06 Prywatnie u Hoffmana.mp3 "Prywatnie u Jerzego Hoffmana". Audycja Anny Fuksiewicz. (PR, 30.10.1983)

 

Popis Jerzego Bińczyckiego

Hoffman, jako reżyser znany z zamiłowania do tworzenia kina epickiego uznał, że warto powrócić do książki po ponad 40 latach. Jego atutem, poza zdobytym na planie "Pana Wołodyjowskiego" i "Potopu" doświadczeniem, z całą pewnością był Jerzy Bińczycki, któremu Hoffman powierzył rolę doktora Wilczura. Jego kreacja jest najmocniejszym punktem filmu i udowadnia jak wielkim aktorem był Bińczycki.

Interesującą kreację stworzył także Bernard Ładysz, który wcielił się w postać Prokopa – gospodarza, który przyjmuje pod swój dach doktora Wilczura, który nie pamiętając swojej tożsamości, posługuje się imieniem i nazwiskiem zmarłego Antoniego Kosiby. Prokop, jako mieszkaniec wschodnich kresów przedwojennej Rzeczpospolitej posługuje się charakterystyczną, zaciągającą "z ruska" polszczyzną. Bernardowi Ładyszowi udaje się to świetnie.

Mocną, choć objętościowo bardzo małą rolę stworzył Piotr Fronczewski, jako uczeń doktora Wilczura. Mimo, że pojawia się tak naprawdę w pierwszej i ostatniej scenie filmu, pozostaje w pamięci. Dość dobrze poradzili sobie aktorzy młodego pokolenia – Anna Dymna w roli Marysi Wilczurówny, Tomasz Stockinger, jako hrabia Leszek Czyński czy Artur Barciś w roli Wasylki – syna Prokopa, choć zwłaszcza w scenach flirtu ma się poczucie pewnej sztuczności. Otwartym pozostaje pytanie czy jest to winą tylko aktorów i reżysera, czy też sceny te są problematyczne już w warstwie literackiej. Popularna proza Dołęgi-Mostowicza, może nie być materiałem, który łatwo poddaje się uwspółcześnieniu, koniecznemu przecież w sytuacji realizacji filmu w prawie pół wieku po opublikowaniu powieści.

Można powiedzieć, ze pozostali aktorzy grają w sposób, który można by żartobliwie nazwać bierno-agresywnym. W tym sensie, że albo się ich nie zapamiętuje, albo irytują nadużywaniem środków wyrazu. Drażni zarówno Bożena Dykiel w roli Soni, Maria Homerska jako hrabina Czyńska czy Piotr Grabowski w roli Zenka. A pozostali… ich właśnie się nie zapamiętuje.


Posłuchaj
15:34 Rafał Wilczur.mp3 "Rafał Wilczur". Audycja Małgorzaty Tułowieckiej z cyklu "Bohaterowie naszych lektur". (PR, 19.07.2002)

 

Epickie zapędy

Hoffman usilnie starał się z ostatecznie kameralnej historii uczynić film z epickim rozmachem. Na efekt ten pracuje podbijająca emocje muzyka Piotra Marczewskiego czy wizualna strona filmu, pytanie tylko czy czyni to umiejętnie. Pracę Marczewskiego należy ocenić pozytywnie, natomiast autor zdjęć Jerzy Gościk nie ma jednak tej sprawności i wyczucia wizualnego jak odpowiadający za stronę wizualna innych ważnych filmów Hoffmana Jerzy Lipman ("Pan Wołodyjowski") czy Jerzy Wójcik ("Potop").

Ujęcia w "Znachorze" są nie najlepiej zainscenizowane oraz grzeszą nadmiernym wykorzystywaniem transfokacji, czyli zmiennoogniskowych obiektywów, które umożliwiają zmianę planu w trakcie trwania jednego ujęcia. Środkiem tym filmowcy zachłysnęli się w latach 70-tych i 80-tych, jednak nieumiejętne stosowanie transfokacji tak naprawdę wprowadza chaos w wizualna warstwę filmu.

Tym, co się natomiast udało jest sugestywne ukazanie świata prowincji polskich kresów. Wszystkie sceny wiejskie, toczące się w młynie albo w chłopskiej chacie są bogate wizualnie i prawdziwe. Prawdopodobnie właśnie ów koloryt przedwojennej chłopskiej Polski, obok gry aktorskiej Jerzego Bińczyckiego, jest największym walorem filmu.

az

Czytaj także

Zawód: uzdrowiciel

Ostatnia aktualizacja: 20.04.2011 16:35
Twierdzą, że potrafią pomoc, gdy konwencjonalna medycyna jest bezradna. Lecz zdaniem lekarzy, to po prostu szarlatani.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Jerzy Hoffman: człowiek musi robić swoje i iść do przodu

Ostatnia aktualizacja: 06.04.2018 07:30
Po marcu 1968 r. z Polski wyjechało wielu zdolnych ludzi. Pomimo presji, Jerzy Hoffman postanowił pozostać w kraju. - Nikt z nas nie zakładał, że ten system może runąć – wspominał w Polskim Radiu 24 reżyser, dla którego wyjazd za granicę oznaczał rozłąkę z rodziną, przyjaciółmi i ojczyzną. W Trendach Kultury Joanna Sławińska przedstawiła jak antysemicka nagonkai będąca jej następstwem emigracja wpłynęła na polskie środowisko filmowe.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Serial "Noce i dnie". Bogumił i Barbara w odcinkach

Ostatnia aktualizacja: 26.02.2022 05:45
26 lutego 1978 roku miała miejsce premierowa emisja pierwszego odcinka serialu telewizyjnego "Noce i dnie" w reżyserii Jerzego Antczaka.
rozwiń zwiń
Czytaj także

"Pan Wołodyjowski" – ważny film w burzliwych czasach

Ostatnia aktualizacja: 28.03.2022 05:58
28 marca 1969 roku w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie miała miejsce uroczysta premiera filmu "Pan Wołodyjowski" w reżyserii Jerzego Hoffmana. Przy realizacji tak ważnego dla Polaków obrazu, realizatorzy natrafili na liczne trudności właściwe dla burzliwego roku 1968. 
rozwiń zwiń