Historia

50 lat od ostatniej płyty The Beatles. Na koniec powiedzieli "Let It Be"

Ostatnia aktualizacja: 08.05.2020 05:45
Pół wieku temu, 8 maja 1970 roku, ukazała się ostatnie studyjna płyta słynnej grupy The Beatles - "Let It Be". Był to ostatni studyjny album zespołu, ostatni z listy oficjalnych.
Okładka albumu Let it be, The Beatles  Na zdjęciu od góry po lewej John Lennon, Paul McCartney, George Harrison, Ringo Starr, 19 70.
Okładka albumu "Let it be", The Beatles Na zdjęciu od góry po lewej John Lennon, Paul McCartney, George Harrison, Ringo Starr, 19 70. Foto: Everett Collection / Everett Col/EAST NEWS

"Let It Be" - pol. "niech będzie" - zwrot ten to dokładnie powszechne "Amen" - to "amen" mówione na koniec wypowiedzi, na koniec modlitwy, na koniec opisu zdarzenia, czy w końcu jako potwierdzenie przyjęcia rozkazu.

Był to ostatni studyjny album zespołu, ostatni z listy oficjalnych. Na słynnej liście 500 najlepszych albumów wszech czasów czasopisma "The Rolling Stone", tej z grudnia 2003 roku, krążek Beatlesów znalazł się na 86. miejscu... tuż za "Born in the U.S.A." Bruce'a Springsteena i tuż przed "The Wall" Pink Floyd.

The Beatles zaczęli nagrywać tę płytę rok wcześniej, już w styczniu 1969. Wszyscy w grupie i wokół niej zdawali sobie sprawę, że zespół ulega rozpadowi, że każdy z wielkich muzyków za chwilę ruszy w swoją stronę. Za początek końca uważane są narastające niesnaski przy tworzeniu 9. albumu, zatytułowanego "The Beatles", nazywanego przez wszystkich "białym albumem", z racji koloru okładki, na której znalazła się jedynie nazwa grupy "The BEATLES", pisana niewielką czcionką i nieco poniżej środka, a w prawym dolnym rogu niepowtarzalny numer seryjny. Całość zaprojektował znany artysta pop-artu Richard Hamilton i jak sam twierdził, ten numer seryjny "miał spowodować ironiczną sytuację ponumerowanego wydania czegoś w liczbie pięciu milionów kopii". Ten z numerem "0000001" stał się własnością Ringo Starra.

Album ten był w wersji dwupłytowej i wśród utworów można zauważyć wyraźne podziały twórcze, kompozytorskie. Przez wielu krytyków określany był "zlepkiem" osobistych utworów i frustracji poszczególnych członków grupy.

Następnym albumem, dziesiątym, była "Yellow Submarine" ("Żółta łódź podwodna"), stworzona na potrzeby animowanego filmu o tym samym tytule. Jedenastym albumem miał być "Get Back", co tłumaczone było jako cofanie się, odzyskiwanie czegoś, co było wcześniej lub jako powrót – powrót do domu, do korzeni, do początków zespołu. Kłótniom jednak nie było końca. Nie mogli zdecydować się na kolejność utworów, na ich wybór i na wykonanie. Podczas nagrań, w styczniu 1969 roku, wszystko zwiastowało koniec współpracy. Nagrania pozostawiono w wersjach dość nieuporządkowanych i odłożono na lepsze czasy.

Wszyscy jednak oczekiwali, że kłótnie skończą się i zespół wróci do dawnej świetności, tej wspólnej, tej, której byli "marką". Podjęli próbę nagrania wspólnego albumu, jedenastego w kolejności. Po różnych perturbacjach album powstał i ostatecznie otrzymał nazwę "Abbey Road", nazwę ulicy, przy której znajdowały się studia nagraniowe.

Okładka tej płyty – Beatlesi kolejno idą po pasach – stała się przyczynkiem do różnych profetycznych tłumaczeń. Dostrzegano, że Paul McCartney, trzeci w kolejności, idzie innym krokiem niż pozostali koledzy z zespołu i jako jedyny idzie na bosaka – pozostali idą w butach. Ważna dla "domorosłych proroków" była także tablica rejestracyjna Volkswagena "Garbusa" - "281F", oznaczała ona "28 IF" - czyli według nich: "28 lat, gdyby żył". McCartney też jako jedyny z Beatlesów trzymał zapalonego papierosa... Jednym słowem – "spalił się". Obwieszczono wszem i wobec, że "Paul McCartney nie żyje!", bo "wszystko" na to wskazywało.

Prawda była jednak inna – w chwili wydania albumu McCartney miał 27 lat, a zdjęcie zrobiono w przypadkowym tle – tablica rejestracyjna nie miała innego znaczenia poza tym, które nadawał je rejestr samochodów.

Utwory na płycie miały być inaczej podzielone – na jednej stronie te autorstwa Lennona, a na drugiej McCartneya, niezależnie od strony... tak, tak, winyle miały dwie strony i można było dokonać wyraźnego podziału – tego podziału zespołu, który był widoczny gołym okiem już prawie od roku. Jednak pomysł Lennona został wspólnie zmieniony na samodzielne utwory pierwszej strony, na drugiej zaś umieszczając słynny "medley" - składanka kilku utworów traktowana często jako jeden utwór. Tu taką składanką były utwory od 3. do 7. - cała płyta natomiast kończy się dość znaczącymi tytułami "The End" i "Her Majesty".

Tak, to był koniec wspólnych nagrań i wspólnego zespołu. "Let It Be" było jedynie powrotem do wcześniejszych nagrań i ułożenie ich na nowo, w trochę innym wyborze i innej kolejności. Nie było już "Powrotu" ("Get back").

Na okładce każdy z Beatlesów miał swój portret i każdy oddzielnie, obok siebie, ale z różnymi wyrazami twarzy. Lennon śpiewał już dla siebie zapatrzony w przyszłość, McCartney też, choć w przeciwieństwie do Lennona patrzył nam prosto w twarz, Ringo Starr zamyślony, jakby smutny i obawiający się artystycznego "niebytu", jedynie George Harrison uśmiechnięty, a wyraz twarzy zdawał się mówić o radości z odzyskanej wolności. Wspaniali muzycy przez tych kilka wspólnych lat stali się zakładnikami własnej wielkości, własnej muzyki i własnych fanów liczonych w setkach milionów.

Co ciekawe, już podczas nagrywania tej płyty każdy z muzyków miał materiał na własny krążek. Każdy był wybitnym artystą i każdy szukał czegoś więcej i jak to zazwyczaj bywa – każdy chciał zarabiać już tylko własne pieniądze i pracować na własny artystyczny rachunek.

Tym dwunastym krążkiem The Beatles powiedziało sobie i światu sakramentalne "Amen" - "Let It Be' - niech tak będzie... i stało się – Beatlesi przestali istnieć jako zespół – teraz każdy był już "sobie samemu" - nawiązując do ostatnich słów "Get Back", ostatniego utworu płyty:"I'd like to say thank you on behalf of the group and ourselves And I hope we passed the audition".

PP

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

15 lat temu w Los Angeles zmarł George Harrison, słynny gitarzysta The Beatles

Ostatnia aktualizacja: 29.11.2016 10:30
George Harrison, brytyjski wokalista, gitarzysta, kompozytor, aktor i producent, urodzony w 1943 roku debiutował w rodzinnym Liverpoolu. Był jednym z członków i współzałożycieli słynnego brytyjskiego zespołu rockowego The Beatles. Po jego rozpadzie rozpoczął samodzielną karierę kompozytorską i solową.
rozwiń zwiń

Czytaj także

John Lennon. Koty, piosenki i pokój na świecie

Ostatnia aktualizacja: 09.10.2019 07:00
9 października mija 79 lat od narodzin brytyjskiego kompozytora, piosenkarza i autora tekstów, człowieka, bez którego nie byłoby legendarnego zespołu The Beatles.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Zabójstwo Johna Lennona zmroziło cały świat

Ostatnia aktualizacja: 08.12.2019 06:05
39 lat temu, 8 grudnia 1980 roku dwudziestopięcioletni szaleniec zastrzelił Johna Lennona, w bramie jego domu na Manhattanie w Nowym Jorku.
rozwiń zwiń

Czytaj także

The Beatles - zespół, który zrewolucjonizował muzykę

Ostatnia aktualizacja: 10.04.2020 05:45
W ciągu zaledwie ośmiu lat ustanowili rekordy popularności i sprzedali setki milionów płyt. Wspaniała czwórka z Liverpoolu stała się ikoną popkultury i ukształtowała brzmienie współczesnej muzyki. 50 lat temu, 10 kwietnia 1970 roku Paul McCartney ogłosił zakończenie działalności zespołu The Beatles. 
rozwiń zwiń