Historia

Akcja "Pol" - Armia Krajowa na tropie oprawców

Ostatnia aktualizacja: 15.06.2021 06:00
Armia Krajowa odpowiadała na terror stosowany przez niemieckiego okupanta odwetowymi zamachami. W połowie czerwca 1944 roku Kedyw ścigał w Warszawie oficerów Gestapo, a wśród ofiar znalazł się komendant więzienia na Pawiaku.
Graffiti wykonane przez harcerzy z Organizacji Małego Sabotażu Wawer, czerwiec 1943
Graffiti wykonane przez harcerzy z Organizacji Małego Sabotażu "Wawer", czerwiec 1943Foto: Wikimedia Commons/Domena Publiczna

Strzały na Żoliborzu

Po południu 15 czerwca 1944 roku czteroosobowy patrol Armii Krajowej w samochodzie przy ulicy Krasińskiego na Żoliborzu dostrzegł auto, którym poruszali się funkcjonariusze Gestapo.

Natychmiast ruszyli za nim w pościg i obrzucili go granatami, które jednak minęły cel i nie wyrządziły większych szkód. Wskutek tego wywiązała się wymiana ognia. Huk strzałów przyciągnął samochód ciężarowy wypełniony żołnierzami Wehrmachtu. Polacy poczęstowali ich granatami i kontynuowali ostrzał.

Po wymianie ognia żołnierzom AK udało się opuścić miejsce walki. Po stronie niemieckiej poległo dwóch oficerów Gestapo, a jeden odniósł rany. Wśród zabitych znalazł się Herbert Junk, który przez rok, od marca 1942 roku, był komendantem owianego złą sławą więzienia na Pawiaku. Zginął także jeden z Polaków – Stefan Płotka, a ranny został kierowca samochodu patrolu AK.

Następnego dnia Niemcy w odwecie za akcję Armii Krajowej rozstrzelali 75 więźniów z Pawiaka.

Akcja "Pol"

Akcja przeprowadzona przez żołnierzy Armii Krajowej była częścią szeroko zakrojonej operacji zamachów na przedstawicieli władzy okupanta w Warszawie.

W połowie czerwca 1944 roku na niemieckich funkcjonariuszy ponownie padł blady strach. Wywiad Armii Krajowej ustalił, że niemieckie samochody, których rejestracja zaczyna się od frazy "Ost 47" należą do pracowników Gestapo.

Do akcji zostały wyznaczone patrole Kedywu Armii Krajowej w Warszawie, które miały za zadanie atakowanie napotkanych samochodów. Operacja AK została nazwana kryptonimem "Pol". Patrole Armii Krajowej wyruszały na poszukiwania pieszo lub w samochodach. Wszystkie oddziały Armii Krajowe skierowane do akcji były dobrze wyposażone w broń palną i granaty.

– Niemcy bali się szczególnie akcji, które uderzały bezpośrednio w nich, czyli akcji likwidacyjnych. Zginęło w nich sporo funkcjonariuszy służb okupanta. Strach po śmierci kolegi wzrastał, tym bardziej, że Armia Krajowa czasami wysyłała fałszywe zawiadomienia do volksdeutschów czy funkcjonariuszy, że wyrok został wydany, nawet gdy w rzeczywistości tak nie było – mówił Wojciech Koenigsberg, autor książki "AK75. Brawurowe akcje Armii Krajowej" w audycji Marka Stremeckiego z cyklu "Historie jak z książki".


Posłuchaj
32:27 2017_11_20 23_08_37_PR3_Historie_jak_z_ksiazki.mp3 – Niemcy bali się szczególnie akcji likwidacyjnych, które uderzały bezpośrednio w nich – mówił Wojciech Koenigsberg, autor książki "AK75. Brawurowe akcje Armii Krajowej" w audycji Marka Stremeckiego z cyklu "Historie jak z książki". (PR, 20.11.2017)

 

sa