Historia

Wilhelm Brasse – fotograf z Auschwitz

Ostatnia aktualizacja: 23.10.2020 06:00
Przez niemal pięć lat pobytu w obozie koncentracyjnym Auschwitz musiał fotografować innych więźniów, w tym na zlecenie doktora Mengele. Wstrząsająca historia Wilhelma Brassego zainspirowała hollywoodzkich filmowców, którzy obecnie przygotowują o nim film fabularny.
Wilhelm Brasse na premierze filmu dokumentalnego Portrecista w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego,  Hamburg 10 października 2006
Wilhelm Brasse na premierze filmu dokumentalnego "Portrecista" w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego, Hamburg 10 października 2006Foto: PAP/DPA/Wolfgang Langenstrassen

8 lat temu zmarł Wilhelm Brasse. Człowiek, który przez kilka lat był fotografem w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Na zlecenie SS prowadził dokumentację fotograficzną i wykonał pięćdziesiąt tysięcy fotografii. Po rozpoczęciu ewakuacji obozu udało mu się uratować kilkadziesiąt tysięcy z nich, które posłużyły jako świadectwo zbrodni przeciwko ludzkości.

W 2006 roku ukazał się film dokumentalny o historii Wilhelma Brassego - "Portrecista" w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego. Obecnie na jego podstawie powstaje hollywoodzki film fabularny w reżyserii Roberta Stromberga, dwukrotnego laureata Oscara.

Posłuchaj
29:43 Wilhelm Brasse film PR2.mp3 - To jedna z najbardziej niezwykłych historii, jakie wydarzyły się w KL Auschwitz. Robert Stromberg zapytał przewodnika, jaka historia najbardziej nadaje się na film i jako pierwsza padała sugestia Wilhelma Brasse - mówił reżyser i scenarzysta Ireneusz Dobrowolski w audycji Jakuba Kukli z cyklu "Wybieram Dwójkę". (PR, 11.08.2020) 

Odmówił podpisania volkslisty

Jak wspominał w reportażu Polskiego Radia z 2010 roku, jego szczęśliwe lata młodości trwały do 1939 roku. Wychowywał się w Żywcu, w którym urodził się 3 grudnia 1917 roku. Od 1935 roku pracował w Katowicach w atelier fotograficznym przy znakomitym adresie na ulicy 3 Maja, najbardziej reprezentacyjnej w mieście. Wykonywał zdjęcia portretowe, ślubne oraz legitymacyjne.

Wszystko skończyło się wraz z niemiecką inwazją we wrześniu 1939 roku. Na początku okupacji dostał propozycję podpisania volkslisty. Miał korzenie niemieckie, jego dziadek przyjechał do Polski z Alzacji. Wilhelm Brasse zadeklarował się jednak jako Polak. Wkrótce, w końcu marca 1940 roku, postanowił uciec z okupowanych ziem i przedostać się do Francji, w której powstawały Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie.

Wspólnie z czwórką znajomych próbował przekroczyć granicę w Bieszczadach. Zostali złapani przez ukraińskie formacje policyjne i odstawieni do więzienia w Sanoku.

– Tam siedziałem cztery miesiące i zostałem przewieziony z dużym transportem do Tarnowa. 31 sierpnia 1940 roku w Tarnowie został przygotowany duży transport, nie wiadomo było dokąd. Króciutko przed odjazdem tego pociągu, oficer niemiecki wywołał mnie oraz jeszcze jednego więźnia i przedłożył nam propozycję. Jeśli podpiszemy zgodę na pójście do Wehrmachtu, to od razu zostaniemy zwolnieni. Ja tego nie podpisałem, ani ten drugi, on nazywał się Adler – wspominał Wilhelm Brasse w reportażu Grażyny Wielowieyskiej.

Posłuchaj
20:50 reportaż twarze.mp3 "Twarze" - reportaż Grażyny Wielowieyskiej o historii Wilhelma Brasse. (PR, 26.01.2010)

Po odmowie wstąpienia do niemieckiej armii Wilhelm Brasse wraz z resztą transportu został wysłany do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Otrzymał numer 3444. Rozpoczął się dla niego niemal pięcioletni koszmar.

Fotograf z Auschwitz

Brasse początkowo został skierowany do pracy w komandzie, które transportowało zwłoki do krematorium. Uciekł z niego do zespołu, który przygotowywał grunt pod fundamenty.

– Jako kapo w tym komandzie był Niemiec, który nie krzyczał przy pracy, nie bił. Gdzieś po dwóch dniach zapytał się, kto mówi po niemiecku, więc się zgłosiłem i zostałem tłumaczem – mówił Wilhelm Brasse w reportażu Polskiego Radia z 2010 roku.

Na początku 1941 roku załoga obozu, która dowiedziała się o umiejętnościach Wilhelma, zatrudniła go jako fotografa. Jego głównym zajęciem było wykonywanie zdjęć nowych więźniów do kartoteki obozowej.

– To były zdjęcia policyjne w trzech pozach. Jedno zdjęcie w czapce, drugie bez czapki en face i trzecie z profilu. Dzień w dzień robiłem te zdjęcia, od stu do stu pięćdziesięciu więźniów – opowiadał Wilhelm Brasse.

Jedno z najbardziej znanych zdjęć Wilhelma Brasse - fotografie identyfikacyjne czternastoletniej Czesławy Kwoki. Fot: Wikimedia Commons/dp Jedno z najbardziej znanych zdjęć Wilhelma Brasse - fotografie identyfikacyjne czternastoletniej Czesławy Kwoki. Fot: Wikimedia Commons/dp

Żyjąc w nieustannym towarzystwie śmierci, można było przywyknąć do okropieństw spotykanych w obozie Auschwitz. Zdarzały się jednak sytuacje, które go przygniatały.

– To był rok 1941, wiosna. Przykro wspomnieć. Przyprowadzeni zostali z karnej kompanii więźniowie do zdjęć i między innymi zauważyłem moich znajomych Żydów z Żywca. Przyprowadził ich oprawca, niestety Polak. Wacław Rudzki się nazywał. Ja się do niego zwróciłem, żeby ich zamordował tak, żeby długo nie cierpieli – wspominał z bólem w reportażu Grażyny Wielowieyskiej.

Wilhelm Brasse wykonywał także innego rodzaju fotografie. Raz zdarzyło mu się przeprowadzić sesję ślubną. Był to jedyny przypadek zawarcia małżeństwa w obozie koncentracyjnym w trakcie II wojny światowej. Często wykonywał także fotografie na prośbę załogi obozu.

– To była moja praca. Za dnia robiłem zdjęcia policyjne, a wieczorem po apelu esesmani przychodzili i robiłem im zdjęcia pocztówkowe, portretowe – mówił Brasse. – Jak się podobały, to dostawałem chleb albo gruby plaster kiełbasy, kawałek sera. Wtedy byłem w stanie pomagać. Po apelu czekali na korytarzu koledzy z Żywca.

Zdjęcia dla doktora Mengele

Jednym z najbardziej dramatycznych doświadczeń Wilhelma Brassego była praca dla Josefa Mengele, niesławnego "anioła śmierci" z Auschwitz. Współpraca rozpoczęła się na początku 1943 roku.

– Robiłem zdjęcia dla jednego z esesmanów Nie wiedziałem nawet, kto to jest. On ze mną rozmawiał, jak nie z więźniem, tylko jak z człowiekiem. Przez pan do mnie mówił. Wezwał mnie do mojego szefa i zapowiedział, że przyśle z Birkenau grupę młodych Żydówek do specjalnych zdjęć. Dopiero od pielęgniarek się dowiedziałem, że to jest doktor Mengele, który robi eksperymenty rasowe – powiedział w reportażu "Twarze".

Wilhelm Brasse musiał fotografować nagie dziewczęta w podobnych pozach jak do zdjęć policyjnych. Specjalnie dla nich ustawił płachtę z tłem, za którym mogły się rozebrać i wyjść jedynie na wykonanie zdjęcia. Cierpiał z powodu naruszania ich intymności. Następnym zleceniem od doktora Mengele było fotografowanie więźniów z obozu cygańskiego dotkniętych tzw. rakiem wodnym.

Zobacz serwis specjalnych portalu PolskieRadio24.pl przygotowany z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz:src="//static.prsa.pl/3f5bf262-aed5-4ca5-88bc-b84ae6064666.file"

Pod koniec 1943 roku Mengele został przeniesiony, a Wilhelm Brasse dostał polecenie od swoich przełożonych, aby przestał robić zdjęcia Żydom. Stwierdzili, że szkoda na nich materiału fotograficznego.

Świat w obiektywie już nigdy nie był taki sam

Koszmar pracy w Auschwitz zakończył się dla Wilhelma Brasse wraz z początkiem 1945 roku. 15 stycznia fotograf dostał od swojego zwierzchnika rozkaz zniszczenia całej dokumentacji. Pod jego okiem rozpoczął palenie zgromadzonych negatywów. Były jednak wykonane z niepalnego celuloidu i zdążyły się jedynie nadtopić. Kiedy został sam natychmiast przerwał niszczenie.

– W tym momencie przyszło mi do głowy, że przecież to są ważne dla przyszłości dokumenty. Wyjąłem z pieca już nadtopione emulsje, polałem wodą i zabezpieczyłem je z kolegą – wspominał Wilhelm Brasse.

Wspólnie schowali je w bezpiecznym miejscu w pracowni fotograficznej. Wilhelm Brasse po wyzwoleniu Auschwitz powrócił do Żywca, w rodzinne strony. Chciał kontynuować pracę w swoich ukochanym zawodzie fotografa. Niestety, nie pozwoliła na to trauma doświadczeń z obozu koncentracyjnego.

– Jak robiłem zdjęcie jakiejś młodej dziewczynie, to czasem tak jak żywą widziałem przed oczami. Za tą dziewczyną stała nago Żydówka młoda. Tak jak żywą widziałem, przerażone, przestraszone – wspominał Wilhelm Brasse w reportażu Polskiego Radia z 2010 roku. – Po przeszło roku poszedłem z tym do lekarza psychiatry. Poradził mi całkowicie zerwać z zawodem.

Pomimo trudnych doświadczeń Wilhelmowi Brasse udało się odnaleźć szczęście. Ożenił się i pracował jako drobny rzemieślnik. Wciąż jednak tkwiła w nim zadra. Po zakończeniu wojny przez dwadzieścia lat nie odezwał się słowem po niemiecku, tak często niegdyś używanym języku. Przełamał się dopiero, gdy w trakcie jednej z licznych wycieczek odbywanych wraz z żoną odpowiedział na pytanie niemieckiego turysty.

sa

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Pierwsze ofiary piekła KL Auschwitz

Ostatnia aktualizacja: 14.06.2019 08:04
14 czerwca 1940 przybył do Auschwitz pierwszy masowy transport polskich więźniów politycznych, liczący 728 więźniów z więzienia w Tarnowie.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Józef Garliński - numer 121421

Ostatnia aktualizacja: 29.11.2020 05:53
- W Nowym Jorku, kiedy zobaczono numer obozowy na moim ramieniu, uznano mnie za Żyda. Gdy powiedziałem, że byłem Polakiem więzionym w Auschwitz - nie dawano mi wiary.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Stanisław Ryniak. Pierwszy polski więzień Auschwitz

Ostatnia aktualizacja: 14.06.2020 06:00
Niezwykłe zrządzenie losu spowodowało, że pierwszy więzień Auschwiitz przeżył cztery lata w miejscu, które stało się cmentarzyskiem milionów. W Narodowym Dniu Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady przypominamy świadectwo, którym Stanisław Ryniak zdążył podzielić się na antenie Polskiego Radia. 
rozwiń zwiń