Historia

Katastrofa promu Jan Heweliusz. Śmierć w lodowatych falach Bałtyku

Ostatnia aktualizacja: 14.01.2022 05:40
14 stycznia 1993 roku u wybrzeży niemieckiej wyspy Rugia zatonął statek MF Jan Heweliusz. Ze znajdujących się na pokładzie 64 obywateli Polski, Austrii, Węgier, Szwecji, Czech i Norwegii zginęło 55 osób, w tym dwoje dzieci. Szesnastu ciał nigdy nie odnaleziono. To jedna z największych tragedii w dziejach polskiej żeglugi handlowej.
Odsłonięty w 2013 roku - w 20. rocznicę tragedii - pomnik ofiar katastrofy MF Jan Heweliusz oraz pochodząca sprzed 1993 roku fotografia statku podczas przechylenia w porcie
Odsłonięty w 2013 roku - w 20. rocznicę tragedii - pomnik ofiar katastrofy MF Jan Heweliusz oraz pochodząca sprzed 1993 roku fotografia statku podczas przechylenia w porcieFoto: PAP/Marcin Bielecki

MF Jan Heweliusz wypłynął w rejs ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad w nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku. Panowały wówczas ekstremalne warunki atmosferyczne - sztorm o sile 12 stopni w skali Beauforta miał moc huraganu, wiatr osiągał w porywach prędkość 160 km/h, a wysokość fal sięgała pięciu metrów.

- O godzinie 4.35 kapitan powiadomił nas, że statek ma 30 stopni przechyłu i nastąpił raptowny podmuch wiatru, 10 minut później statek miał już 70 procent przechyłu. Ogłoszono alarm szalupowy i załoga opuściła statek - relacjonował bezpośrednio po katastrofie kapitan Arkadiusz Janusz, główny nawigator spółki Euroafrica, armatora promu.

- Około 5.00 odebraliśmy sygnały alarmowe. Pierwsza jednostka ruszyła na ratunek o 5.15. - informował kierownik niemieckiego centrum ratownictwa morskiego doktor Berent Anders. Udało się uratować 9 osób, później nie odnaleziono już nikogo żywego. Zginęło 55 osób: 35 pasażerów i 20 członków załogi. Odnaleziono 39 ciał.


Posłuchaj
10:50 katastrofa promu jan heweliusz___21639_tr_4-4_980ce65a[00].mp3 - Wiatr się zrobił sztormowy, był kłopot z manewrowaniem. Przechył promu o 70 stopni zmusił załogę do ewakuacji – mówił kpt. Antoni Janusz. - Na ratunek ruszyły jednostki morski z Estonii i nasze, także helikoptery z Niemiec. Na razie nie wiadomo, ile osób zostało uratowanych. (PR, 14.01.1993)

 

"W Polsce nie było uczciwego procesu"

Izby Morskie: szczecińska, gdyńska i odwoławcza w Gdyni przez sześć lat zajmowały się badaniem przyczyn wypadku. Ostatecznie Odwoławcza Izba Morska w Gdańsku uznała, że prom nie nadawał się do żeglugi, a odpowiedzialnym za to był jego szczeciński armator, spółka Euroafrica i właściciel statku, który dopuścił go do eksploatacji wiedząc o jego wadach konstrukcyjnych. Współwinnym tragedii uznano także Polski Rejestr Statków i Urząd Morski w Szczecinie oraz zmarłego w katastrofie dowódcę jednostki, który zdecydował się wyjść w morze mimo ekstremalnych warunków pogodowych.

Wdowy po marynarzach zaskarżyły orzeczenie Izby do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, ten zaś w 2005 roku przyznał odszkodowania po 4600 euro za straty moralne jedenaściorgu krewnym i członkom rodzin ofiar katastrofy. Według Trybunału, Izby Morskie w Szczecinie i Gdyni nie rozpatrzyły sprawy zatonięcia promu w sposób bezstronny. Zdaniem Trybunału pogwałcona została jedna z zasad Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (ten sam sędzia prowadził postępowanie śledcze, a następnie orzekał jako przewodniczący składu).

Wrak MF Jan Heweliusz leży na dnie Bałtyku na głębokości 27 metrów. Mimo sprzeciwu rodzin ofiar katastrofy, do wnętrza wraku są organizowane podwodne wyprawy. W 2008 roku podczas eksploracji Heweliusza zginął polski nurek.


Posłuchaj
01:53 7 dni w k1_ tragedia heweliusza - zatonięcie polskiego promu___pr i 30898_tr_0-0_980d341c[00].mp3 - Wśród pasażerów większość to byli kierowcy, którzy siedzieli lub spali w kabinach swoich samochodów. Nie mieli doświadczenia w takich sytuacjach - mówił jeden z dziewięciu uratowanych marynarzy. (PR, styczeń 1993)

 

"Tym, którzy nie powrócili z morza"

13 stycznia 2013 roku, w przededniu 20. rocznicy zatonięcia promu "Jan Heweliusz", odsłonięto w Szczecinie na Cmentarzu Centralnym pomnik upamiętniający ofiary katastrofy. Stanął na obok monumentu dedykowanego "Tym, którzy nie powrócili z morza".

Pomnik przedstawia podwójny poler, element na statku, który służy do obkładania lin cumowniczych lub holu, wyłaniający się z kamiennego postumentu. Przypomina on rzymską "XX", nawiązania do 20. rocznicy katastrofy, a także połączone ze sobą krzyże. Autorami projektu są Sebastian Piechocki i Marcin Wawrzaszek.

Złożone 14 stycznia 2021 roku kwiaty i znicze na szczecińskim pomniku ofiar katastrofy promu Jan Heweliusz Złożone 14 stycznia 2021 roku kwiaty i znicze na szczecińskim pomniku ofiar katastrofy promu Jan Heweliusz

W uroczystościach na cmentarzu wzięły udział m.in. rodziny i bliscy ofiar katastrofy, rozpoczął je "Apel pamięci". Ceremonia odprawiona została przy udziale Kompanii Honorowej Akademii Morskiej w Szczecinie, z towarzyszeniem pocztów sztandarowych Euroafrica Linie Żeglugowe, Polskiej Żeglugi Morskiej, Stowarzyszenia Starszych Mechaników Morskich, Akademii Morskiej.
Po południu w szczecińskiej katedrze odprawiona zostałą msza w intencji ofiar katastrofy, a po niej odbył się koncert z udziałem Grzegorza Turnaua.

14 stycznia 2013 roku w Świnoujściu sygnałem "Słuchajcie wszyscy" rozpoczęły się uroczystości odsłonięcia tablicy upamiętniającej 20. rocznicę zatonięcia promu. Punktualnie w południe rozległy się dźwięki kurantów oraz syren okrętów i statków. Przy tablicy asystę honorową wystawili marynarze 8. Flotylli Obrony Wybrzeża, harcerze i uczniowie Zespołu Szkół Morskich. 

Tradycyjnie w rocznicę katastrofy w miejscu zatonięcia "Heweliusza" na statkach wyją syreny, a z polskich promów zrzucane są wiązanki i wieńce.

PAP/mc

Czytaj także

Katastrofa "Kurska". Zginęli nie doczekawszy pomocy

Ostatnia aktualizacja: 12.08.2021 05:40
– Jest zbyt ciemno, ale spróbuję pisać po omacku. Chyba nie ma szans, 10-20 procent. Mamy nadzieję, że ktoś to jednak przeczyta – napisał na skrawku papieru jeden z dowódców rosyjskiego okrętu "Kursk" kapitan Dmitrij Kolesnikow.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Titanic - katastrofa, która stała się legendą

Ostatnia aktualizacja: 14.04.2021 05:57
Na pokładzie, nazwanego niezatapialnym, statku było około 2200 osób - pasażerów i załogi. Zginęło 1500 osób i choć nie była to największa katastrofa na morzu, media wykreowały ją na najbardziej znaną. Ostatnio ujawnione fakty rzucają nowe światło na tragedię statku.
rozwiń zwiń

Czytaj także

27. rocznica katastrofy promu "Estonia" na Morzu Bałtyckim

Ostatnia aktualizacja: 28.09.2021 05:30
28 września 1994 roku na Bałtyku zatonął prom pasażerski MF Estonia. Zginęły 852 osoby. Według świadków tragedii prom pod powierzchnią wody znalazł się po 5 minutach.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Katastrofa, która w PRL zdarzyć się nie mogła

Ostatnia aktualizacja: 22.07.2021 05:55
22 lipca 1977 roku na stacji kolejowej w Zabrzu doszło do zderzenia pociągów. Władze nie ujawniły tego faktu przed społeczeństwem, a śledztwo nadzorowała miejscowa Służba Bezpieczeństwa. Polskie Radio dotarło do nieznanych dokumentów dotyczących tragicznych wydarzeń sprzed lat. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Największa katastrofa morska w dziejach. Posłuchaj świadków tragedii "Wilhelma Gustloffa"

Ostatnia aktualizacja: 30.01.2021 06:00
Po tym, jak sowieckie torpedy uderzyły w statek wypełniony niemieckimi uciekinierami, w odmętach Bałtyku zginęło prawdopodobnie od 6 do 9 tys. ludzi. Większość z nich zmarła z wychłodzenia. 75 lat temu, 30 stycznia 1945, zatonął "Wilhelm Gustloff".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Największa katastrofa kolejowa w PRL. 41 lat temu pod Otłoczynem zginęło 67 osób

Ostatnia aktualizacja: 19.08.2021 05:50
Huk i zgrzyt ponad sześciuset ton prasowanej stali musiał być przerażający, gdy 19 sierpnia 1980 roku o godzinie 4.30 dwa rozpędzone składy pociągów zderzyły się ze sobą z ogromnym impetem.  
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Estonia" zatonęła w 1994 roku, ale wrak wciąż kryje tajemnice

Ostatnia aktualizacja: 13.07.2021 05:30
- Eksperci badający wrak promu "Estonia", który zatonął na Morzu Bałtyckim w 1994 roku, odkryli w jego kadłubie dwa nieznane wcześniej pęknięcia o długości 10-15 metrów - powiedział Jonas Baeckstrand ze Szwedzkiej Komisji ds. Badania Wypadków (SHK).
rozwiń zwiń