Historia

Putin mówi o "denazyfikacji i demilitaryzacji". Historyk: to bezczelna bzdura

Ostatnia aktualizacja: 24.02.2022 11:48
W czwartek rano Władimir Putin wydał rozkaz przeprowadzenia specjalnej operacji wojskowej w Donbasie, której celem jest "demilitaryzacja i denazyfikacja Ukrainy". Tym samym prezydent Rosji wszczął wojnę usprawiedliwiając ją wyssanym z palca pretekstem.
Władimir Putin ogłasza inwazję na Ukrainę.
Władimir Putin ogłasza inwazję na Ukrainę. Foto: PAP/SERGEI ILNITSKY

- Podjąłem decyzję o przeprowadzeniu specjalnej operacji wojskowej. Jej celem jest obrona ludzi, którzy w ciągu ośmiu lat byli ofiarą prześladowań, ludobójstwa ze strony reżimu kijowskiego. W tym celu będziemy dążyć do demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy – oznajmił Putin.

W czwartek rano wojska rosyjskie przekroczyły granicę Ukrainy z trzech stron.

Czym jest denazyfikacja? Do jakiego wydarzenia w historii odwołuje się Putin?

Denazyfikacja i demilitaryzacja to pojęcia, które niosą za sobą historyczne konotacje. Użycie przez prezydenta Rosji tej zbitki wskazuje, że Putin odnosi się do sytuacji zaistniałej po II wojnie światowej. Demilitaryzacja i denazyfikacja były częścią tzw. Zasady 4D zastosowanej po II wojnie światowej wobec pokonanych Niemiec. W tym kontekście denazyfikacja polegała na uznaniu ideologii nazistowskiej za nielegalną i usunięciu z przestrzeni publicznej wszelkich jej symboli. Na jej podstawie prowadzono lustrację urzędników pod kątem działalności na rzecz zbrodniczego reżimu. Elementem denazyfikacji była również szeroko prowadzona akcja pokazująca społeczeństwu niemieckiemu bezmiar zbrodni hitlerowskich.

Demilitaryzacja – w kontekście zakończenia II wojny światowej – oznaczała rozbrojenie Niemiec i wykorzenienie ducha pruskiego militaryzmu, który postrzegano jako przyczynę wybuchu dwóch światowych konfliktów.

Pozostałe elementy Zasady 4D to dekartelizacja, polegająca na rozbiciu wielkich karteli przemysłowych, które stanowiły bazę militarnej potęgi III Rzeszy, oraz demokratyzacja, której zadaniem było przywrócenie ładu demokratycznego poprzez przywrócenie legalności partii politycznych i organizację wyborów w strefach okupacyjnych.

Wojna na Ukrainie. Ekspert ocenia: argumentacja o denazyfikacji i demilitaryzacji Ukrainy jest absurdalna

O komentarz na temat retoryki stosowanej przez Władimira Putina poprosiliśmy prof. Hieronima Gralę, historyka i wieloletniego dyplomatę w Rosji, pracownika Wydziału "Artes Liberales" Uniwersytetu Warszawskiego:

***

Wcześniej retoryki podobnej do tej, która wybrzmiała z ust Władimira Putina, użył przedstawiciel Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, który powiedział, że "ludność rosyjskojęzyczna zamieszkująca wschód nie chce żyć pod rządami tej samej grupy, która współpracowała z nazistami i była odpowiedzialna za masowe mordy podczas II wojny światowej". Jak ocenia Pan retorykę stosowaną przez Kreml? 

Przede wszystkim pierwsze uzasadnienia wkroczenia wojsk rosyjskich dotyczyły do obszarów objętych ATO (ukraińskiej operacji antyterrorystycznej wymierzonej przeciwko separatystom), czyli na pogranicze doniecko-ługańskie. Jak się okazuje, leży tam Odessa, która w tej chwili jest ostrzeliwana z morza, leży pogranicze z Białorusią, leży wreszcie Łuck, czy Lwów, gdzie eksplodują już pierwsze rosyjskie ładunki. Zasięg geograficzny inwazji nie ma nic wspólnego z wirtualną rzeczywistością kreowaną w propagandzie Putina. Bezpośrednio związana jest z tym sprawa odwołania się do "denazyfikacji". Pomijając absurdalność tych argumentów w odniesieniu do współczesności, to nie znajduje ona potwierdzenia również w historii: na głównym kierunku uderzenia znalazły się te obszary, które nigdy nie miały nic wspólnego z tym, z czym rzekomo Putin i Rosja walczą, czyli banderyzmem. Wpływ Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii i myśli Stepana Bandery na Charkowszczyźnie czy Czernichowszczyźnie? Co ma z tym wspólnego Żytomierz? Nie mówiąc już o Kijowie. Rosyjska inwazja zmierza w kierunku centrum kraju, a nie ku zachodniej Ukrainie, która – wedle rosyjskiej propagandy – jest barłogiem banderyzmu.

Historia po raz kolejny została wypaczona przez Kreml?

Atak obnaża propagandowy i ahistoryczny charakter tej argumentacji. To kremlowscy propagandziści zrodzili taką hybrydę jak pojęcie żydo-banderyzmu, popularny w rosyjskich sieciach społecznościowych, że obecna sytuacja jest efektem spisku ukraińskich faszystów i żydowskich bankierów ze Stanów Zjednoczonych. Bardzo przepraszam, ale jak mawiał Don Vito Corleone w "Ojcu chrzestnym": "Nie obrażaj mojej inteligencji".

Dziejowy paradoks argumentacji Putina polega na tym, że wszczynając wojnę na Ukrainie w imię "ochrony" rosyjskojęzycznej ludności w separatystycznych "republikach" posługuje się on tą samą retoryką, którą ponad 80 lat temu stosowała nazistowska III Rzesza usprawiedliwiając roszczenia terytorialne przed wybuchem II wojny światowej.

Analogie historyczne narzucają się same. Prowokacje rosyjskie przed inwazją przypominają jako żywo prowokację Gliwicką, nawet godzina rozpoczęcia wojny jest zbliżona. Putin, przy głębokim przekonaniu, że naśladuje modus operandi Józefa Stalina, działa podobnie do innego dyktatora. Stalin, dokonując inwazji na Polskę, zajmując kraje bałtyckie i Besarabię, był znacznie lepiej przygotowany pod każdym względem, włączając w to "nawiązywanie kontaktu z miejscową ludnością". Lepiej przygotował grunt, piątą kolumnę wewnątrz państw, które stały się jego celem. W przypadku działań Putina mamy do czynienia z kompletnym rozejściem się retoryki z rzeczywistością i tworzeniem faktów dokonanych. Ataki i próbę zajęcia Odessy i Lwowa nie da się usprawiedliwić ochroną mniejszości rosyjskiej, bo jest ona tam po prostu śladowa.

Jest jeszcze jedna analogia. Putin uderza na Ukrainę tak, jak czynił to Hitler rozpoczynając II wojnę światową – ze wszystkich kierunków. Białoruś Łukaszenki dała się w tym scenariuszu wsadzić w buty marionetkowej Słowacji.

Rozmawiał Bartłomiej Makowski 

Czytaj także

Rosyjski imperializm. Agresja na Ukrainę wpisuje się w wielowiekową tradycję

Ostatnia aktualizacja: 22.02.2022 06:00
Rosyjska propaganda usprawiedliwia ekspansję tym samym zestawem mitów i motywów od stuleci. Obserwowane dzisiaj zapędy i zabiegi Moskwy są echem haseł i działań dobrze ugruntowanych w  historii. O rosyjskich aspiracjach imperialnych na przestrzeni wieków rozmawiamy z prof. Hieronimem Gralą, historykiem z Wydziału "Artes Liberales" Uniwersytetu Warszawskiego, badaczem dziejów Rusi, wieloletnim dyplomatą w Rosji.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Putin manipuluje historią w swoim wystąpieniu. Marzenia o wielkiej Rosji i kłamstwo o sowieckich początkach Ukrainy

Ostatnia aktualizacja: 22.02.2022 15:00
W wystąpieniu prezydenta Federacji Rosyjskiej, w którym wyjaśniał motywy uznania separatystycznych republik na wschodzie Ukrainy, dużą rolę odgrywa historia. Narracja narzucona przez Kreml jest wypadkową specyficznego postrzegania efektów rewolucji lutowej w 1917 roku i rewizji wyniku zimnej wojny.
rozwiń zwiń