Historia

"Lataj LOT-em" – to hasło zobowiązywało

Ostatnia aktualizacja: 01.04.2020 05:40
- Przyjechałem na wezwanie zamieszczone w Polskim Radiu, żeby pracownicy Polskich Linii Lotniczych LOT zgłosili się jak najszybciej do Warszawy - wspominał Ludwik Schultz swój powrót do pracy w 1945 roku.
Audio
  • Wspomnienia pilota Ludwika Schultza - powrót do Warszawy i organizowanie PLL LOT po wyzwoleniu Warszawy w 1945 r. Opowieść o przedwojennych polskich pilotach. Aud. Bogusłąwa Czajkowskiego. (PR, 31.01.1970)
Warszawa, rok 1947. Lotnisko Okęcie. Pasażerowie zmierzają do samolotu PLL LOT Languedoc.
Warszawa, rok 1947. Lotnisko Okęcie. Pasażerowie zmierzają do samolotu PLL LOT Languedoc. Foto: PAP/CAF

1 kwietnia 1945 Polskie Linie Lotnicze LOT wznowiły rejsy na liniach krajowych. Tego samego dnia, tyle, że 15 lat wcześniej uruchomiły pierwsze połączenie międzynarodowe.

Pilot Ludwik Schultz wspominał w audycji nagranej w styczniu 1970 roku, swój powrót do Warszawy po wyzwoleniu miasta. Opowiadał o organizowaniu ludzi, sprzętu, by jak najszybciej przywrócić komunikację lotniczą w kraju.

- Lotnisko Okęcie było całkowicie zbombardowane, hangary zniszczone, poryte pasy, sprzętu nie było, do dyspozycji mieliśmy tylko to, co dostaliśmy od Rosjan – mówił. - Pierwszy mój lot był na Kukuruźniku (przyp. red. radzieckim dwupłtowcu). Samolot prowadził kapitan radziecki, ja siedziałem w drugiej kabinie. Pamiętam, jaka to była wielka radość, że lata się znów w powietrzu. W drodze do Poznania to myśmy ze dwa razy sobie stawali. Pilot chciał się mleka napić, to na pierwszej lepszej polanie się lądowało, wstąpiło do jakiegoś gospodarstwa. A potem maszynę się zakręciło i leciało się dalej - opowiadał.

Ludwik Schultz wspominał, jak szukał kontaktów z przedwojennymi pracownikami PLL LOT. Ściągał kogo się dało: radiowców, mechaników, ślusarzy. - Cały personel, który mi podleciał pod rękę, wszystkich pościągałem – opowiadał. – Spotkałem raz  obecnego rektora Politechniki Warszawskiej, Władysława Araszkiewicza, który był przed wojną naszym dyrektorem  technicznym. Mówię do niego: "Budował pan lotniska, czy nie mógłby pan do nas dołączyć?". I dołączył.

I tak się zaczęło to organizowanie firmy. – Tworzyło się ja na Mokotowie, tuż koło ogródków działkowych, niedaleko ul. Wołoskiej. Tam było lotnisko i tam dostaliśmy kukuruźniki, głównie służyły do lotów kurierskich - powiedział pilot.

Wiele jest w opowieści Ludwika Schultza anegdot, ciekawych historii z okresu powojennego. Nie brak wspomnień odnoszących się do czasów sprzed II wojny światowej. Posłuchj archiwalnej audycji.

- Pamiętam, jak latałem z Warszawy do Wiednia – mówił gość Polskiego Radia. - Jakie były czasem niepogody, a my bez radia. Dostawało się tylko informację meteorologiczną, więcej szczegółów na temat prądów wiatrów i się leciało. Pogoda była dobra leciało się normalnie, ale jak pogoda była marna, to co zostawało? Szosa i tor kolejowy jako wyznaczniki trasy. Deszcz nie deszcz, mgła nie mgła, wszystko się odbywało normalnym trybem.

bs