Historia

Przerwany lot - 33 lata temu w Lesie Kabackim rozbił się Ił-62M

Ostatnia aktualizacja: 09.05.2020 05:53
- Jesteśmy na miejscu katastrofy... Połamane drzewa, szczątki ludzi, wokół ekipy ratownicze. Widok jest wstrząsający - mówił reporter Polskiego Radia godzinę po katastrofie samolotu Ił-62M.
Audio
  • "Tragedia w Lesie Kabackim" - reportaż o katastrofie samolotu IŁ-62 M "Tadeusz Kościuszko". (PR, 9.05.1987)
  • Katastrofa lotnicza w Lesie Kabackim, relacje świadków - fragm. aud. "7 dni w kraju i na świecie". (PR, 9.05.1987)
Warszawa, 9.05.1987: szczątki samolotu po katastrofie w Lesie Kabackim. PAPCAF
Warszawa, 9.05.1987: szczątki samolotu po katastrofie w Lesie Kabackim. PAP/CAF

9 maja 1987 roku o godz. 11.11 w Lesie Kabackim rozbił się samolot PLL LOT Ił-62 M "Tadeusz Kościuszko", lecący z Warszawy do Stanów Zjednoczonych. Na pokładzie był komplet pasażerów. Maszyna wystartowała z Okęcia o godz. 10.18. Wkrótce po starcie wieża kontrolna otrzymała sygnał od załogi o kłopotach technicznych. W tej sytuacji podjęto decyzję o zawróceniu samolotu z trasy. Katastrofa miała miejsce w czasie podchodzenia do lądowania na lotnisko Okęcie. Na pokładzie znajdowało się 172 pasażerów i 11 członków załogi. Nikt nie przeżył.

Relacje świadków

W archiwach Polskiego Radia zachował się reportaż nagrany godzinę po tragicznej katastrofie lotniczej.

- Przed nami kilkusetmetrowy pas ściętego dosłownie lasu - relacjonował Adam Kaliński. - Strażacy przekopują teren. Grupy, które będą prowadzić dochodzenie, podnoszą te przedmioty, które ocalały. Są to różne fragmenty wyposażenia samolotu.

- Znalazłem karteczkę "Welcome to the United States" - słyszymy w reportażu. - Dla ludzi, którzy odlatywali tym rejsem, ta kartka nie ma już żadnego znaczenia.

Na ratunek

Na miejscu katastrofy bardzo szybko pojawiły się ekipy ratownicze. Przyjechały jednostki straży pożarnej, milicja, wojsko, karetki pogotowia. Zjawili się też okoliczni mieszkańcy i osoby, które tego dnia pracowały w pobliskich zakładach.

- Ja byłem akurat na polu, stałem jakieś 60 m od miejsca eksplozji - mówił jeden ze świadków tragicznego zdarzenia. - Jak ten samolot zaczął drzewa łamać, to usłyszałem wielki huk, nastąpiła eksplozja, najpierw był dym, a potem ogień. Mnie wyrzuciło na tunel, a w domu aż okna powyrywało.

Jak najdalej od budynków

Wszyscy, którzy opowiadali o katastrofie, podkreślali, że pilot robił wszystko, by nie spaść na pobliskie budynki. - Z początku leciał równo, a potem zaczął się obniżać i było widać, że leci do ziemi - powiedział jeden z uczestników reportażu. - Kolega tylko zdążył powiedzieć, że będzie wypadek.

- Jechaliśmy z mężem samochodem w kierunku Piaseczna - opowiadała inna osoba. - W pewnym momencie zauważyłam dziwnie nisko lecący, olbrzymi samolot pasażerski, któremu kołysały się skrzydła. Widziałam snop dymu z ogniem, samolot opadał coraz niżej, w pewnym momencie runął nad lasem.

Specjalna komisja

W pierwszych doniesieniach radiowych podawano, że mogły zawieść silniki. Premier Zbigniew Messner powołał specjalną komisję rządową do zbadania przyczyn katastrofy.

Pierwsze posiedzenie miało miejsce już 11 maja 1987 roku. Komisja dysponowała pełnymi materiałami dotyczącymi katastrofy, m.in. czarnymi skrzynkami. Dzięki temu można było odtworzyć rozmowy pilotów z wieżą kontrolną oraz zapis przebiegu lotu i pracę podstawowych urządzeń. Poddano je wnikliwym analizom.

Przyczyny katastrofy

Komisja stwierdziła, że przyczyną katastrofy było zniszczenie jednego z silników, które nastąpiło w chwili, gdy samolot znajdował się na wysokości 8200 m, w rejonie Grudziądza. Doszło do tego na skutek rozerwania turbiny niskiego ciśnienia, w której nastąpiło uszkodzenie wału.

Elementy rozerwanej turbiny spowodowały całkowitą destrukcję silnika nr 2, a wyrzucone z niego siłą odśrodkową części z prędkością 160 m/s spenetrowały tylną część kadłuba i uszkodziły silnik nr 1, wywołując jego pożar i uniemożliwiając dalszą pracę. Ogień wybuchł też w bagażniku samolotu.

Decyzja załogi

Po wystąpieniu awarii i dekompresji kabiny pasażerskiej kapitan statku Zygmunt Pawlaczyk podjął decyzję o obniżeniu lotu do 4000 m i powrocie do Warszawy, chcąc w ten sposób pozbyć się paliwa, by móc bezpiecznie wylądować.

Ze względu na pogarszający się stan techniczny maszyny załoga uzyskała zgodę na lądowanie w Modlinie. Jednak uznano, że lotnisko Okęcie dawało większą gwarancję bezpieczeństwa, posiadało najlepsze zabezpieczenie przeciwpożarowe i medyczne, dlatego też lot do Warszawy kontynuowano. Do pasa zabrakło 5700 m.

Komisja orzekła, że decyzje podejmowane przez załogę pod dowództwem kpt. Zygmunta Pawlaczyka były prawidłowe i nie miały związku przyczynowego z katastrofą. Na tragiczne w skutkach wydarzenie nie miały też wpływu działania obsługi technicznej ani warunki atmosferyczne.

Posłuchaj relacji nagranych tuż po jednej z największych katastrof lotniczych w historii Polski.

Czytaj także

Anna Jantar - gwiazda pierwszej wielkości

Ostatnia aktualizacja: 10.06.2020 05:55
- Ania była osobą pogodną, szukającą jasnych stron życia w każdym jego momencie, w każdej sytuacji – mówił Andrzej Jaroszewski po tragicznej śmierci Anny Jantar.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Lataj LOT-em" – to hasło zobowiązywało

Ostatnia aktualizacja: 01.04.2020 05:40
- Przyjechałem na wezwanie zamieszczone w Polskim Radiu, żeby pracownicy Polskich Linii Lotniczych LOT zgłosili się jak najszybciej do Warszawy - wspominał Ludwik Schultz swój powrót do pracy w 1945 roku.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Stanisław Skalski legendą stał się za życia

Ostatnia aktualizacja: 04.06.2020 06:00
Stanisław Skalski był asem lotnictwa i bohaterem Bitwy o Anglię. Polacy nazywali go "ptasi instynkt", Niemcy mówili o nim "latająca śmierć". 4 czerwca 1948 roku został aresztowany przez funkcjonariuszy UB pod fałszywym zarzutem szpiegostwa na rzecz Wielkiej Brytanii.
rozwiń zwiń