Historia

Ojciec Pio z Petrelciny. Posłuchaj głosu stygmatyka

Ostatnia aktualizacja: 25.05.2013 06:00
"Dyskretnie, by nie zakłócać rozmodlonej atmosfery, wchodzimy do kościoła Matki Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo z naszym ręcznym aparatem do nagrań radiowych i, uklęknąwszy wraz z tłumem, ukradkiem nastawiamy mikrofon..."
Audio
  • Audycja ks. Tadeusza Kirschke na temat stygmatyka Ojca Pio. Archiwalne nagranie Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. (16.04.1954)
  • Relacja z odwiedzin stygmatyka Ojca Pio w San Giovanni Rotondo. Archiwalna audycja Rozgłośni Polskiej RWE (30.03.1956)
Ojciec Pio odprawia Mszę Świętą (29.11.1964 r.) foto: (TB) PAPEPA
Ojciec Pio odprawia Mszę Świętą (29.11.1964 r.) foto: (TB) PAP/EPA

25 maja 1887 roku w Petrelcinie urodził się Francesco Forgione, słynny włoski stygmatyk znany jako ojciec Pio z Pietrelciny.

Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo, gdzie mieszkał i nauczał, odwiedza rocznie ponad 7 milionów pielgrzymów. Włoski kapucyn, który za życia unikał rozgłosu, jest obecnie jednym z najpopularniejszych świętych, nie tylko we Włoszech, ale także na świecie.
Francesco już w 1903 roku, w wieku lat 16, wstąpił do zakonu kapucynów i przyjął imię Pio. W 1910 został wyświęcony na kapłana kościoła rzymskokatolickiego. Według relacji świadków stygmaty na jego ciele pojawiły się 20 września 1918 roku. Na polecenie przełożonych i papieża był wielokrotnie poddawany badaniom lekarskim, które nie potwierdziły ingerencji osób trzecich czy prób samookaleczenia. Stygmaty utrzymywały się przez 50 lat, do chwili śmierci. Ojciec Pio przeżywał objawienia, miał też dar bilokacji. Do San Giovanii Rotondo przybywali liczni pielgrzymi, którzy chcieli uzyskać sakrament spowiedzi za jego pośrednictwem.
Zakonnik cierpiał z powodu niezrozumienia przez niektórych współbraci i otoczenie. Część środowiska odnosiła się bowiem sceptycznie do działań duchownego. W latach 1923-1933, decyzją Kongregacji Świętego Oficjum, był pozbawiony uprawnienia do publicznego odprawiania mszy świętej. Okresowo zabroniono mu też spowiadania. Ojciec Pio przyjmował te wydarzenia z pokorą i angażował się jeszcze bardziej w modlitwę. Dzień przed 50. rocznicą uzyskania stygmatów jego zdrowie gwałtownie się pogorszyło. Zmarł o godz. 2.30, 23 września 1968 roku. Miał 81 lat. Pochowano go 26 września 1968 w krypcie kościoła w San Giovanni Rotondo. 2 maja 1999 roku został beatyfikowany, a 16 czerwca 2002 kanonizowany przez papieża Jana Pawła II.
W 2008 roku zwłoki ojca Pio ekshumowano. Według biskupów ciało świętego było dobrze zachowane. Po zabalsamowaniu zostało wystawione na widok publiczny w szklanym sarkofagu w San Giovanni Rotondo. Obecnie ciało ojca Pio spoczywa w relikwiarzu w srebrnej trumnie, która znajduje się w podziemiach nowego, zbudowanego w 2004 roku kościoła.
Święty jest we Włoszech patronem wolontariatu. Z jego inicjatywy w połowie lat 50. w San Giovanni Rotondo powstał nowoczesny szpital o nazwie "Dom Ulgi w Cierpieniu", który obecnie jest jedną z najbardziej prestiżowych placówek medycznych we Włoszech.

Posłuchaj głosu kapłana naznaczonego znakiem stygmatów oraz tego co powiedział Ojciec Pio wysłannikowi Rozgłośni Polskiej RWE.

mk

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Maksymilian Maria Kolbe - dodawał odwagi do życia

Ostatnia aktualizacja: 17.02.2020 06:00
- Chcę dodać innym odwagi do życia - powiedział zaskoczonemu hitlerowcowi w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau. Zakonnik pokazał wielkość człowieka tym, którzy zatracili poczucie człowieczeństwa. Dobrowolnie oddał swoje życie, aby uratować inne.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Faustyna Kowalska. Miała dar wnikania w tajemnicę Bożego Miłosierdzia

Ostatnia aktualizacja: 05.10.2020 05:40
 82 lata temu, w 1938 roku zmarła Maria Helena Kowalska, która do historii przeszła pod zakonnym imieniem Faustyny Kowalskiej, święta i najsłynniejsza polska mistyczka.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Franciszek Gajowniczek zawdzięczał życie św. Maksymilianowi Kolbe

Ostatnia aktualizacja: 29.07.2020 06:00
- Ja nie mogłem nic powiedzieć ani podziękować, tylko się obydwaj patrzyliśmy na siebie i tak on odszedł. Został odprowadzony, a ja wróciłem na blok. Potem przez długi czas nie mogłem sobie tego uzmysłowić, co się naprawdę wydarzyło - wspominał Franciszek Gajowniczek.
rozwiń zwiń