Gospodarka

Pasieki sposobem na bezrobocie na wsi? Bzdura – mówią pszczelarze

Ostatnia aktualizacja: 08.03.2014 09:06
Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie opracował Plan Rozwoju Branży Pszczelarskiej. Zdaniem jego autorów, ma on pomóc w walce z bezrobociem na wsi. Pszczelarze nie podzielają tego optymizmu. Jak mówią, program nie uwzględnia realiów i specyfiki tej produkcji.
Audio
  • Zdaniem Tadeusza sabata, prezydenta Polskiego Związku Pszczelarzy, projekt wykorzystania pszczół do walki z bezrobociem nie ma szans powodzenia. /Hanna Uszyńska, Polskie Radio/
Mocno dokarmiana pszczoła przestaje zapylać, a to już jest groźne dla rolnictwa.
Mocno dokarmiana pszczoła przestaje zapylać, a to już jest groźne dla rolnictwa.Foto: Glowimages.com

Program zakłada model gospodarowania pasiecznego, składającego się z 60 uli, a nastawionego głównie na produkcję ziołomiodów, czyli syropów z soków zielarskich z cukrem, przerobionych przez pszczoły.

Produkcja miodu, pyłku i innych produktów pszczelich byłaby produkcją dodatkową. Kandydaci na pszczelarzy zostaliby przeszkoleni, otrzymaliby również finansowe wsparcie ze źródeł rządowych i unijnych.

Pszczelarze: ten pomysł nie ma szans powodzenia

Zdaniem Polskiego Związku Pszczelarzy, projekt nie ma szans powodzenia. - To świetny sposób, żeby mieć zajęcie, wypocząć psychicznie i iść do pracy, żeby zarabiać pieniądze na życie - mówi Tadeusz Sabat, prezydent PZP.

Ale, jak twierdzi Sabat, wszystko wskazuje na to, że Uniwersytet Ekonomiczny został wprowadzony w błąd i swoje wyliczenia opiera na błędnych założeniach. I wylicza trzy powody, dla którego to się nie uda.

Pszczelarstwa  nie można nauczyć się na ekspresowym kursie

Po pierwsze, projekt zakłada, że do 2018 roku powstanie ponad 3 tysiące pasiek, a zarobek z takiej pasieki po pewnym czasie wyniesie ponad 5 tysięcy zł miesięcznie.

Tymczasem w Polsce obowiązują przepisy dotyczące uzyskania tytułu pszczelarza. Trzeba ukończyć kurs i zdać egzamin, a to jest 650 godzin, 2 lata szkoły.

W ciągu kilkunastu godzin nie jest się w stanie poznać samej biologii pszczół.

Nierealne wyliczenia produkcyjne i ekonomiczne

Gdyby nawet przyjąć, że będą to ludzie wykształceni, to założenie w tym projekcie jest takie, że pasieka z 60 rodzin pszczelich otrzyma półtorej tony pożywki do karmienia, do produkcji ziołomiodu, wartości po 3,50 zł za kilogram, kiedy cukier kosztuje 3 zł, więc te koszty są dużo większe.

Pszczelarz ma uzyskać z tej pasieki 4,2 tony gotowego ziołomiodu.  – To prawdziwy cud – mówi Sabat. Z tego syropu można otrzymać najwyżej 600 kg, bo pszczoły zużywają go na własne potrzeby, odparowują wodę itd. – tłumaczy szef pszczelarzy.

Ponadto, jeżeli pszczoły będą karmione cały czas, to pyłku - którego zakładana jest duża produkcja – pszczoły przyniosą do ula najwyżej 20 proc., bo nie będą go zbierać.

Pszczoła nie produkuje miodu na czas

Trzecie błędne założenie mówi o tym, że każdy pszczelarz uzyska jeszcze dodatkowo 40 kg miodu. Przy założeniu uzyskania 70 kg ziołomiodu, to trzeba co najmniej 160 kg pożywki wlać do ula. To jest 2,5 miesiąca pracy dla pszczół. W Polsce zostają 2 tygodnie na 40 kg miodu. Więc jest to kolejny błąd.

Dokarmiana pszczoła przestaje zapylać, a to już jest groźne dla rolnictwa

Pszczoła to zapylacz, to dla gospodarki każdego z państw ponad 1070 euro w roli zapylania.

- Jeśli pszczoły uziemiono by w jednym miejscu, to my w Polsce byśmy realizowali program przeciwko zapylaniu. Możemy stracić dotacje z Unii Europejskiej, ponad 5 mln euro rocznie – mówi Sabat.

Według prezydenta PZP, program Uniwersytetu Ekonomicznego jest po prostu nierealny i daje złą informację o polskim pszczelarstwie.

Jak dodaje ekspert, na pszczołach oczywiście można zarobić. W całej Europie - w Polsce również – pasieka, dzięki której można utrzymać rodzinę, to jest około 200 rodzin pszczelich.

Hanna Uszyńska

Zobacz więcej na temat: bezrobocie rolnictwo
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Bezrobocie ukryło się na wsi

Ostatnia aktualizacja: 06.11.2012 08:18
W Polsce w rolnictwie pracuje prawie tyle samo osób, ile w Niemczech, Francji i Hiszpanii razem wziętych. Oficjalnie bez pracy w tym sektorze jest niecałe 50 tys. osób.Nieoficjalnie liczba ta wynosi co najmniej 600 tys., twierdzi "Dziennik Gazeta Prawna".
rozwiń zwiń