Sport

Premier League: broń przy twarzy przeraża bardziej niż Chelsea. Ekspresowa droga na szczyt gwiazdy Watfordu

Ostatnia aktualizacja: 21.10.2017 08:20
9 meczów - tyle zajęło Richarlisonowi zdobycie serc kibiców Watfordu. 20-letni Brazylijczyk robi furorę w barwach "Szerszeni". Jeszcze kilka lat temu postawił wszystko na jedną kartę. I nie mógł pozwolić sobie na porażkę.
Richarlison
RicharlisonFoto: PAP/Mike Egerton

Doliczony czas gry w meczu ze Swansea, 20-latek ogrywa środkowego obrońcę "Łabędzi" i precyzyjnym strzałem daje Watford zwycięstwo. Tydzień później Brazylijski skrzydłowy, również w ostatniej chwili, strzela gola na wagę remisu z WBA.

Szalona radość, łzy, zdjęcie koszulki i żółta kartka. Ale zawodnik nie przejmuje się tym, właśnie zostaje nowym idolem fanów swojego zespołu.

W meczu z Arsenalem wypracowuje sytuację, po której sędzia decyduje się wskazać na jedenasty metr. Wykorzystany rzut karny pozwala na powrót do gry, a w ostatecznym rozrachunku - na zwycięstwo.

W 8 ligowych spotkaniach Richarlison zdobył trzy bramki, ma też na swoim koncie dwie asysty. Rozegrał najwięcej minut ze wszystkich zawodników zespołu, tylko dwóch piłkarzy uderzało częściej niż on na bramkę rywali. Jest szybki, efektowny, potrafi panować nad piłką i nie boi się wchodzić w pojedynki. Strach nie jest czymś, co odczuwałby na boisku.

- Kiedy dorastałem w Brazylii, diler podszedł do mnie i wymierzył broń w moją twarz. Myślał, że chciałem zająć miejsce, w którym handlował. Tak wyglądało moje życie, ale po czymś takim gra przeciwko Chelsea raczej mnie nie przeraża - opowiadał kilka dni temu, kiedy został zapytany o to, czy obawia się meczu z mistrzem Anglii.

***

Znamy wiele historii z piłkarzami w roli głównej, kiedy udało im się wydostać z biedy, świata gangów i życia, w który każdy kolejny dzień mógł skończyć się tragedią. 

Nova Venecia, leżąca na północ od Rio de Janeiro, to nie wymarzone miejsce do życia. Richarlison od najmłodszych lat poznał znacznie bardziej brutalny świat niż to, co może oglądać w północnym Londynie, skąd dojeżdża na treningi. 

- Codziennie widziałem narkotyki, codziennie słyszałem strzały. Na podwórku za naszym domem handlarze mieli swój schowek. To byli moi koledzy, więc nie robiłem nic. Część z nich jest teraz w więzieniu. Zawsze trzymałem się od tego z daleka. W tym środowisku było wszystko, żebym został dilerem, ale moi trenerzy byli z policji. Wiedzieli, z jakiej jestem okolicy i zawsze doradzali mi tak, żebym nie zszedł na złą drogę - opowiadał.

Kiedy miał siedem lat, jego rodzice się rozwiedli, zdecydował się zostać z ojcem, jako jedyny z piątki rodzeństwa. Powiedział, że to z nim oglądał mecze i wiedział, że znajdzie czas na to, by go na nie zabierać. Kiedy ojciec musiał się przeprowadzić, wrócił do matki, z trudem wiążącej koniec z końcem. W domu zawsze czegoś brakowało. Żeby pomóc rodzinie, na ulicy sprzedawał lody i czekoladę.

Kiedy miał 16 lat, skreśliły go dwa kluby, które mogły pomóc mu dostać się do wielkiego futbolu - Avai i Figueirense. Richarlison rozważał, czy nie rzucić piłki, ostatecznie zdecydował się walczyć dalej. Niedługo później dostał ofertę z akademii w Belo Horizonte, ponad 500 kilometrów od domu. 

Zawodnik musiał pożyczyć pieniądze na podróż autobusem. Po drodze był głodny, więc resztę kwoty wydał na jedzenie. Gdyby nie zrobił wrażenia na trenerach, nie miałby nawet za co wrócić. Musiało mu się udać. 

Poprowadził swój zespół do brazylijskiej ekstraklasy, zainteresowało się nim Fluminense. Swojego pierwszego gola zdobył w spotkaniu z Flamengo, wyjątkowo gorących derbach.

Źródło: YouTube/CAMFWAYNE WORLD

Z każdego z czołowych brazylijskich klubów Europa jest już tylko o krok, a w przyciągnięciu uwagi pomogły mu jeszcze świetne występy na mistrzostwach Ameryki Południowej do lat 20.

Miał trafić do Ajaksu Amsterdam, ale dostał telefon od Marco Silvy, portugalskiego szkoleniowca Watford, który przejął zespół przed sezonem. Wcześniej nie udało mu się uratować przed spadkiem drużyny Kamila Grosickiego, Hull City. Richarlison marzyl o Premier League, stąd podjęcie decyzji nie zajęło mu dużo czasu. Nie miał łatwego początku w Anglii, mieszkał w hotelu, jego głównym posiłkiem były hamburgery, przez co stracił kilka kilogramów. Po tym incydencie do Anglii przyleciała... żona jego agenta. Wcześniej dbała o niego, kiedy był w Belo Horizonte.

W zespole "Szerszeni" czuwa nad nim inny Brazylijczyk, doświadczony golkiper Heurelho Gomes. Pomógł mu w aklimatyzacji, wprowadził do drużyny. Oprócz tego często spotyka się z zawodnikami... Chelsea, Davidem Luizem i Willianem. Przyjaźń przyjaźnią, ale w sobotę nie będzie taryfy ulgowej.

Mistrz Anglii podejmie rewelację sezonu na własnym stadionie i Richarlison na pewno znajdzie się pod czujnym okiem obrońców.

W zaledwie kilka lat z dzieciaka, którego nie było stać na porządne buty, Brazylijczyk trafił do jednej z najlepszych lig świata, mówi się, że 11 milionów funtów, które trzeba było za niego zapłacić, to jeden z najlepszych interesów letniego okienka transferowego. Dostał powołanie na towarzyski mecz "Canarinhos" z Angli, który odbędzie się w listopadzie. Na co jeszcze go stać? Przekonamy się, liga wciąż się rozkręca.

Początek meczu Chelsea - Watford na Stamford Bridge w sobotę o 13.30. "Szerszenie" zajmują czwarte miejsce w tabeli, "The Blues" są tuż za nimi.

Więcej na blogu autora - Krótka Piłka

Paweł Słójkowski, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Genialny złodziej czasu stał się częścią futbolu. Football Manager przewidział wielkość Leo Messiego

Ostatnia aktualizacja: 20.10.2017 14:30
Twórcy tej gry wiedzieli, że Leo Messi będzie wielki, kiedy ten miał 12 lat. Jej pasjonaci zarywają noce, by prowadzić drużyny do zwycięstwa w Lidze Mistrzów, spędzają godziny na poszukiwaniach piłkarzy. Ich sztandarowe hasło to "jeszcze jeden mecz". W czym tkwi fenomen serii Football Manager?
rozwiń zwiń