Sport

Psie szczęście Hołowczyca

Ostatnia aktualizacja: 12.01.2012 11:00
- Trzeba być profesjonalnym do końca, trzeba po prostu skończyć ten rajd - powiedział Krzysztof Hołowczyc po 10 etapie Rajdu Dakar.
Audio
  • Krzysztof Hołowczyc: drugi raz z rzędu omija mnie podium
  • Krzysztof Hołowczyc postanowił kontynuować jazdę i pomóc swoim kolegom z teamu
Krzysztof Hołowczyc
Krzysztof HołowczycFoto: fot. ORLEN Team

Polski kierowca dwukrotnie zatrzymywał się na trasie odcinka specjalnego i naprawiał samochód. W klasyfikacji generalnej spadł z trzeciego na 13 miejsce. Na biwak przyjechał załamany.

- Drugi raz z rzędu omija mnie podium, kiedy psuję mi się coś śmiesznego. Jakby ktoś zobaczył jaka to jest mała rurka, jak niewiele jej jest w tym samochodzie i ona się przeciera, wylatuje olej, nie mam wspomagania. Walczę przez parę godzin, nie mam rąk, mam spalone dłonie i nic z tego.

Krzysztof Hołowczyc postanowił jednak kontynuować jazdę i pomóc swoim kolegom z teamu: Francuzowi Stephanowi Peterhanselowi, który jest liderem rajdu i Hiszpanowi Nani Romie, który zajmuje drugie miejsce ze stratą 19 minut.

- Trzeba być profesjonalnym do końca, trzeba po prostu skończyć ten rajd. Stefan z Nanim w tej chwili mają spokojną pozycję, ja powinienem być między nimi, ale takie psie szczęście.

Krzysztof Hołowczyc dotarł na metę 10. etapu Rajdu Dakar, z Iquique do Ariki w Chile (długość 377 km), ze stratą 5:28.29 do zwycięzcy. Jadący samochodem Mini All4 Racing kierowca Orlen Teamu spadł w klasyfikacji generalnej w trzeciego na 13. miejsce.
Z powodu awarii wspomagania układu hamulcowego Hołowczyc zatrzymał się w środę na 48. km. Po prowizorycznej naprawie olsztynianin wrócił na trasę. Na pierwszym pomiarze czasu tracił 51 minut do lidera.

Pech nie opuścił jednak Hołowczyca, który miał ponowny, trwający ponad 35 minut przymusowy postój na 232. kilometrze odcinka specjalnego. Na piątym punkcie nawigacyjnym, w odległości około 140 km od mety, tracił do pierwszej załogi prawie dwie godziny.

Według informacji menedżera Hołowczyca, załodze udało się co prawda naprawić przewód, jednak układ wspomagania kierownicy nie zadziałał. Polak z belgijskim pilotem Jean-Markiem Fortinem pokonali kolejne kilometry, ale na dużych wydmach nie dało się jechać szybko i skutecznie bez wspomagania. W efekcie auto dość szybko się zakopało. Przejeżdżający pojazd innej ekipy próbował im pomóc, ale w kulminacyjnym momencie zerwała się lina holownicza i Mini wpadło w piaszczysty dół, zakopując się tym razem kompletnie.

Do załogi dotarła ciężarówka T4. Naprawiono uszkodzone elementy samochodu, żeby Hołowczyc mógł samodzielnie dojechać do mety i ukończyć odcinek. Holowanie samochodu przez 150 km po wydmach było niemożliwe. Okazało się też, że podczas wcześniejszej próby holowania uszkodzony został przód Mini, w tym chłodnica.

Środowy etap wygrał Hiszpan Nani Roma, który uzyskał czas 3:59.37. Za nim, ze stratą 21 sekund, odcinek ukończył Francuz Stephane Peterhansel (obaj Mini), który umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej.

 

aj, man

Czytaj także

Hołowczyc zbliżył się do lidera, ale traci drugą lokatę

Ostatnia aktualizacja: 09.01.2012 21:00
Krzysztof Hołowczyc zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji samochodów po ośmiu etapach 34. Rajdu Dakar.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Hołowczyc utrzymał trzecie miejsce mimo wywrotki

Ostatnia aktualizacja: 10.01.2012 22:34
Krzysztof Hołowczyc mimo wywrotki utrzymał trzecią pozycję w klasyfikacji generalnej 34. Rajdu Dakar po 9. etapie wyścigu.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Hołowczyc przestaje już marzyć o podium

Ostatnia aktualizacja: 11.01.2012 17:00
Z powodu awarii wspomagania układu hamulcowego samochód Krzysztofa Hołowczyca utknął na trasie 10. etapu Rajdu Dakar.
rozwiń zwiń