"Te ataki zagroziły amerykańskiemu personelowi, cywilnym marynarzom, handlowi oraz wolności żeglugi" - napisał prezydent USA Joe Biden, zwracając przy tym uwagę na straty między innymi dla międzynarodowego handlu, spowodowane działaniami rebeliantów.
Telewizja rebeliantów Huti - Al-Masirah - podała, że ataki skierowano na lotniska, bazę lotniczą i inne cele militarne. Zaatakowane zostały też cele w stolicy kraju, Sanie gdzie, według relacji świadków, słychać było kilka eksplozji.
"Zapłacą wysoką cenę"
Szef dyplomacji rządu Huti Hussajn Al-Ezzi powiedział, że w ataku uczestniczyły amerykańskie i brytyjskie okręty, łodzie podwodne i myśliwce. Według Amerykanów użyto rakiet Tomahawk.
- Ameryka i Wielka Brytania muszą się przygotować na to, że zapłacą wysoką cenę i poniosą najgorsze konsekwencje tej jawnej agresji - dodał Hussajn Al-Ezzi. Rzecznik ruchu Huti Mohammed Abdulsalam zapowiedział, że brytyjsko-amerykańskie uderzenie nie zastraszy jego ruchu i zapowiedział dalsze ataki na statki na Morzu Czerwonym.
Uderzono łącznie w 60 obiektów
Ataki potępił Iran, który uznał je za naruszenie spójności terytorialnej Jemenu i złamanie prawa międzynarodowego. W podobnym tonie wypowiedział się libański Hezbollah. Z kolei Rosja wezwała do pilnego zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Według amerykańskiego dowództwa wojskowego uderzono łącznie w 60 obiektów. Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden mówił wcześniej, że odpowiedź wspólnoty międzynarodowej na ataki Huti była "zjednoczona i zdecydowana". Przypomniał między innymi, że rebelianci byli ostrzegani, że jeśli nie zaprzestaną atakować statków, to poniosą konsekwencje.
00:54 huti jemen spec dabrowski.mp3 Brytyjski premier Rishi Sunak potwierdził oficjalnie uderzenie na pozycje Huti w Jemenie. Downing Street informuje, że cele na terenie Jemenu zaatakowały samoloty RAF - relacja Adama Dąbrowskiego (IAR)
Brytyjski MON tłumaczy zasadność ataków
"Zagrożenie dla życia niewinnych ludzi i globalnego handlu stało się tak wielkie, że działanie było konieczne" - napisał na platformie X brytyjski minister obrony Grant Shapps komentując uderzenie Amerykanów i Brytyjczyków na pozycje rebeliantów Huti w Jemenie. "Co więcej, naszym obowiązkiem była ochrona statków i swobody nawigacji" - dodaje Grant Shapps.
Joe Biden zaznaczył, że nocne uderzenia na cele w Jemenie były "działaniami defensywnymi". "Te uderzenia są jasnym sygnałem, że Stany Zjednoczone i nasi partnerzy nie będą tolerować ataków na nasz personel i zezwalać wrogim siłom, by zagrażały wolności żeglugi na jednym z najbardziej kluczowych na świecie szlaków handlowych. Nie będę się wahał, by zlecać podejmowanie dalszych działań w celu ochrony naszych ludzi i wolnego handlu międzynarodowego" - napisał Joe Biden.
Czytaj także:
Premier Wielkiej Brytanii Rishi Sunak potwierdził, że uderzenia na Jemen przeprowadzało także lotnictwo brytyjskie. Jak przekazał, ich celem były instalacje wojskowe, używane przez rebeliantów Huti.
- Wielka Brytania zawsze będzie stawać w obronie wolności żeglugi i wolnego handlu - zaznaczył szef brytyjskiego rządu. Uderzenia na terenie Jemenu określił mianem "ograniczonych, koniecznych i proporcjonalnych". Podkreślił, że nie można było pozwolić na kontynuowanie ataków na statki na Morzu Czerwonym. Premier Rishi Sunak wezwał też członków ruchu Huti do zaprzestania ataków i podjęcia kroków w celu deeskalacji.
Wspierani przez Iran Huti kontrolują znaczną część Jemenu od 2014 roku i są częścią antyizraelskiej koalicji. Ostatnie ataki na Morzu Czerwonym wiążą z wojną w Strefie Gazy.
[ZOBACZ TAKŻE] "Podcast: świat": najważniejsze wydarzenia 2023 roku okiem korespondenta Polskiego Radia Wojciecha Cegielskiego
IAR/mbl/nt