Tbilisi 2008, Kijów 2022. Przywódcy Europy Środkowej jadą wspierać walczącego sąsiada. Gdzie reszta Wspólnoty?

Ostatnia aktualizacja: 15.03.2022 12:00
Premier Mateusz Morawiecki i wicepremier Jarosław Kaczyński udali się do stolicy ogarniętej wojną Ukrainy. Jeszcze dziś w nocy na Kijów spadały rosyjskie pociski. 14 lat temu analogiczną wizytę w toczącej wojnę z Rosją Gruzji złożył śp. prezydent Lech Kaczyński. - Europa Środkowa ma odważnych przywódców - mówił wówczas. Zarówno w 2008 r., jak i dziś nie wszyscy europejscy liderzy zdecydowali się odwiedzić zaatakowany kraj. 
Wizyta w Tbilisi w 2008 r. i dzisiejsza w Kijowie to analogiczne gesty solidarności
Wizyta w Tbilisi w 2008 r. i dzisiejsza w Kijowie to analogiczne gesty solidarnościFoto: PAP/Radek Pietruszka

Premier Mateusz Morawiecki, wicepremier Jarosław Kaczyński wraz z premierem Czech Petrem Fialą oraz premierem Słowenii Janezem Janšą złożą wizytę w Kijowie, gdzie spotkają się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i premierem Denysem Szmyhalem.

"Musimy być tam, gdzie wykuwa się historia"

"W tak przełomowych dla świata chwilach naszym obowiązkiem jest być tam, gdzie wykuwa się historia. Bo nie chodzi o nas, tylko o przyszłość naszych dzieci, które zasługują, by żyć w świecie wolnym od tyranii" - napisał polski premier przed wyjazdem. Przywołał także słynne słowa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wypowiedziane na wiecu w Tbilisi w czasie wojny w Osetii Południowej.

- Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę - przestrzegał ówczesny polski prezydent, a dziś słowa te zyskują niemal proroczy wymiar. 

Obecność w Tbilisi w czasie gruzińskiej wojny z Rosją oraz wtorkowa wizyta w Kijowie stanowią analogiczny gest solidarności. Gest, na który zdecydowali się tylko niektórzy przedstawiciele Wspólnoty Europejskiej. - Europa Środkowa ma odważnych przywódców - mówił w 2008 r. Lech Kaczyński. Ocena ta pozostaje aktualna także dziś. 

Jedność Europy Środkowej

Gruzińsko-rosyjska wojna o Osetię Południową rozpoczęła się w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 r. 12 sierpnia, po zbombardowaniu Gori, Rosjanie kontrolowali już tereny oddalone od Tbilisi zaledwie o 40 km. Tego dnia do stolicy Gruzji przyleciał prezydent Polski Lech Kaczyński. Towarzyszyli mu przywódcy: Ukrainy - Wiktor Juszczenko, Litwy - Valdas Adamkus, Łotwy - Ivars Godmanis i Estonii - Toomas Hendrik Ilves. 

Przemawiając do 200 tys. zgromadzonych na wiecu, polski prezydent zapewnił, że Gruzja zawsze może liczyć na pomoc przyjaciół, a obowiązkiem społeczności międzynarodowej jest solidarne przeciwstawienie się rosyjskim dążeniom imperialnym. Zapewnił też gruzińskich obywateli, że nie zostali sami w walce.

- Jesteśmy tutaj, przywódcy pięciu państw: Polski, Ukrainy, Estonii, Łotwy i Litwy. Jesteśmy po to, żeby podjąć walkę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nasi sąsiedzi ze Wschodu pokazali twarz, którą znamy od setek lat. Ci sąsiedzi uważają, że narody wokół nich powinny im podlegać. My mówimy: nie! Ten kraj to Rosja - mówił Lech Kaczyński. 

Kaczyński w Tbilisi: powinno być tu 27 państw

- Gdy zainicjowałem ten przyjazd, niektórzy sądzili, że prezydenci będą się obawiać. Nikt się nie obawiał. Wszyscy przyjechali, bo Europa Środkowa ma odważnych przywódców. I chciałbym to powiedzieć nie tylko wam. Chciałbym to powiedzieć również tym z naszej wspólnej Unii Europejskiej, że Europa Środkowa, Gruzja, że cały nasz region będzie się liczył, że jesteśmy podmiotem - podkreślał wówczas polski prezydent. 

Nawiązał też do jedności Unii Europejskiej i zaznaczył, że "jeżeli te wartości, o które miałaby się Europa opierać, mają jakiekolwiek znaczenie w praktyce, to my musimy być tutaj (w Tbilisi - red.)". - Tu są cztery państwa należące do NATO. Jest i Ukraina, wielkie państwo. Jest pan prezydent Sarkozy, przewodniczący Rady Europejskiej. A powinno tu być 27 państw! - zwracał uwagę. 

W Tbilisi przebywał wówczas prezydent Francji Nicolas Sarkozy, jednak strona francuska podkreślała, że "nie jest on w Tbilisi z oficjalną wizytą jako prezydent, a jedynie jako mediator Unii Europejskiej, i nie może spotykać się z przywódcami innych państw".

Nowa wojna, te same pytania

Tak jak w 2008 r. na wizytę w atakowanej Gruzji zdecydowała się jedynie mała grupa przywódców europejskich, tak obecnie do Kijowa pojechali jedynie premier i wicepremier Polski oraz przywódcy Czech i Słowenii. O kulisy zorganizowania wyjazdu był pytany przez dziennikarzy szef KPRM Michał Dwoczyk. Wskazał on, że "kierunkowe decyzje dotyczące wyjazdu zapadły na szczycie w Wersalu, w gronie najważniejszych przywódców europejskich".

- Potem premier Morawiecki w koordynacji z wicepremierem Kaczyńskim przygotowywali tę wizytę - poinformował Dworczyk. KPRM dodała, że wyjazd organizowany jest w porozumieniu z przewodniczącym Rady Europejskiej Charlesem Michelem i przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen.

Szef KPRM był pytany, dlaczego przywódcy innych europejskich państw nie wybierają się do Kijowa. - To nie jest tak, że ten wyjazd był utrzymywany w tajemnicy. Nie wszyscy się zdecydowali wziąć w nim udział. To jest kwestia decyzji indywidualnej każdego z przywódców europejskich - wyjaśnił Michał Dworczyk.

Czytaj także:

Oglądaj całodobowy przekaz z Ukrainy w streamingu portalu PolskieRadio24.pl

kp/IAR/PAP

Czytaj także

"Rosji brakuje czasu, żołnierzy i amunicji". Amerykański generał wyjaśnia, kiedy Kreml zakończy wojnę na Ukrainie

Ostatnia aktualizacja: 15.03.2022 09:00
- Rosji coraz bardziej brakuje czasu, żołnierzy i amunicji i w związku z tym w ciągu 10 dni Rosja straci zdolność do prowadzenia aktywnych działań wojennych - mówił w rozmowie ze stacją MSNBC Ben Hodges, były dowódca generalny armii Stanów Zjednoczonych w Europie. Ołeksij Arestowycz, doradca szefa sztabu prezydenta Ukrainy, uważa, że wojna skończy się nie później niż w maju.
rozwiń zwiń
Czytaj także

"Rosja powtarza strategię z Aleppo". Turecki dyplomata tłumaczy taktykę ataków na ukraińskie miasta

Ostatnia aktualizacja: 15.03.2022 10:19
- Rosja atakuje cele cywilne, utrudnia działania humanitarne i ewakuacje. W wojnie na Ukrainie Władimir Putin stosuje taktykę znaną z syryjskiego Aleppo - ocenił były ambasador Turcji w Moskwie Aydin Adnan Sezgin, cytowany przez agencję Ukrinform.
rozwiń zwiń