X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Wybory 2005. Lech Kaczyński pokonał Donalda Tuska

Ostatnia aktualizacja: 01.03.2015 14:46
Pojedynek między Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim, do jakiego doszło w 2005 roku na lata zdeterminował polską politykę. Walkę o prezydenturę wygrał wtedy kandydat Prawa i Sprawiedliwości.
Wybory 2005. Lech Kaczyński pokonał Donalda Tuska
Foto: PAP/Bartłomiej Zborowski

Jeszcze wiosną 2005 roku politycy ówczesnej opozycji zapowiadali, że po jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu stworzą wspólny rząd. Gabinet SLD chylił się ku upadkowi. Lewica osłabiona aferą Rywina nie miała szans na ponowne zwycięstwo. W siłę rosła Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość. Przyszłą koalicję w skrócie nazywano PO-PiS-em.

Jako pierwszy start w wyborach prezydenckich ogłosił Lech Kaczyński. I niemal natychmiast zdetronizował prowadzącego w sondażach prof. Zbigniewa Religę. "Jeszcze w połowie czerwca 2005 roku wydawało się, że do decydującej rozgrywki dojdzie między Religą a Kaczyńskim" – pisze historyk Antoni Dudek w książce "Historia polityczna Polski 1989-2012".

Sytuacja się zmieniła po tym, jak pod koniec czerwca Włodzimierz Cimoszewicz zapowiedział, że będzie walczyć o prezydenturę. Na czele jego komitetu wyborczego stanęła Jolanta Kwaśniewska, która deklarowała, że były premier będzie prezydentem "w duchu jej męża". Badania pokazywały, że Polakom to odpowiada, Cimoszewicz zyskiwał w sondażach. Wkrótce jednak zaczęły się kłopoty kandydata Sojuszu związane z akcjami Orlenu. Okazało się bowiem, że marszałek Sejmu nie ujawnił, że posiada akcje koncernu paliwowego. - Popełniłem pomyłkę podając w 2002 roku stan majątkowy na kwiecień 2002 roku. Przepisy prawa rzeczywiście wymagają podania tego stanu majątkowego na koniec roku budżetowego - tłumaczył. Marszałek stanął przed sejmową komisją śledczą. Część posłów chciała, by zajął się nim prokurator.

- Kłopoty Cimoszewicza, a także urlop Lecha Kaczyńskiego, doprowadziły do zmiany kolejności w sondażach przeprowadzonych w połowie sierpnia. Na pierwsze miejsce wysunął się w nich Donald Tusk – przypomina Antoni Dudek.

W połowie września z wyborów prezydenckich wycofał się Włodzimierz Cimoszewicz. Oświadczył, że zrobił tak na znak protestu "przeciwko deprawowaniu obyczajów w Polsce przez część polityków i część dziennikarzy". Mówił, że doszło do posługiwania się kłamstwami, oszczerstwami i bezpodstawnymi zarzutami na skalę wcześniej niespotykaną. - Bez skrupułów sięgnięto też do fałszywych świadków i dokumentów. Ta zmasowana akcja czarnej propagandy skierowana przeciwko mnie przyniosła zamierzony skutek – powiedział.

Decyzja marszałka miała duży wpływ na przedwyborcze sondaże. Wyraźnie zaczął zyskiwać Tusk. Odchodzący z Pałacu Prezydenckiego Aleksander Kwaśniewski mówił, że spośród kandydatów to właśnie lider PO daje gwarancję kontynuacji jego prezydentury. W niektórych badaniach Tusk cieszył się ponad 50 procentowym poparciem.

25 września odbyły się wybory parlamentarne, które nieznacznie wygrało Prawo i Sprawiedliwość, zdobywając w nowym Sejmie 155 miejsc. PO zajęła drugie miejsce ze 133 mandatami. PiS zaproponowało, by premierm został Kazimierz Marcinkiewicz. Rozmowy na temat nowego rządu trwały przez kilkanaście dni. Nie brali w nich udziału liderzy obu ugrupowań, czyli ani Donald Tusk ani Jarosław Kaczyński. Dwie największe partie reprezentował Marcinkiewicz oraz Jan Rokita, który zdawał sobie sprawę z tego, że tworzenie rządu koalicyjnego w czasie kampanii prezydenckiej "to zajęcie straceńcze". Rozmów nie ułatwiała walka o najwyższy urząd w państwie. Sztabowcy Kaczyńskiego ukuli wtedy hasło, że Polacy dokonują wyboru między Polską liberalną a Polską solidarną.

Ostatecznie 9 października, podczas pierwszej tury wyborów zwyciężył nieznacznie Tusk. Głosowało na niego – niewiele ponad 36 procent Polaków, podczas gdy na kandydata PiS swój głos oddało – 33 procent wyborców. Dwa tygodnie później, 23 października doszło do drugiej tury. Na Lecha Kaczyńskiego głosowało ponad 8 milionów osób, podczas gdy na Tuska o milion osób mniej.

- Polska potrzebuje rozliczenia win. Ale Polska jeszcze bardziej potrzebuje zgody. Chciałem się zwrócić o tę zgodę opartą na prawdzie do naszych przyjaciół z Platformy Obywatelskiej, abyśmy szybko zakończyli prace dotyczące wspólnego rządu, żebyśmy ten rząd utworzyli. Chciałbym zwrócić się do Donalda Tuska, który wspaniale walczył w tej kampanii, z wyrazami mojego najszczerszego szacunku i sympatii. I w końcu chciałbym się zwrócić do prezesa mojej partii, Jarosława Kaczyńskiego. To był głównym strategiem, to on jednoczył ludzi, czasem wbrew mojemu oporowi. Dzisiaj mogę mu powiedzieć: panie prezesie, melduję wykonanie zadania! – mówił w trakcie wieczoru wyborczego prezydent-elekt. Ostatnie zdanie – jak przypomina Antoni Dudek zostało "bezlitośnie wykorzystane przez niechętna prezydentowi większość mediów". "Przez następne miesiące i lata trwała swoista zimna wojna toczona przez prezydenta z mediami, zarzucającymi mu całkowite uzależnienie od brata oraz podporządkowanie urzędu interesom politycznym PiS" – czytamy w książce "Historia polityczna Polski 1989-2012".

Porażka w wyborach prezydenckich nie tylko zaprzepaściła szanse na powstanie wielkiej koalicji centroprawicowej, ale jeszcze sprawiła, że Platforma Obywatelska znalazła się w głębokiej opozycji wobec rządów Kazimierza Marcinkiewicza a później jego następcy – Jarosława Kaczyńskiego.

Agnieszka Sopińska-Jaremczak

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak