Ranny prezydent Jemenu przeszedł operację w Arabii Saudyjskiej

Ostatnia aktualizacja: 05.06.2011 12:30
Przewieziony do szpitala wojskowego w Rijadzie prezydent Jemenu Ali Abd Allah Salah przeszedł pomyślnie operację usunięcia odłamków drewna z klatki piersiowej.

Poinformowali o tym przedstawiciele saudyjskiej służby zdrowia i jemeński dyplomata.

Zastrzegli oni sobie anonimowość, gdyż nie mieli zgody na ujawnienie tej informacji.
Według nich, obrażenia prezydenta spowodowała rebeliancka rakieta, która w piątek w czasie świątecznych modłów uderzyła w meczet pałacu prezydenckiego w Sanie. Salaha raniły odłamki drewnianej kazalnicy.

Jak oświadczył zastrzegający sobie anonimowość przedstawiciel saudyjskiej służby zdrowia, Salah przybył do Arabii Saudyjskiej w niedzielę około godz. 1 w nocy i od razu został zabrany do szpitala. Stan prezydenta Saudyjczyk określił jako "niedobry", nie podając żadnych dalszych szczegółów.

Plemienny sojusznik prezydenta, szejk Mohammed Nagi al-Szajef powiedział agencji Associated Press, że spotkał się z Salahem w sobotę wieczorem na terenie jemeńskiego ministerstwa obrony. "Doznał poparzeń, ale nie były one poważne. Miał oparzenia obu rąk, twarzy i głowy" - dodał al-Szajef. Według niego, w momencie uderzenia rakiety w meczecie było około 200 ludzi.

Chaos w Jemenie groźny dla międzynarodowego bezpieczeństwa

Coraz więcej jest obaw, że stojący na krawędzi finansowego bankructwa Jemen, gdzie obecnie przebywa wielu bojowników Al-Kaidy, może popaść w zupełny chaos, zagrażając nie tylko bogatemu w ropę okolicznemu regionowi, lecz także bezpieczeństwu globalnemu.

Demonstrując radość z uważanego przez nich za upadek dyktatora wyjazdu Salaha młodzi ludzie tańczyli i śpiewali w niedzielę na placu w centrum Sany, ale z innych dzielnic stolicy wciąż dobiegały odgłosy wystrzałów.

W ciągu ubiegłych dwóch tygodni w starciach sił rządowych z członkami kierowanego przez Sadeka al-Ahmara klanu Haszed zginęło ponad 200 ludzi, co czyni te walki najbardziej krwawymi od stycznia, kiedy rozpoczęła się antyprezydencka rewolta.
Na razie nie wiadomo, jaki układ władzy wytworzy się po wyjeździe Salaha. Najstarszy syn prezydenta Ahmed dowodzi elitarną Gwardią Republikańską, a trzej z jego bratanków kontrolują agencje bezpieczeństwa i wywiadu. Salah utracił jednak poparcie wpływowego generała Alego Mohsena, który stanął po stronie demonstrantów i nazwał prezydenta "szaleńcem".

Pełniący obecnie obowiązki głowy państwa wiceprezydent Abd Rabu Mansur Hadi, uważany przez analityków za osobistość bez większego znaczenia politycznego, spotkał się z dowódcami wojskowymi, w tym z synami i bratankami Salaha, a także z ambasadorem USA.

Piątkowy atak na pałac prezydencki spowodował śmierć siedmiu osób i stanowił wstrząs dla całego rządu. Poza Salahem, na leczenie do Arabii Saudyjskiej udali się także ranieni premier, dwóch wicepremierów i przewodniczący obu izb parlamentu.

Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii William Hague przyznał w niedzielę, że obawia się rozpadu Jemenu i politycznego chaosu w tym państwie, co byłoby groźne dla międzynarodowego bezpieczeństwa.

"Kolejne brytyjskie rządy działały na rzecz ustabilizowania Jemenu i mimo niepowodzeń nadal będą działać w tym samym kierunku. Jemen może stać się większym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa" - zauważył szef MSZ w rozmowie z BBC.

mch

Czytaj także

Prezydent Jemenu "lekko ranny" w szpitalu. USA: potępiamy przemoc

Ostatnia aktualizacja: 03.06.2011 14:00
Stany Zjednoczone potępiły przemoc w Jemenie, w tym atak na pałac prezydencki i wezwały wszystkie strony do kontynuowania procesu pokojowego przekazania władzy.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Prezydent Jemenu opuścił kraj po ostrzale. "Operacja plastyczna twarzy"

Ostatnia aktualizacja: 05.06.2011 08:10
Prezydent Jemenu Ali Abd Allah Salah jest w szpitalu w Arabii Saudyjskiej – potwierdził dwór saudyjski. Władzę w Jemenie przejął wiceprezydent, rozmawiał z nim już doradca Baracka Obamy.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Eksplozja u generała-odstępcy, strzelanina. Jemen został bez prezydenta

Ostatnia aktualizacja: 05.06.2011 08:15
Co najmniej dwie osoby zginęły w wybuchu granatu w Sanie. Do eksplozji doszło w budynku użytkowanym przez generała, który poparł siły opozycji – pisze Reuters. Rannych zostało 15 osób. W mieście Taiz doszło do strzelaniny.
rozwiń zwiń