Włoscy karabinierzy badają "cudowny" obraz

Ostatnia aktualizacja: 07.09.2011 11:49
- Coś takiego nigdy wcześniej nam się nie przydarzyło - przyznał komendant jednostki karabinierów Sergio Schiavone.
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjneFoto: fot. Wikimedia Commons/CC

Owalny obraz olejny przedstawiający Matkę Bożą z Dzieciątkiem nabyło w połowie sierpnia małżeństwo z miejscowości Licata na Sycylii. Małżonkowie zawiesili go nad łóżkiem. Po kilku dniach zauważyli czerwone łzy płynące z oczu Maryi.

Wieść o rzekomym cudzie rozeszła się po okolicy. Rozpoczęły się pielgrzymki tysięcy ludzi do domu właścicieli obrazu. Małżeństwo postanowiło przekazać dzieło arcybiskupowi Agrigento, Francesco Montenegro.

Dzień na zdjęciach - zobacz galerię>>>

Hierarcha zamiast - jak spodziewali się miejscowi wierni - przyłączyć się do grupy osób przekonanych, że mają do czynienia z cudem, wysłał malowidło specjalnej jednostce karabinierów zajmujących się m.in. analizami chemicznymi. Biskup poprosił ich o poddanie obrazu badaniom laboratoryjnym.

- Przede wszystkim postaramy się ustalić, co to jest za płyn, a jeśli jest to naprawdę krew, pobierzemy próbkę do badań DNA - wyjaśnił przedstawiciel włoskich karabinierów.

PAP,kk

Czytaj także

Beatyfikacja Jana Pawła II: cudowne uzdrowienie czy zła diagnoza?

Ostatnia aktualizacja: 18.01.2011 02:45
Popularny francuski dziennik "Le Parisien" przytacza argumenty za i przeciw uznaniu, iż siostra Marie Simon-Pierre została uzdrowiona w cudowny sposób.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Wywiad o. Oszajcy dla GW: "Nie muszę wierzyć w objawienia w Lourdes"

Ostatnia aktualizacja: 16.04.2011 07:35
"Kto chce, niech wierzy. Ja nie muszę(...). I to nie znaczy, że przestaję być księdzem, katolikiem. Medycyna zna przypadki samouzdrowienia." - o. Wacław Oszajca
rozwiń zwiń
Czytaj także

Cud Jana Pawła II na Podkarpaciu?

Ostatnia aktualizacja: 18.05.2011 11:15
Ciężarna kobieta, której lekarze nie dawali szans przeżycia, wyzdrowiała po tym, jak mąż modlił się do Jana Pawła II? - Droga do uznania cudu jest długa - mówi ks. dr Janusz Sądel.
rozwiń zwiń