Kiedyś branie korepetycji było wstydliwym tematem. Na dodatkowe lekcje wysyłano mniej zdolne dzieci. Obecnie jest to powód do dumy. Na "korki" chodzą uczniowie, którzy chcą być coraz lepsi i lepsi, i lepsi... – Jest cała grupa osób, którym trzeba pomagać w nauce, które nie radzą sobie z przedmiotem, z tempem w szkole. I tym dzieciom trzeba pomóc. Ale jest też cała rzesza osób, która musi umieć więcej, szybciej, lepiej, głębiej – zauważa Dorota Zawadzka, popularna "Superniania", doradczyni w sprawach wychowania dzieci. – To są dzieciaki na poziomie wyższych klas szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum, które uczą się z książek nieprzewidzianych dla nich. Na poziomie podstawówki z podręczników dla gimnazjalistów, w gimnazjum z ksiązek dla licealistów; licealiści natomiast uczą się z pozycji akademickich.
Psycholog zwraca uwagę także na inny problem. Zdaniem Doroty Zawadzkiej szkoła nie uczy umiejętności. – Dzieci mają często ogromną wiedzę i potrafią zaskoczyć dorosłych rzeczami, o których my nigdy nie słyszeliśmy. Nie potrafią natomiast rozwiązywać najprostszych problemów. Nie potrafią odpowiedzieć na pytania, jeśli wymaga to połączenia wiedzy z doświadczeniem. To jest poważny problem polskiej szkoły – podkreśla psycholog rozwoju. – Sama wiedza to za mało.
Dlatego, jak radzi ekspert, dziecko powinno jak najwięcej przeżyć. – Przed pójściem do szkoły powinno doświadczyć głupotek: chodzić boso po rosie, wpaść do strumyka, rozpalić ognisko, porozmawiać z kimś mądrym. O takie rzeczy musimy zadbać – tłumaczy gość Jedynki.
W opinii Zawadzkiej korepetycje, jeśli służą wypełnianiu luk w edukacji, nie są złe. Czasem trzeba dziecku pomóc, bo zdarza się, że jedna mała zaległość powoduje ogromne wyrwy w przyszłej edukacji. Dlatego należy pilnować, żeby nie powstawały zaległości.
Jednakże dodatkowe lekcje nie zawsze są potrzebne. Nieraz wystarczy pomoc rodzica. Tak jest w przypadku osób najmłodszych. – Nie wszystkie dzieci są gotowe by usiąść w ławce, skupić się, słuchać, powtarzać i potem jeszcze odrabiać prace domowe. To zadanie rodzica, który powinien wspomóc dziecko swoją wiedzą i mądrością. Ale nie odrabiać lekcji za dzieci – tłumaczy psycholog.
W klasach 4-6 uczniowie odkrywają, że wiedza jest "po coś". – To jest moment, kiedy korepetycje są zbędne – twierdzi Zawadzka. – Dzieci w tym wieku potrzebują mądrej pani w bibliotece, mądrego rodzica, który pokaże książkę i mądrze zaprezentuje internet, który pójdzie z dzieckiem na wystawę albo do muzeum. Takiego rodzica, który będzie chciał dziecko wspomóc w doznawaniu uczucia: "Wow, ale świat jest niesamowity" –
Korepetycje mogą być potrzebne dziecku, gdy jest ono w gimnazjum. Wówczas młodzież często nie chce się uczyć. – Mają takie zachwianie i wtedy trzeba im pomóc, zapytać, czy nie potrzebują pomocy – radzi gość Jedynki.
Rozmawiała Marta Kielczyk.
(mb)
>>>Zapraszamy >>> Serwis dla dzieci