Bruksela czeka na wniosek Londynu ws. Brexitu. Chce szybkich negocjacji

Ostatnia aktualizacja: 25.06.2016 08:51
Po decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii, Bruksela czeka teraz na oficjalny wniosek Londynu w tej sprawie. Liderzy europejskich i szefowie grup politycznych w Europarlamencie oczekują, że nastąpi to szybko i domagają się rozpoczęcia natychmiastowych rozmów na temat rozstania Wielkiej Brytanii z Unią Europejską.
Audio
  • UE czeka na wniosek z Londynu o wyjściu, chce szybkich negocjacji. Relacja Beaty Płomeckiej (IAR)
Zdaniem komentatorów, unijne kraje niekoniecznie będą chciały otworzyć jednolity rynek dla Wielkiej Brytanii czego oczekują zwolennicy Brexitu
Zdaniem komentatorów, unijne kraje niekoniecznie będą chciały otworzyć jednolity rynek dla Wielkiej Brytanii czego oczekują zwolennicy BrexituFoto: PAP/EPA/FACUNDO ARRIZABALAGA

Europejscy politycy w Brukseli mówią, że nie należy przedłużać okresu niepewności i zawieszenia. - Oczekujemy, że rząd Wielkiej Brytanii wprowadzi w życie decyzję swoich obywateli tak szybko jak to możliwe, niezależnie od tego, jak bolesny ten proces miałby być - powiedział w piątek szef Komisji Jean-Claude Juncker.


serwis specjalny
brexity 1200.jpg
Brexit

Wczoraj wydawało się, że w październiku nowy rząd rozpocznie negocjacje z Brukselą. Słychać jednak głosy, że możliwy jest nadzwyczajny, unijny szczyt w przyszłym miesiącu i wtedy początek oficjalnych negocjacji o wyjściu Wielkiej Brytanii. A te rozmowy, według komentatorów, nie będą łatwe i unijne kraje niekoniecznie na przykład będą chciały otworzyć jednolity rynek dla Wielkiej Brytanii czego oczekują zwolennicy Brexitu.

- Unia Europejska ma interes w tym, by utrudnić wyjście jakiegoś kraju, by nie była to zachęta dla pozostałych. Jeśli Brexit przejdzie bezboleśnie będzie to zaproszenie dla innych, by pójść tym śladem - powiedział Polskiemu Radiu dyrektor brukselskiego centrum Carnegie Europe Jan Techau.

Rozpisania referendum w sprawie członkostwa w Unii już zażądali eurosceptycy we Francji, Holandii i Danii.

Co z Brytyjczykami pracującymi w instytucjach UE?

- O tym, jakie będą dalsze losy Brytyjczyków pracujących w instytucjach UE, zadecydują oni sami – powiedział w piątek szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Wyraził też nadzieję, że deputowani z partii UKIP nie pozostaną w Brukseli dłużej niż konieczne.

Przewodniczący Komisji Europejskiej potwierdził, że Jonathan Hill, komisarz ds. stabilności finansowej, usług finansowych i unii rynków kapitałowych weźmie udział w poniedziałkowym posiedzeniu kolegium 28 komisarzy.

Hill, który jest członkiem Partii Konserwatywnej i był przewodniczącym Izby Lordów w latach 2013-14 oraz bliskim współpracownikiem premiera Davida Camerona przed podjęciem obowiązków w Komisji, "zasługuje na najwyższe uznanie jako bardzo doświadczony polityk" – podkreślił Juncker. Dodał jednak, że decyzja o przyszłości politycznej "należy do samego komisarza Hilla".

Odejście 73 brytyjskich deputowanych z Parlamentu Europejskiego należy oceniać inaczej niż pracę ponad tysiąca Brytyjczyków, którzy pracują w pozostałych instytucjach UE (w Komisji, w Radzie, Sądzie UE itp.) – zaznaczył Juncker. - Ci ludzie pracują dla Unii Europejskiej, a nie dla Wielkiej Brytanii i trzeba o tym pamiętać – dodał.

Jeśli zaś chodzi o eurodeputowanych z partii UKIP, którzy "zajmowali się głównie rozsadzaniem od wewnątrz systemu instytucjonalnego UE, będąc przy tym opłacanymi z europejskich funduszy", ich odejście będzie logiczną konsekwencją Brexitu.

- Tak bardzo nie mogli się doczekać momentu, kiedy to na koniec Wielka Brytania wyjdzie z UE, że myślę, iż nie będą zwlekać z wyjazdem i nie pozostaną w Brukseli dłużej niż to konieczne – skomentował Juncker.

"Zostawiliście krajowe "czapki" za drzwiami"

Wcześniej w piątek szef KE skierował list do brytyjskich pracowników Komisji Europejskiej z zapewnieniem, że będzie ich wspierał, a UE chce nadal korzystać z ich talentów. - "Zgodnie z naszymi regulacjami jesteście urzędnikami UE. Pracujecie dla Europy. Zostawiliście krajowe "czapki" za drzwiami, gdy dołączyliście do tej instytucji, i te drzwi nie zamykają się dla was teraz" - napisał Juncker.

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że z 32 tys. jej pracowników ponad 1100 osób ma brytyjski paszport. Wielu z nich piastuje bardzo wysokie stanowiska z pensjami od kilku do nawet kilkunastu tysięcy euro miesięcznie.

Juncker podkreślił, że jako europejscy urzędnicy zawsze byli oni lojalni wobec Unii, przyczyniając się do "wspólnego europejskiego projektu". - "I tak w duchu wzajemnej lojalności będę pracował wraz z przewodniczącymi innych instytucji europejskich, aby zapewnić, że wszyscy będziemy mogli liczyć na wasz wybitny talent, doświadczenie i zaangażowanie" - napisał szef KE w piśmie, które wyciekło w piątek do mediów.

Generalnie, aby dołączyć do liczącej 55 tys. armii urzędników unijnych pracujących nie tylko w KE, ale też innych instytucjach, trzeba być obywatelem jednego z państw członkowskich. Nie ma jednak regulacji mówiących o osobach, które już są urzędnikami, a ich kraj opuszcza UE w oparciu o art. 50 Traktatu o Unii Europejskiej (TEU). Ich status będzie prawdopodobnie przedmiotem negocjacji między Brukselą a Londynem.

***

Brytyjczycy opowiedzieli się w czwartkowym referendum za opuszczeniem UE; po ogłoszeniu oficjalnych wyników w piątek premier David Cameron zapowiedział, że poda się do dymisji - ze stanowiska ma ustąpić do października. Decyzja Brytyjczyków zatrzęsła globalnymi rynkami.
Jak podała brytyjska komisja wyborcza, za Brexitem w czwartkowym referendum zagłosowało 51,9 proc. wyborców, a 48,1 proc. za pozostaniem we Wspólnocie.

RUPTLY/x-news

IAR,PAP,kh

Czytaj także

Brytyjczycy za Brexitem, premier podał się do dymisji. Co dalej z UE?

Ostatnia aktualizacja: 24.06.2016 19:43
Brytyjczycy zagłosowali w referendum za opuszczeniem UE. Po ogłoszeniu oficjalnych wyników premier David Cameron zapowiedział, że poda się do dymisji - ze stanowiska ma ustąpić do października. Decyzja Brytyjczyków zatrzęsła globalnymi rynkami.
rozwiń zwiń