Ksenofobia nie uratuje Hosniego Mubaraka

Ostatnia aktualizacja: 10.02.2011 14:26
Mimo ogromnego zaangażowania rządowych mediów próba obciążenia zagranicznych wywiadów i mediów odpowiedzialnością za protesty przynosi w Egipcie odwrotne skutki.

Zanim w ostatnich dniach publiczne egipskie media zaczęły w miarę obiektywnie relacjonować wydarzenia w kraju, a jej dziennikarze dołączyli do protestujących, w Egipcie przez tygodnie można było usłyszeć, że protesty są dziełem "antypatriotów" i zagranicznych wywiadów. Propagandziści z egipskiego ministerstwa informacji pożenili ze sobą na tę okazję wywiady Iranu, Izraela, USA i Pakistanu - państw, które na codzień nie współpracują ze sobą w żaden sposób. W telewizji Mehwar, czy Kanale 1 publicznej telewizji przez ostatnie dni stycznia i pierwszy tydzień lutego codziennie emitowano reportaże i wywiady ze skruszonymi szpiegami, lub świadkami szpiegowskich działań obcych wywiadów. Niektórzy donosili, że nawet "80 procent protestujących na placu Tahrir to szpiedzy z Iranu i Pakistanu".

Jak skrupulatnie zanotował Peter Bouckaert z bloga foreignpolicy.com do Mehwar zadzwoniła 5 lutego kobieta podająca się za agentkę Mossadu, która miała przejść w Katarze szkolenie (szkolić mieli Amerykanie) w obalaniu rządu. Inny mężczyzna doniósł tej samej telewizji, że obcy ludzie na aleksandryjskiej ulicy chcieli go zwerbować. Podejrzewał, że to Irańczycy, lub Afgańczycy i zaznaczył, że nie rozumiał języka w jakim mówili. Nie wytłumaczył skąd więc wiedział o próbie werbunku.

Ministerstwo informacji nakazało nawet w pewnym momencie czołowym operatorom telefonii komórkowej w Egipcie rozesłanie wszystkim użytkownikom smsowych apeli do "dołączenia do lojalnych wobec Egiptu i walki z protestującymi zdrajcami". Niektóre smsy zawierały nawet miejsca i godziny zbiórki "patriotów".

Rząd Mubaraka poświęcił także dużo uwagi zagranicznym mediom prześladując dziennikarzy. Biuro Al-Jazeery w Kairze przeżyło dwa naloty bezpieki, dziennikarze "New York Times" i "Guardiana" byli zatrzymywani, Al-Arabija miała czasowy zakaz nadawania, korespondent CNN został pobity. Mimo, że część zagranicznych korespondentów faktycznie w strachu opuściła Egipt, działania te przyniosły skutek zupełnie odwrotny od zamierzonego.

Dziennikarze mediów publicznych dołączyli na początku tygodnia do protestujących, domagając się odwołania szefów telewizji i rozgłośni radiowych, którzy kazali im przekłamywać rzeczywistość.

tan

Czytaj także

Bractwo Muzułmańskie: Nie chcemy władzy, ani państwa wyznaniowego

Ostatnia aktualizacja: 09.02.2011 15:01
Tłum zaatakował budynki rządowe w egipskim Port Said. Wcześniej Bractwo Muzułmańskie oświadczyło, że "nie zamierza ubiegać się o władzę" i odrzuca ideę państwa wyznaniowego.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Wiceprezydent Egiptu grozi wprowdzeniem stanu wojennego

Ostatnia aktualizacja: 09.02.2011 20:17
W Egipcie trwa 16-ty dzień antyrządowych protestów. Protestujący już trzeci tydzień koczują w centrum Kairu, na placu Tahrir. Blokują też dostęp do parlamentu, stojącego kilka ulic dalej. Budynku strzegą dodatkowe oddziały wojskowe, lecz uczestnicy manifestacji zachowują się pokojowo.
rozwiń zwiń
Czytaj także

WikiLeaks: Sulejman obiecał Izraelowi "oczyszczenie Synaju"

Ostatnia aktualizacja: 10.02.2011 10:22
Omar Sulejman, wiceprezydent Egiptu i prawdopodobny spadkobierca fotela po Mubaraku, obiecał Izraelowi w 2007 roku, że "oczyści Synaj" z palestyńskich przemytników - donosi WikiLeaks.
rozwiń zwiń