Interwencja USA w Syrii? Iran: to będzie katastrofa

Ostatnia aktualizacja: 28.08.2013 12:48
Amerykańska interwencja w Syrii będzie katastrofą dla regionu - przestrzega przywódca duchowy Iranu Ali Chamanei. Jak powiedział, Bliski Wschód przypomina obecnie beczkę z prochem.
Ali Chamanei
Ali ChamaneiFoto: Foundation of Holy Defence Values, Archives and Publication/Wikimedia Commons

Stany Zjednoczone rozważają możliwość interwencji wojskowej w Syrii. Impulsem do tego stał się zeszłotygodniowy atak gazowy pod Damaszkiem, w którym zginęło przeszło 300 osób. Bojownicy oskarżają o użycie trującego gazu wojska rządowe, jednak reżim Baszara al-Assada temu zaprzecza. Według Stanów Zjednoczonych, nie ma wątpliwości, że broni chemicznej użyły władze w Damaszku.

Barack
Barack Obama (L) i David Cameron (P), fot. PAP/EPA/ANDY RAIN

- Każdego, kto stosuje broń chemiczną przeciwko bezbronnym kobietom i dzieciom, powinny, a nawet muszą spotkać działania odwetowe - stwierdził wiceprezydent USA Joe Biden. Podkreślił, że tego samego zdania jest także prezydent Barack Obama. Joe Biden powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, że to reżim prezydenta Baszara al-Assada jest odpowiedzialny za "niegodziwe" użycie broni chemicznej w Syrii. USA, jak dodał wiceprezydent, są pewne, że tylko syryjska armia dysponuje taką bronią i że w przeszłości już wielokrotnie ją stosowała.

Wojna domowa w Syrii - czytaj więcej >>>

Rzecznik Białego Domu Jay Carney potwierdził słowa Bidena, że to reżim Assada jest odpowiedzialny za atak chemiczny. Carney przyznał, że prezydent USA nie podjął jeszcze decyzji w sprawie ewentualnej interwencji w Syrii. - Opcje, które rozpatrujemy, nie mają prowadzić do zmiany reżimu. Chodzi o odpowiedź na oczywiste pogwałcenie międzynarodowych praw, które zakazują używania broni chemicznej - wyjaśnił rzecznik. - Jest wiele opcji, które rozpatruje prezydent, i nie są one ograniczone do użycia siły - dodał.

Stanowiska Amerykanów nie podziela Rosja. Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow rozmawiał w tej sprawie z amerykańskim odpowiednikiem i wysłannikiem ONZ do Syrii. W rozmowie telefonicznej z Johnem Kerrym, Siergiej Ławrow przekonywał go, że interwencja przekreśliłaby wszelkie wysiłki dyplomatyczne. Szef amerykańskiej dyplomacji zapewniał, że informacje o użyciu broni chemicznej przez reżim Assada uzyskał z wiarygodnych źródeł. Ławrow chciał "obszernych i obiektywnych" dowodów w tej sprawie.

Moskwa twierdzi, że broni chemicznej użyła syryjska opozycja. Celem takiego ataku miałoby być zdyskredytowanie rządów Baszara al-Assada. Zdaniem Ławrowa, interwencja przyczyniłaby się do destabilizacji sytuacji w Syrii i na Bliskim Wschodzie. Takie stanowisko przedstawił w innej rozmowie telefonicznej - z wysłannikiem ONZ do Syrii, Lakhdarem Brahimim. Dodał, że nie ma alternatywy dla dyplomatycznego rozwiązania sporu w Syrii.

fot.
fot. PAP/EPA/MOADAMIYEH MEDIA CENTER/HANDOUT

Atak rakietowy USA na Syrię może się rozpocząć już w czwartek - informuje we wtorek telewizja NBC, powołując się na anonimowych przedstawicieli władz USA. Ataki o ograniczonym charakterze miałyby potrwać trzy dni. Syria zapowiada, że będzie się bronić. Według NBC celem tych ataków byłoby raczej ostrzeżenie reżimu prezydenta Baszara al-Assada, a nie zdziesiątkowanie jego potencjału militarnego.

IAR/PAP/aj

Czytaj także

Interwencja USA w Syrii? Amerykanista: trzeba działać szybko

Ostatnia aktualizacja: 28.08.2013 09:30
- Jeśli działania się nie podejmie, to może się rozmyć - powiedział w Sygnałach dnia o ewentualnej interwencji USA w Syrii amerykanista dr Maciej Turek z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Atak chemiczny w Syrii. Obama szuka sojuszników

Ostatnia aktualizacja: 28.08.2013 09:16
Gorąca linia prezydenta USA. Od czasu ataku chemicznego w Syrii, Barack Obama dzwonił do przywódców innych krajów co najmniej 88 razy.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Interwencja wojskowa w Syrii. Ważna decyzja Tuska

Ostatnia aktualizacja: 28.08.2013 12:50
- Nie podzielam wiary i entuzjazmu tych, którzy sądzą, że interwencja w Syrii przyniesie właściwe efekty i skutki - powiedział w Sejmie premier Donald Tusk.
rozwiń zwiń