Joachim Brudziński: Dzień dobry, witam.
Wiesław Molak: Dzień dobry, panie pośle. Bogate kraje Unii nie będą ratować się przed kryzysem takim kosztem nowych, uboższych członków to największy sukces Polski na szczycie w Brukseli. Cieszył się pan i zgadza się pan z taką opinią?
J.B.: Nie no, panie redaktorze, to konsekwencje tego szczytu, jak słusznie zauważył minister Stasiak, są konsekwencjami tylko i wyłącznie deklaratywnymi, a nie w żaden sposób konsekwencjami ekonomicznymi, więc jakie w końcu będą owoce tego, że przywódcy państw Unii Europejskiej spotkali się na nieformalnym szczycie zwołanym doraźnie przez prezydencję czeską na skutek tych informacji, które zaczęły płynąć z Francji, że Francja konsekwentnie będzie wspierać swój rodzimy przemysł, tym razem motoryzacyjny, będą, nie wiemy, no. Cieszę się, że premier ma dobre samopoczucie i dobry humor...
H.S.: No ale na tym etapie to deklaracja są bardzo ważne, panie pośle. Tego rodzaju deklaracje.
J.B.: Są bardzo ważne, jeżeli za nimi pójdą konsekwencje ekonomiczne, a póki co to właśnie tutaj, w Szczecinie, w którym dzisiaj jestem, w moim rodzinnym mieście informacja na pierwszych stronach lokalnych gazet, że rozpoczyna się proces odchodzenia, przebranżawiania, pomocy dla stoczniowców Stoczni Szczecińskiej nowej, ale pomocy polegającej na tym, że będą przez najbliższe pół roku szukać nowej pracy i będą przeszkalani. Mam nadzieję, że nie tak jak pierwotnie powiatowe urzędy pracy im zaproponowały, czyli na psich fryzjerów czy bukieciarzy, czyli kogoś, kto układa kwiaty w kwiaciarni. Mówię to z sarkazmem, ale takie są owoce konsekwencji wynikających z tego, że rząd Donalda Tuska bardzo spolegliwie podszedł do wytycznych Komisji Europejskiej, pani komisarz Nelly Kroes i po prostu Stocznię Szczecińską i Stocznię Gdyńską, mówiąc językiem stoczniowców, zaorał. A wspomniany prezydent Francji...
H.S.: Panie pośle, zdaje pan sobie zapewne doskonale sprawę, że jeśli chodzi o sprawę polskich stoczni, to nie jest kwestia tylko i wyłącznie decyzji czy braku decyzji rządu Donalda Tuska, ale również zaniedbania lat poprzednich, również i zaniedbania rządu Prawa i Sprawiedliwości.
J.B.: Ale na czym te zaniedbania polegały, panie redaktorze? Na tym, że utrzymaliśmy produkcję stoczniową, że stoczniowy... że twardo Jarosław Kaczyński w tym samym miesiącu, jak został premierem, pojechał do Brukseli, żeby rozpychać się...
H.S.: No ale wtedy już Unia Europejska upominała polski rząd...
J.B.: ...to nazywa pan zaniechaniem? No właśnie, i o tym właśnie mówimy, panie redaktorze...
H.S.: ...o to, żeby przygotował odpowiednie zapisy.
J.B.: Jeżeli pan mnie pyta o ocenę wczorajszego szczytu, to ja mogę powiedzieć tylko tyle: bardzo się cieszę, że dobry humor ma premier polskiego rządu, bo uśmiechu na twarzy pana Donalda Tuska nigdy nie za wiele, natomiast jakie są konsekwencje dla polskiej gospodarki? Odpowiadam: nie wiem. Wiem jedno – że prezydent Francji nie miał żadnych oporów, żeby znacjonalizować stocznię w Saint Nazaire, aby utrzymać produkcję stoczniową. Wiem jedno – że pani kanclerz Angela Merkel, która tak serdecznie i ciepło przyjmowała wcześniej w Hamburgu pana premiera Donalda Tuska, zapewniając go o swojej sympatii do niego, nie miała żadnych oporów, żeby wpompować wielomiliardową pomoc w stocznię w Wiesmarze czy w Arnemünde, tam te stocznie trwają i produkują, natomiast u nas... U nas możemy przeczytać, że z 200 tysięcy osób zatrudnionych w przemyśle motoryzacyjnym i okołomotoryzacyjnym w Polsce 20% do zwolnienia. Pan premier konsekwentnie mówi o dobrym samopoczuciu, mówi o tym, że jesteśmy mocarstwem, bo żadnej pomocy od Unii Europejskiej nie oczekujemy...
W.M.: Nie, nie no, tak nie mówi, panie pośle, Polska nie jest krajem, który potrzebuje unijnej pomocy tak jak inne państwa naszego regionu.
J.B.: Może przerysowałem, może rzeczywiście przerysowałem, ale wie pan, ja bym wolał... wolałbym, panie redaktorze, żeby pan premier Donald Tusk jako premier polskiego rządu bardziej niż interesem całej Unii kierował się interesem naszej polskiej gospodarki, bo mówienie o tym, że pokazaliśmy, że odgrywamy silną rolę w Unii Europejskiej, bo potrafimy zebrać na parę godzin przed oficjalnym posiedzeniem kilkunastu premierów w naszej ambasadzie w Brukseli i to premierów, którzy mówią różnym głosem, bo co innego mówi premier Węgier, co innego mówią premierzy krajów tak zwanej Pribałtiki, a co innego mówimy w końcu my, jest sukcesem Donalda Tuska, no to jeżeli to uznamy sukces, to tak, ten szczyt był rzeczywiście sukcesem. Owoców dobrych dla naszej gospodarki jak nie było, tak nie ma.
W.M.: No ale chciałby pan czytać w gazetach pewnie takie tytuły: „Bogata Europa ustąpiła Kaczyńskiemu”. Jest, na razie bogata Europa ustąpiła Tuskowi.
J.B.: No ale to w jakich gazetach to czytamy?
W.M.: A na przykład w dzisiejszym Dzienniku.
J.B.: Ano to dobrze, no wie pan, gdyby to pisały gazety nad Sekwaną albo w Berlinie czy w Rzymie, to wtedy tak, uznałbym to za sukces, ale jeżeli piszą to nasze gazety, to...
W.M.: To nasze piszą właśnie.
J.B.: ...no to na pewno pomoże to zachować dobre samopoczucie pijarowcom pana premiera Donalda Tuska, bo cała ta wizyta tak naprawdę, jeżeli przyniesie się jakieś konsekwencje pozytywne dla tej ekipy, to będą to konsekwencje tylko i wyłącznie wizerunkowe, natomiast czy przyniesie ta wizyta coś dobrego dla naszej gospodarki, wątpię.
W.M.: Ale sam pan mówi, że jeszcze nie wiadomo. Jacek Rostowski...
J.B.: No właśnie, ale wie pan, ja bym naprawdę był usatysfakcjonowany, gdyby pan premier mniej mówił o Europie na tym wczorajszym spotkaniu, a więcej mówił o Polsce, więcej mówił o sytuacji polskich stoczniowców, więcej mówił o sytuacji polskich hutników, o sytuacji polskiej zbrojeniówki, o sytuacji polskiego przemysłu motoryzacyjnego, a mniej o interesach Europy jako całości. Dla mnie osobiście, to jest moje osobiste zdanie, Unia Europejska ma wartość tylko i wyłącznie przez pryzmat tego, jakie korzyści my z naszej obecności w tej Unii Europejskiej jako Polacy odnosimy, a nie czuję się patriotą europejskim, czuję się patriotą polskim.
W.M.: Minister finansów Jacek Rostowski mówi tak, że Prawo i Sprawiedliwość osłabia złotego, bo nie zgadza się na zmianę Konstytucji.
J.B.: Tak, a pan premier Donald Tusk, w nawiązaniu też do kwestii naszego członkostwa w strefie euro i wejścia do korytarza ERM2, mówi tak: „O nic nie prosimy, jesteśmy gotowi wypełnić obowiązujące warunki wejścia do strefy euro”. To jest deklaracja pana premiera Donalda Tuska. Pan minister Rostowski w tym wywiadzie dla Dziennika mówi: „No, gdyby się udało skrócić ten nasz okres o dwa, trzy, cztery miesiące, a może dłużej, to byłoby to dla nas z olbrzymią korzyścią”.
Wie pan, ja mam takie wrażenie, że pan minister Rostowski często mówi rzeczy niekoniecznie po myśli pana premiera z jednej strony, a pozwoli pan, że nie będę komentował jego wycieczek pod adresem opozycji, bo wolałbym, żeby minister finansów był technokratą, a żeby nie wychodziło z niego powiedziałbym takie zacięcie, a nawet zacietrzewienie polityczne, a niestety bardzo często z pana ministra Rostowskiego coś takiego wychodzi, co na pewno nie służy naszej walucie, nasze złotówce.
W.M.: A co zdaniem Prawa i Sprawiedliwości należy zrobić, żeby nie rosło bezrobocie, żeby ludzie mieli pracę? Jak pomóc? Komu pomóc? Zakładom, ludziom? Wiele małych miast, gdzie gospodarka...
J.B.: Konsekwentnie...
W.M.: ...opiera się na jednym zakładzie pracy, stoi na granicy bankructwa?
J.B.: I konsekwentnie mówimy, że tutaj jest rola właśnie dla interwencjonizmu państwa. Właśnie paradoksalnie, tak jak w wypadku już wspomnianych stoczni...
W.M.: Czyli zwiększyć deficyt budżetowy, tak?
J.B.: Tak, to jest nasz postulat, do 7 miliardów złotych. Zwiększenie deficytu budżetowego o 7 miliardów złotych w żaden sposób nie rzutuje na te wszystkie rygory, które narzuca na nas z jednej strony Unia Europejska, nawet w perspektywie naszego wejścia do korytarza ERM2, dlatego że to i tak jest poniżej 2% PKB. Mówimy o tym, że jednym z pomysłów na utrzymanie miejsc pracy są właśnie roboty interwencyjne rządowe, to jest zintensyfikowanie pozyskiwania i wykorzystywania środków unijnych. Jeżeli słyszymy dzisiaj, że w przeciągu roku saldo pomiędzy tym, co wpłacamy do Unii Europejskiej w ramach naszej składki, a tym, co z Unii Europejskiej otrzymujemy, zmniejszyło się o ponad 600 miliardów euro, no to tutaj to jest właśnie niepokojąca informacja.
H.S.: Ale, panie pośle...
J.B.: Jeżeli pan pyta... Tak?
H.S.: Premier mówi wprost: „Proste recepty ocierają się o naiwność. To rady, żebyśmy dodrukowali pieniędzy lub je pożyczyli to jest demolowanie systemu i nie wyprowadzi nas z kryzysu”.
J.B.: No, panie redaktorze, jeżeli miałbym oceniać, kto z nas tutaj jest bardziej naiwny, to znaczy czy taka postawa, jaką wczoraj właśnie zaprezentował czy prezentuje Donald Tusk, czy ta postawa, którą prezentuje opozycja, to wie pan, może ja tutaj na pewno obiektywny nie jestem, ale chcę powiedzieć, że znacznie więcej tej naiwności widzę po stronie pana premiera Donalda Tuska, szczególnie w tym wymiarze walki o swoje interesy. Naiwność tej ekipy kosztuje nas dzisiaj likwidację przemysłu stoczniowego. Naiwność, taka spolegliwość wobec Brukseli kosztuje nas dzisiaj upadkiem również
stoczni w Gdyni. Ta nawisłość polegająca i wiara, taka dogmatyczna wiara w niewidzialną rękę rynku i w prawidła skrajnie liberalnej ekonomii skutkuje tym, że cięcie kosztów, bo to jest jeden z pomysłów na walkę...
H.S.: Rozumiem, panie pośle, że nie ma żadnych szans na jakąkolwiek nić porozumienia, jeśli chodzi o wspólne działania...
J.B.: Jest, ale a cóż my innego robimy, panie redaktorze, cóż my innego...
W.M.: Panie pośle, a może nie jeździć do tej Brukseli? Bo jak z góry zakładamy, że nas oszukają, nie dotrzymają tego, co powiedzieli...
J.B.: Ale to jest teza i opinia pana redaktora, a nie moja. Wcale nie twierdzę, że nas z góry oszukają, tylko za darmo jeszcze nikt nikomu nic nie dał. I to jest to prawidło, którego należy się trzymać. Ja nie twierdzę, że Unia Europejska chce nas oszukać. Ja nie jestem jakimś eurofobem. Ja wiem tylko jedno – że w Europie liczą się z tymi, którzy kierują się twardymi regułami. Ja wiem jedno, że pan premier...
H.S.: Panie pośle, i na tym sformułowaniu „Nic za darmo nikomu jeszcze nikt nie dał” zakończymy dzisiejszą rozmowę. Dziękuję bardzo.
J.B.: Pozdrawiam serdecznie wszystkich radiosłuchaczy i pana redaktora.
H.S.: Joachim Brudziński ze studia w Szczecinie, z Prawa i Sprawiedliwości.
(J.M.)