Logo Polskiego Radia
POSŁUCHAJ
Jedynka
Paweł Kurek 27.11.2013

Płonąca tęcza? Przed wojną na ulicach lała się krew

- Przed wojną politykę uprawiano na ulicach. Dochodziło do strzelanin i zabójstw - mówił dr Adam Leszczyński, historyk i publicysta. Gość radiowej Jedynki opowiadał o społeczno-politycznych nastrojach dwudziestolecia międzywojennego.
Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz. Fotografował legionista Adam Dulęba.Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz. Fotografował legionista Adam Dulęba.Wikimmedia Commons/Andros64/PD-Polish

Adam Leszczyński zauważył, że Polacy mają wyidealizowane wyobrażenie o rzeczywistości lat 20-stych i 30-stych. - Często myślimy o tym okresie z sentymentem, przez pryzmat sympatycznych komedii - tłumaczył Leszczyński. Tymczasem dochodziło wtedy do poważnych napięć społecznych. Zdaniem historyka zamieszki narodowców w latach 30-stych były znaczenie brutalniejsze od tych, które miały miejsce w Warszawie 11 listopada. - To, co robili współcześni narodowcy, w porównaniu z ich przodkami ideowymi, to jest zabawa w piaskownicy - zaznaczał.

HISTORIA - serwis specjalny portalu PolskieRadio.pl >>>

Przykładem brutalizacji życia politycznego w międzywojniu jest – zdaniem gościa radiowej Jedynki - zamach na prezydenta Gabriela Narutowicza. Prawdopodobnie morderca prezydenta znajdował się pod silnym wpływem propagandy endeckiej i panujących wtedy nastrojów politycznych. Historyk wspominał też agresywne zachowania, na które Narutowicz był narażony przed śmiercią. - Kiedy prezydent przejeżdżał otwartym powozem ulicami Warszawy rzucano w niego bryłami śniegu i lodu - opowiadał gość "Naukowego zawrotu głowy". Dodał, że śmierć prezydenta jeszcze bardziej zaostrzyła nastroje polityczne w Polsce.

Trudna sytuacja polityczna odradzającego się po zaborach kraju sprzyjała eskalowaniu przemocy. Wojsko i policja nie patyczkowały się z uczestnikami demonstracji. Historyk wspominał wyjątkowo brutalną szarżę kawalerii na tłum protestujących w Krakowie robotników. Do zdarzenia doszło w 1923 roku. – To nie było podpalenie tęczy. To była długa lista ofiar - opisywał. Adam Leszczyński przypomniał też o ofiarach zamachu majowego, do którego doszło trzy lata później - Zginęło wtedy ponad czterysta osób - mówił. Zdaniem gościa Jedynki w latach 30-stych brutalizacja życia znacząco wzrosła. W tym okresie nasiliły się protesty społeczne. – Były blokady miast przez chłopów i protesty na tle narodowościowym – wymieniał historyk.

Podkreślił, że opisując rzeczywistość międzywojnia nie chce bagatelizować wydarzeń, które miały miejsce podczas tegorocznego Święta Niepodległości. Historyk stwierdził, że powszechna negacja zamieszek z 11 listopada, również przez środowiska prawicowe, świadczy o ucywilizowaniu się obyczajów politycznych w Polsce.

Rozmawiała Katarzyna Kobylecka.

(pkur)