"Głównym celem Wołodymyra Zełenskiego jest zwycięstwo nad Rosją. To uzasadnia styl jego publicznych wystąpień. Ten cel powinien być obecnie także głównym celem Niemiec" - napisał Christian Neef w materiale opublikowanym w internetowym wydaniu tygodnika "Der Spiegel". "Czyż wróg naszego wroga nie powinien być naszym przyjacielem?" - zapytał autor oraz długoletni korespondent "Spiegla" w Moskwie.
Wojna Rosji z Zachodem
Jak podkreślił Neef, "teza Putina o wojnie idei między Rosją a Zachodem czyni także nas, nasze społeczeństwa wojennym wrogiem Rosji". Zamiast wesprzeć Ukrainę, kanclerz Olaf Scholz opóźnia dostawy broni dla Kijowa, a zaproszenie do złożenia wizyty w Kijowie zbywa chłodnym stwierdzeniem, że "przyjął je (zaproszenie) do wiadomości".
Zdaniem Christiana Neefa euforia na punkcie Wołodymyra Zełenskiego i jego kariera w stylu gwiazdy pop oraz porównywanie go do Che Guevary czy Fidela Castro działa wielu Niemcom na nerwy. Polska wyemitowała nawet serię znaczków z jego podobizną.
"Można uznać to za przesadę. Można przypomnieć o tym, że w pierwszych latach swojej kadencji prezydent niewiele osiągnął i że oligarchowie mieli nadal wiele do powiedzenia, a on niewiele przedsięwziął, aby walczyć z korupcją. Ale jakie to ma znaczenie po 24 lutego? Żadne" - wyjaśnił publicysta "Spiegla".
"Co myślą sceptycy wobec Zełenskiego w Niemczech?" - zastanawiał się autor. "Rząd sieje dzień po dniu wątpliwości w sprawie prezydenta Ukrainy. Nie bezpośrednio, lecz pośrednio. Z szeregów rządu dochodzą głosy o kruchych strukturach demokracji w Ukrainie. O irytacji z powodu ekipy Zełenskiego i o tym, że - jak pisał "Die Zeit" - władze w Berlinie muszą bronić niemieckich interesów przeciwko dominacji w debacie i pod względem sympatii zbudowanej sprytnie przez Zełenskiego" - napisano na łamach niemieckiego dziennika.
"Wysoka cena za brak empatii"
Brak zaangażowania Niemiec po stronie Ukrainy wynika zdaniem Neefa z dwóch przyczyn. Na pierwszym miejscu wymienił "utrzymujące się lekceważenie" wielu Niemców z Zachodu wobec Europy Wschodniej. "Kraje takie jak Ukraina znajdowały się przez dziesięciolecia poza ich polem widzenia. Byli zafiksowani na wielką Rosję, którą chociażby z przyczyn historycznych należało zadowolić. (…) Interesy Ukrainy nic dla nich nie znaczą, interesy Rosji znaczą dużo" - napisał Neef i dodał, że paradoksalnie agresor, czyli Rosja może liczyć u Niemców na więcej zrozumienia niż ofiara agresji - Ukraina.
Druga przyczyna niechęci do Ukrainy ma podłoże materialne. Z każdym dniem wojny Niemcy coraz bardziej uświadamiają sobie zagrożenia. Słyszą o eksplodujących cenach gazu i benzyny. Nie zgadzają się na oddanie części swojego dobrobytu na rzecz kraju uważanego za bez znaczenia. "Ukraina jest częścią Europy Wschodniej, która - podobnie jak Węgry, Polska czy Bałtowie - i tak chętnie sprzeciwia się duchowi Zachodu i wywołuje niepokoje".
"Wysoką cenę za brak empatii zapłacą nie tylko Wołodymyr Zełenski i 40 mln Ukraińców, lecz także - wcześniej czy później - Niemcy. Niestety niewielu z nich zdaje się to rozumieć" - podsumował Christan Neef.
Czytaj więcej:
dw.com/nt