- Teraz są takie kamienie na drodze, to się jeszcze samochodem pojedzie. A kiedyś były takie dziury! Można było tylko wozem – opowiada Jose Roberto Błaszczyk. – Prawie tak samo każdy dostawał ziemię. Wyznaczone było. Majże menus pewno 10 akrów każdemu je. Tu mieszkał Ostrowski. Z tej strony Sawa, tutej Książkiewicze mieszkali. Tutaj Karolkewycz. Ale on muzykant był najlepszy, Karolkewycz Bronek – tłumaczy dalej nasz przewodnik.
Wraz z dobrym duchem (Jose Roberto Błaszczyka nazywamy Józefem) odwiedzamy cmentarz kolonistów, mijamy domy polskich osadników, dowiadujemy się też co nieco o przyrodzie i słynnych braciach Bertussich z Rio Grande do Sul, którzy grali muzykę pasterzy – gaucho. Przede wszystkim jednak jedziemy z wizytą do domu państwa Tyskich, gdzie spotkamy się z ojcem i synem, Elió i Edsonem, często grającymi po polsku podczas nabożeństw w lokalnej kaplicy.
- Elió Tyski, gram na gaicini (gaitinha to organki – przyp. red.). Urodziłem się w roku 1963. Ja nie pamiętam, w którym roku moje dziadki przyjechały z Polonii. Tylko że mój ojciec był tutaj już siedemdziesiąt parę lat…
Pan Elió gra od 18 roku życia. Uczył go wujek – Klimek Owsianny. Wiele melodii i tekstów polskich pieśni nasz bohater poznał od swojego ojca. Skąd się wzięły? Nie pamięta. Syn Elió – Edson – nauczył się grać m.in. na pianinie i gaicie. Teraz ojciec śpiewa, a syn gra. Nierzadko wykonują „Gwiazdo śliczna, wspaniała” na niedzielnych nabożeństwach. Śpiewają polską pieśń, bo „więcej polskich tu je. Novento procento Polaki”. Ksiądz robi msze trochę po polsku, trochę po brazylijsku.
Udajemy się także do domu państwa Kurzydłowskich – trzypokoleniowej rodziny (dziadek Clemente, syn Dalvio i wnuk Alisson) kultywującej polskie tradycje oraz używającej przepięknej, archaicznej polszczyzny. Alisson Kurzydłowski (16 lat) i jego kolega Kauã Vitorio Komar Michalczuk (14 lat) grają na akordeonie i skrzypcach – po „polsku” i po „brazylijsku”, mimo młodego wieku, muzykancką profesję traktując poważnie i grając w lokalnym zespole (złożonym z samych potomków Polaków!) na zabawach i weselach.
- Nazywam się Kauã Vitorio Komar Michalczuk. Mam 14 lat. Na skrzypcach sam się nauczyłem. Tak źle trochę gram. Ale pomału i wszystko będzie grać. Tańcuję z grupą Mazury już 5 lat. – mówił młodszy z muzykantów. Starszy, Alisson Kurzydłowski, na akordeonie gra siedem lat. Nauczył się ze znajomymi.
Clemente Kurzydłowski – dziadek młodych muzykantów – przedstawił się jako Klimek.
- Mam 70 lat. Od mała to się wychowałem na drugim szakrze. A potem z ojcem przyszlim tutaj. Tutaj zaczęli my robić w polu, wybudowalim chałupę i tak do tej pory… – Pan Klimek do tej pory wspomina zabawy i wesela, które przed laty urządzali mieszkający w okolicy Polacy i Ukraińcy. – Całki noc się bawili, do samego dnia! Co naszło na głowę, to się grało. Ale więcej polskich. Mój ojciec grał walca. Ludzie jedne się mylili, drugie nie i szła ta zabawa. Czasem więcej się umęczył, jak się natańcował!
Alisson i Dalvió Kurzydłowscy (syn i ojciec) na tle młyna w gospodarstwie, fot. Piotr Baczewski
***
Tytuł audycji: Źródła
Prowadziła: Magdalena Tejchma
Data emisji: 15.02.2024
Godzina emisji: 15.15