Logo Polskiego Radia
POSŁUCHAJ
Jedynka
Andrzej Gralewski 08.05.2018

Elżbieta Zającówna ma szczęście do ludzi

Aktorka dostała się na studia, bo była dobrze przygotowana. Do dziś uważa, że jeśli ktoś jest przygotowany i nie ma ewidentnych braków eliminujących z zawodu, to do szkoły aktorskiej nie jest trudno się dostać. Ale po pierwszym roku chciano ją wyrzucić.

Kierownictwo uczelni zarzucało jej brak temperamentu i ogromną, paraliżującą nieśmiałość. Wybroniła ją Marta Stebnicka. Elżbieta Zającówna była na roku, którym opiekował się Jerzy Stuhr. Potem spotkała się z nim na planie filmu "Seksmisja". Co do swojej roli w tym filmie jest bardzo krytyczna.

W wieku szkolnym wcale nie chciała zostać aktorką, swoje życie pragnęła związać ze sportem, tak jak jej mama, siatkarka. - Reprezentacja w lekkiej atletyce, w piłce ręcznej, w skoku wzwyż, w piłce siatkowej - wylicza aktorka. Ale jej marzenia pogrzebało orzeczenie lekarzy, że nie może wyczynowo uprawiać sportu, ani nawet intensywnie pracować.

Wspominając życie zawodowe, aktorka przyznaje, że miała dużo szczęścia. Jej kariera rozwijała się w różnym tempie, były okresy wyciszenia i wzrostu. Spotykała świetnych reżyserów i grała w ciekawych przedstawieniach, także muzycznych. - Grałam w filmach, które weszły do klasyki kinematografii - mówi. "Seksmisja", "Vabank", "Matki, żony i kochanki". Teraz, kiedy jej córka się usamodzielniła, Elżbieta Zającówna wraca do teatru.

***

Rozmawia: Jolanta Fajkowska

Gość: Elżbieta Zającówna (aktorka)

Data emisji: 8.05.2018

Godzina emisji: 9.45

Materiał wyemitowano w audycji: "Cztery pory roku".

ag/mg