Jako Los Pirañas grają od dziesięciu lat, znają się jednak od liceum. Każdy z członków tria ma na swoim koncie inne dokonania – mózgiem zespołu jest Eblis Álvarez, znany z bliźniaczej grupy Meridian Brothers. Oba zespołu są niczym awers i rewers współczesnej, jak słusznie się określa, psychodelicznej cumbii. Kolumbijski taniec rozpisany na perkusję, bas, gitarę i stylową, archaiczną elektronikę brzmi, jakby został zawieszony w czasie. Ale tak właśnie ma być. Współczesność po uszy zatopiona w tradycji i to wcale niekoniecznie wyłącznie tej ludowej, bowiem dla członków zespołu nowa płyta jest nostalgiczną podróżą do przeszłości. „Dla mnie ten album jest powrotem do czasów liceum” – twierdzi perkusista Pedro Ojeda. „Nie mieliśmy wtedy wielu celów. Chcieliśmy grać proste riffy, by wyrażać siebie”. Eblis Álvarez dodaje: „Dziś spoglądamy w przeszłość z całym bagażem naszych doświadczeń”.
„Dla mnie ten album jest powrotem do czasów liceum” – twierdzi perkusista Pedro Ojeda. „Nie mieliśmy wtedy wielu celów. Chcieliśmy grać proste riffy, by wyrażać siebie”. Eblis Álvarez dodaje: „Dziś spoglądamy w przeszłość z całym bagażem naszych doświadczeń”.
Jest w tych deklaracjach trochę kokieterii, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że „Historia Natural” to bardzo młodzieńcza płyta. Gdy słucham utworu „Palermo’s Grunch”, czuję się, jakbym uczestniczył w próbie szkolnego zespołu sprzed lat: powtarzane, surfowe gitarowe riffy, spacerujący, niemal dubowy bas, utrzymująca wszystko w ryzach perkusja i obowiązkowe przyspieszenie na końcu. Ot, zabawa. Nie inaczej jest, gdy muzycy zniekształcają, przyspieszają i zwalniają w „Espiritu de los seres humanos” czy gdy biorą na warsztat słynny przebój „Puerta del Sol” z 1973 roku Peruwiańczyka Alfredo Linaresa.
Zresztą latynoski standard doskonale wymieszał się z nowymi kompozycjami. Pedro Ojeda nie ukrywa ogromnego wpływu tradycji muzyki kolumbijskiej na to, co robią. Płyty z lat 50., 60., 70. wciąż obracają się na ich gramofonach (zapewne wymiennie z nagraniami The Beach Boys). Proszę tylko posłuchać „Todos tenemos hogar” czy „El venado triste”. Finał „Rechazados por el mundo” to już surrealistyczna impreza, przenosząca nas w zupełnie inny wymiar. Jaki? Proszę sobie samemu dopowiedzieć.
Znają się jak łyse konie. Wchodzą do studia i grają na setkę. Wtedy rodzą się pomysły, te najlepsze trafiają na płytę. Żadnego dodatkowego kombinowania. Oto przepis na sukces Los Pirañas.
Los Pirañas
"Historia Natural"
Glitterbeat 2019
Ocena: 3,5/5
Jacek Hawryluk, Program 2 Polskiego Radia
***
Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.