Logo Polskiego Radia
POSŁUCHAJ
Polskie Radio
Aleksandra Tykarska 24.01.2023

Karnawał

Czas zabaw trwających od Nowego Roku, albo od święta Trzech Króli do środy popielcowej, albo przez ostatni tydzień lub tylko trzy ostatnie – i dlatego najbardziej szalone i hulaszcze – dni przed Popielcem, nazywano w Polsce zapustami.
Posłuchaj
  • Polka Zbyszek - Kapela Zespołu Regionalnego Kaszuby z Kartuz, z płyty "Kaszuby" z serii "Muzyka Źródeł"

Te ostatnie trzy dni karnawału nosiły także staropolską nazwę mięsopust (uformowaną identycznie jak nazwa karnawału od słów mięsa – opust, czyli pożegnanie, opuszczenie, poniechanie i pożegnanie mięsa). Nazywano je również ostatkami, kusymi (diabelskimi) dniami, kusakami, dniami zapuśnymi.

Polskie zabawy i hulanki karnawałowe zostały potwierdzone już przez z źródła z XVI wieku, ale ich tradycje są bez wątpienia starsze. Z XVI wieku natomiast pochodzą oficjalne protesty duchownych, piętnujących ostro owe nieposkromione swawole i przyziemne, prowadzące do grzechu zabawy. W Polsce bowiem podobnie jak w innych krajach Europy, karnawał był czasem biesiad i pijatyk, tańców i nieustannej zabawy, którą stawiano ponad wszystkim. Bawiono się i weselono we wszystkich stanach, w miastach i na wsi. Bawili się bogaci i biedni, młodzi i starsi, a wszyscy stosownie do posiadanych środków i zasobów, jedli dużo, tłusto i jeszcze więcej pili.

SŁUCHAJ

Na szlacheckich i magnackich dworach urządzano polowania i turnieje, okazale i bardzo wystawne uczty i bale, a wśród nich modne w Polsce, już w XVII wieku bale kostiumowe i maskowe. W Warszawie urządzano bale maskowe zwane redutami. Do ulubionych staropolskich rozrywek karnawałowych, urządzanych z wielkim szumem i brawurą, należały szlacheckie kuligi. Była to sanna, prowadzona przez wodzireja-arlekina, od dworu do dworu. W każdym czekała gości uczta i salony przygotowane do tańca. A gdy goście najedli się, napili, ogrzali i wytańczyli, nierzadko opróżniając do czysta z zapasów komory, piwnice i spiżarnie gospodarzy, na znak wodzireja i jego okrzyk – kulig, kulig, ruszali w dalszą drogę, przy dźwiękach muzyki i głośnym dzwonieniu janczarów, zabierając ze sobą (nierzadko siłą) przynajmniej jednego albo nawet kilku domowników, tak że do kolejnych odwiedzanych dworów, zajeżdżała coraz to większa i – czasami – wielce kłopotliwa gromada gości, bo kulig nie był równy kuligowi.

Karnawał był również – zwyczajowo – czasem swatania i kojarzenia młodych par, czasem zaręczyn, a nawet i zaślubin. Przy czym na ślubnym kobiercu stawały najczęściej pary skojarzone w poprzednim roku i poprzednim karnawale, choć nie było to regułą. Był więc karnawał i tańce karnawałowe, bale i zabawy, swego rodzaju giełdą małżeńską. Barbara Ogrodowska

Kipiący radością, wesoły i huczny był także karnawał chłopski, bo i na wsi, w zapusty było gwarno, suto i radośnie, i tam bawiono się przy muzyce i tańczono. Karnawał na wsi był czasem pod każdym względem niezwykłym. Na wsi bowiem z zabawami zapustnymi, z tańcami i poczęstunkami wiązały się również stare i bardzo ciekawe zwyczaje oraz obrzędy na płodność i urodzaj, które mieszkańcy wsi, obyczajem swych przodków, odprawiali u schyłku zimy.

***

Tekst pochodzi z książki "Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne" dr Barbary Ogrodowskiej, wyd. Muza, Warszawa 2010.

Opracowała: Hanna Szczęśniak

Po więcej felietonów dotyczących świąt zapraszamy do naszej zakładki świętujemy.