Podczas wielkiego postu wiele osób rezygnowało z picia alkoholu i palenia tytoniu. Fajki i woreczki z tytoniem lub machorką odkładano do schowków i sięgano po nie dopiero w Niedzielę Wielkanocną.
Wzmianki te dotyczą liturgii, dwudniowego wówczas postu obowiązującego w Wielką Środę i Wielki Piątek. O tygodniowym już poście wielkanocnym, odprawianym w Galii około 190 roku, pisał również inny autor wczesnochrześcijański – św. Ireneusz.
W VII wieku Środa Popielcowa wyznaczona została na pierwszy dzień liturgii Wielkiego Postu, którego czas stale zwiększano.
Zgodnie z nauką Kościoła Wielki Post powinien być czasem umartwień, rozmyślań, wzmożonej pobożności i dobrych, miłosiernych uczynków. Ma więc przybliżać wiernym najważniejsze tajemnice wiary i przygotować ich do godnego uczestnictwa w wielkim święcie Zmartwychwstania Pańskiego.
Arcybractwo Dobrej Śmierci
W każdy piątek Wielkiego Postu krużgankami bazyliki Franciszkańskiej w Krakowie kroczą ubrane na czaro, zakapturzone postacie. Z berłami zwieńczonymi ludzkimi czaszkami budzą strach i zaciekawienie. Kim są?
Przodkowie nasi, a zwłaszcza mieszkańcy wsi, przez wieki całe nie tylko bardzo gorliwie wypełniali zalecenia Kościoła na Wielki Post, lecz także dobrowolnie narzucali sobie różne umartwienia. W wielu domach, szczególnie tych uboższych, zwłaszcza na wsi, mięso, tłuszcze zwierzęce, a nawet cukier, miód i nabiał na całe sześć tygodni znikały ze stołów. Żywiono się głównie żurem postnym, kartoflami, gotowaną i surową, kwaszoną kapustą, gotowaną brukwią, śliwkami suszonymi, rozgotowanymi na gęstą zupę pamułę, różnymi postnymi, mącznymi brejkami, śledziami, chlebem i innymi skromnymi potrawami, które skąpo kraszono olejem lnianym. Tylko w niedzielę pozwalano sobie na trochę lepsze i obfitsze jadło.
Podczas Wielkiego Postu wiele osób rezygnowało z picia alkoholu i palenia tytoniu. Fajki i woreczki z tytoniem lub machorką odkładano do schowków i sięgano po nie dopiero w Niedzielę Wielkanocną. Odkładano – i dla pewności zamykano na klucz – instrumenty muzyczne. Niedozwolona była muzyka, ustawały śpiewy, wszelkie zabawy, spotkania i poczęstunki, a młodzież i dzieci karcono za głośniejsze śmiechy i krzyki. Na całe sześć tygodni (z małymi tylko przerwami) ustawało życie towarzyskie. Zastępowały je wspólnie odmawiane modlitwy, czasem – głównie na dworach – wspólna lektura pobożnych książek.
Tę wielkopostną ciszę, spokój i powagę przerywały niegdyś prawie już zapomniane hałaśliwe obchody półpościa. W dniu, w którym przypadała połowa Wielkiego Postu, po ulicach wsi i miast biegali chłopcy, hałasując drewnianymi kołatkami i terkotkami, waląc z hukiem drewnianymi młotami, inaczej szlagami – co zwało się wybijaniem półpościa – i rozbijając gliniane garnki i czerepy wypełnione popiołem o drzwi domów, tych zwłaszcza, w których mieszkały panny na wydaniu. Niekiedy więc półpoście nazywano dniem garkotłuka.
Najczęściej nawet bardzo pobożne osoby tolerowały wszystkie te hałasy i psoty. Oznaczały one bowiem, że zbliża się wesoły i suty czas świąteczny, że pora rozpoczynać wielkie wiosenne porządki oraz inne przygotowania do Świąt Wielkanocnych.
***
Tekst pochodzi z książki "Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne" dr Barbary Ogrodowskiej, wyd. Muza, Warszawa 2010.
Opracowała: Hanna Szczęśniak